To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fantastyka - Zmierzch, Nów i inne fazy ;)

BeeMeR - Wto 22 Gru, 2009 13:06

Baardzo powoli doczytuję:
Cytat:
Znali się może z rok, kiedy zostali w końcu parą i od razu zaczęła się gadka o wiecznym byciu razem. Hmpf. Nie, sorry, ja tego nie kupuję.
a ja właśnie kupuję - bo młodzieńczy tok myślenia tak czasem ma, że "nikt mnie nic chce, jestem taka brzydka - o! on mnie zechciał, to już będziemy razem na wieki amen"
Na przykład Romeo i Julia :P
Też się znali ile? miesiąc? dwa?

Jeśli idzie o rozbawianie to to dla mnie też ważne - i nie jako rozśmieszanie, ale jako trzymanie w pozytywnym, dobrym humorze - ot, po prostu życie naprawdę potrafi być wtedy piękniejsze.

RaczejRozwazna - Wto 22 Gru, 2009 14:01

To w którym teamie jesteś BeeMeR? :wink: :mrgreen:

Tak sobie ostatnio myślałam, że sfora opisana przez Meyer niewiele ma wspólnego z wilkołakami (jako pewnym wzorem zakorzenionym w kulturze :-P ), a raczej z indiańskimi legendami i rytuałami inicjalnymi: pamiętam czytałam w dzieciństwie takie opowieści, że indianin był silnie związanym ze swoim zwierzęcym totemem. Coś jak "Mój brat niedźwiedź"; widziałam też kiedyś jakąś głupią telenowelę, w której indiański bohater zamieniał się bodajże w sokoła. W każdym razie - to jakoś bardzoej do mnie przemawia niż odwołanie się do wilkołaków, bądź co bądź, wytworów kultury ameryko-europejskiej.

BeeMeR - Wto 22 Gru, 2009 14:11

RaczejRozwazna napisał/a:
To w którym teamie jesteś BeeMeR? :wink: :mrgreen:
W żadnym :mrgreen:
Prędzej byłabym w anty-teamie filmowego wymoczkowatego wizerunku Edzia :P
(nie książkowego, of course, bom nie czytała wystarczająco dużo)

spin_girl - Wto 22 Gru, 2009 14:19

RaczejRozwazna napisał/a:
Tak sobie ostatnio myślałam, że sfora opisana przez Meyer niewiele ma wspólnego z wilkołakami (jako pewnym wzorem zakorzenionym w kulturze ), a raczej z indiańskimi legendami i rytuałami inicjalnymi: pamiętam czytałam w dzieciństwie takie opowieści, że indianin był silnie związanym ze swoim zwierzęcym totemem. Coś jak "Mój brat niedźwiedź"; widziałam też kiedyś jakąś głupią telenowelę, w której indiański bohater zamieniał się bodajże w sokoła. W każdym razie - to jakoś bardzoej do mnie przemawia niż odwołanie się do wilkołaków, bądź co bądź, wytworów kultury ameryko-europejskiej.

Masz rację. Edward w jakimś momencie wygłasza opinię, że oni są shapeshifterami (zmiennokształtnymi) a nie wilkołakami, a wilkołak to po prostu ułatwiona nazwa, jaką sobie nadali. Wilkołaki zmieniają się w czasie pełni, Shapeshifterzy mogą to zrobić w każdym wybranym przez siebie momencie, nie łakną też krwi, ani nie mogą zarazić innych swoją przypadłością - ich stan jest uwarunkowany genetycznie.

RaczejRozwazna - Wto 22 Gru, 2009 16:51

BeeMeR napisał/a:
Baardzo powoli doczytuję:
Cytat:
Znali się może z rok, kiedy zostali w końcu parą i od razu zaczęła się gadka o wiecznym byciu razem. Hmpf. Nie, sorry, ja tego nie kupuję.
a ja właśnie kupuję - bo młodzieńczy tok myślenia tak czasem ma, że "nikt mnie nic chce, jestem taka brzydka - o! on mnie zechciał, to już będziemy razem na wieki amen"
Na przykład Romeo i Julia :P
Też się znali ile? miesiąc? dwa?


Z tym, że Edward tak znowu młody juz nie był :wink: A to "na wiecznoć" Belli też trochę oklapło przy oświadczynach.... Kiedyś tu zresztą w związku z tym pytałam i albo nie otrzymałam, albo przeoczyłam odpowiedź - czy wampiry zatrzymują się w rozwoju emocjonalnym na etapie sprzed zmiany? Bo to by dużo wyjaśniało...

Kurczę przygotowuję się do ważnego egzaminu z języka z którego piszę jakieś referaty i taaak mi się chce :cry2: co napiszę jedno zdanie zerkam na forum... :-P

Agn - Wto 22 Gru, 2009 21:41

BeeMeR napisał/a:
a ja właśnie kupuję - bo młodzieńczy tok myślenia tak czasem ma, że "nikt mnie nic chce, jestem taka brzydka - o! on mnie zechciał, to już będziemy razem na wieki amen"
Na przykład Romeo i Julia :P
Też się znali ile? miesiąc? dwa?

A ile takich młodzieńczych związków kończy się faktycznym związkiem na śmierć i życie ze ślubem, dziećmi i innymi "bajerami"?
Inna sprawa, że m.in. dlatego nie cierpię R&J - smarkacz ze smarkulą się zakochują, ach, jej, rodzina nie pozwala - popełniają samobójstwo i wszystko się kończy. Ble. Nuda.
Poza tym od czasu Poskromienia złośnicy miewam do Shakespeara i jego związkowych poglądów wielki dystans.

BeeMeR - Śro 23 Gru, 2009 08:26

Doczytuję dalej i już znalazłam swój team :rotfl:
Cytat:
"Team Jacob - because Edward sucks". :lol:

To cała ja - nie żebym była fanką Jakuba, ale Edward to mi się straaasznie nie podoba :confused3: wizualnie zwłaszcza, a zachowaniowo też w dużej mierze :roll:

BeeMeR - Śro 23 Gru, 2009 09:05

Cytat:
To ciągłe studiowanie Cullenów można porównać do nudniejszej pracy
Tylko po co wybierać nudną pracę NA ZAWSZE? :frustracja:
Ratunku, nie zrozumiem tego, serio, choć wiem, że ludzie (i wampiry) są inni, i mają różne potrzeby,
ja wolałabym mniej nudną pracę - przecież zdarzają się osoby, które bardzo młodo wyglądają, mając choćby i skończone 30 lat :roll:

BeeMeR - Śro 23 Gru, 2009 09:13

Cytat:
Ja bym jednakowoż chciała być takim wampirem, wiecznie młodym, wiecznie pięknym, chciałabym studiować, ciągle od nowa, dążyć do intelektualnej doskonałości....
Mo i właśnie do mnie dotarło, że bohater jest przecież młodszy (w momencie przemiany- czy wampiry Meyer zostają emocjonalnie, podobnie jak fizycznie, cały czas w tym miejscu, w którym zostały "schwytane w czasie" :mysle: ) niż ja, i może mieć chęć zdobywania wiedzy dla samej wiedzy :mysle:
To mnie się już trochę nie chce :P

Admete - Śro 23 Gru, 2009 09:25

Cytat:
To mnie się już trochę nie chce


Mnie tez się nie chce i przysięgam, że te moje studia obecne są juz ostatnimi, bo inaczej zeświruję ;)
Jakby sie tak zastanowić, to los nauczyciela jest losem wiecznie studiującego wampira :rotfl:

BeeMeR - Śro 23 Gru, 2009 09:32

Cytat:
WRZESIEŃ 1918 [M]
Mój pierwszy tekst, do którego mam gigantyczny sentyment. O przemianie Edwarda. Na poważnie.
Agn, ten mi się najbardziej podobał, a czytałam wszystkie zamieszczone tu na forum :kwiatek:
Sam temat Meyerowskeigo Zmierzchu mnie nie rajcuje jakoś szczególnie, ale styl masz super i poczucie humoru genialne jak dla mnie - i to nie żaden podliz, to fakt, uwielbiam Twoje recenzje, czytam zawsze z rozkoszą choćbym filmu na oczy nie widziała i nie miała zamiaru oglądać :mrgreen: :kwiatki_wyciaga:

Syn marnotrawny też mi się podobał - przede wszystkim ciekawe ujęcie tematu :mysle:

BeeMeR - Śro 23 Gru, 2009 10:59

Cytat:
Ciekawe jest to, że choć znakomitej większości z Was, moje drogie damy, Zmierz się nie podobał, to jednak spędzacie mnóstwo czasu czytając sagę i pochodne, oglądając adaptacje, czytając i pisząc(!) fanfiki, dyskutując na forum....może to jednak rodzaj ukrytej słabości do Zmierzchu?
Coś w tym jest - mimo wszystko ;)
Tzn. w rozmowie, bo jest dużo ciekawsza niż twórczość Meyer :hug_grupowy:
Ale Twoja fascynacja, Spin, jest niesamowita :kwiatki_wyciaga:
Podoba mi się, jak bronisz swego zdania :oklaski:

Cytat:
Ja nawet miałam taką specjalną technikę czytania - wrzucałam Ctrl+F i wpisywałam "Jacob" :rotfl:
:rotfl:

Cytat:
PS. Chciałabym zobaczyć Agn w "Team Edward"... Z obłędem w oczach :lol: :lol: :lol:
:rotfl: :rotfl: :rotfl:
spin_girl - Śro 23 Gru, 2009 12:20

BeeMeR napisał/a:
Ale Twoja fascynacja, Spin, jest niesamowita

Nie, nie, nie, chciałabym się nieco odżegnać od słowa "fascynacja". To nie jest do końca fascynacja, po prostu przeczytałam tę sagę i, pomimo jej licznych wad stylistycznych, przydługich wyznań i ogólnej przesadnej emfazy, coś mnie w tej historii ujęło, dobrze mi się czytało, a sama historia podziałała mi na wyobraźnię. Ponieważ zaś mam do wszelkiej literatury stosunek analityczny, więc i tę serię zaczęłam analizować, dochodzić dlaczego, mimo dość niskiego poziomu, stała się fenomenem, rozkładać fikcyjny świat na czynniki pierwsze. W momencie, kiedy weszłam na forum, zastałam na nich wiele inteligentnych osób, które tłumaczyły, dlaczego nie podoba im się ta saga, więc zaczęłam tłumaczyć, dlaczego mnie się podoba, starać się udowodnić, że nie taki diabeł straszny. Ponieważ zaś we wszystkich książkach i filmach szukam przede wszystkim ciągu przyczynowo-skutkowego i nic mnie tak nie mierzi jak brak logiki, staram się sagi bronić przed zarzutami z tego tytułu. Cały czas staram się udowodnić, że mimo swoich wad i mimo tematu, który opiera się na świecie nierealnym (wampirów i wilkołaków), przynajmniej 90% sagi jest całkowicie logiczne. Natomiast wszelkie teamy i upodobania, typu Jacob jest ładniejszy niż Edward to już jest kwestia gustu i interpretacji danej postaci, z tym polemizować nie zamierzam. Ja lubię Edwarda i wydaje mi się, że potrafię zrozumieć jego emocje i tok myślenia, wydaje mi się, że zaakceptowałabym go jako partnera, chociaż ja pewnie próbowałabym go nieco "tresować" :wink:
BeeMeR napisał/a:
Podoba mi się, jak bronisz swego zdania

Dziękuję, traktuję tę dyskusję w dużej mierze jako trening do pracy magisterskiej i już mi się przydało przy uzasadnianiu kilku rewolucyjnych twierdzeń :mrgreen:
BeeMeR napisał/a:
Mo i właśnie do mnie dotarło, że bohater jest przecież młodszy (w momencie przemiany- czy wampiry Meyer zostają emocjonalnie, podobnie jak fizycznie, cały czas w tym miejscu, w którym zostały "schwytane w czasie" ) niż ja, i może mieć chęć zdobywania wiedzy dla samej wiedzy

Też mi się wydaje, że one się zatrzymują na danym etapie rozwoju emocjonalnego i to dotyczy wszystkich Cullenów - Emmett, Jasper, Rosalie, Alice też się tak zachowują. W innych filmach "wampirycznych" jest podobnie: W "Moonlight" Mick i Josef żyją stylem życia odpowiednim do ich wyglądu, w "Vampire Diaries" Stefan idzie do liceum, itp. itd.
Agn napisał/a:
A ile takich młodzieńczych związków kończy się faktycznym związkiem na śmierć i życie ze ślubem, dziećmi i innymi "bajerami"?

należy jeszcze jedną rzecz wziąć pod uwagę. Edward wyraźnie daje do zrozumienia, że wampiry są jak łabędzie- łączą się w pary na całe życie. Czego dowodem są Esme i Carlisle, Jasper i Alice, Emmett i Rosalie. Bella zamierza być z Edwardem jako wampir, więc oboje spodziewają się tego samego procesu. W oryginale powieści o partnerze mówi się "mate" - to jest termin zdecydowanie najczęściej używany w królestwie zwierząt, więc Edward i Bella nie będą "a copule" ani nawet "husband and wife" oni będą "mates". Ta różnica jest pierwszy raz wyjaśniona przy okazji opętanej zemstą Victorii - James był jej "mate" a to o wiele silniejszy związek niż związki ludzkie. A poza tym, odpowiadając na Twoje pytanie, Agn, może niewiele się takich młodzieńczych związków trwa do końca życia, ale przecież się zdarzają takie, które trwają. A skoro się zdarzają, to są możliwe. Bella i Edward mogą być właśnie takim związkiem.

Admete - Śro 23 Gru, 2009 13:17

Cytat:
Agn, może niewiele się takich młodzieńczych związków trwa do końca życia, ale przecież się zdarzają takie, które trwają. A skoro się zdarzają, to są możliwe. Bella i Edward mogą być właśnie takim związkiem.


Pod warunkiem, że dojrzeją, czego według koncepcji o zatrzymywaniu się w rozwoju emocjonalnym, nie możemy oczekiwać. Mówię o tym dojrzewaniu, bo taką parę miałam i mam ciągle przed oczami. Dopiero teraz - po wielu, wielu latach jest to związek dojrzały, ale wymagał rozwoju.

BeeMeR - Śro 23 Gru, 2009 14:08

Cytat:
Co nie zmienia faktu, że fanfik jest po prostu zajebisty.
SM jest świetny - ja zupełnie nie zawracałam sobie głowy szczegółami typu imię czy "poprawną nazwą pubu poprawnie odmienioną" - litości! :roll: to są drobiazgi bez większego wpływu na to, że - fanfik świetnie się czyta :oklaski:
Nawet w Polsce zdarzają się Briany i Brajany - who cares? Mogą być i Petry i Pietry i Piotry :mysle:
I ja też operuję skrótami nazw - najczęściej więc "idę do Rynku" a nie "do Rynku Głównego", co przecież byłoby poprawniej, pełniej, mamy tych rynków w Krakowie kilka, bla bla bla...

Ergo: Moim skromnym zdaniem nic tam nie trzeba pooprawiać Agn, dobrze jest! :oklaski:

(*w przerwach pracy czyta dalej*)

spin_girl - Śro 23 Gru, 2009 14:33

Zwracałam uwagę na pierdoły bo mnie Agn prosiła, żebym jej zaserwowała konstruktywną krytykę, szczególnie na tle obyczajowym.
BeeMeR - Śro 23 Gru, 2009 14:42

Cytat:
Babylonowym ;) Dla bardzo wąskiego kręgu czytelników :D Aragonte robi to dla siebie, dla mnie i Soph. Pewnie jeszcze Riella przeczyta.
I ja, jak kiedyś obejrzę serial ;)
Cytat:
może niewiele się takich młodzieńczych związków trwa do końca życia, ale przecież się zdarzają takie, które trwają. A skoro się zdarzają, to są możliwe. Bella i Edward mogą być właśnie takim związkiem.
Owszem, mogą, ale twierdzenie tego, że związek jest na wieki po jednorocznej-dwuletniej, czy nawet kilkuletniej znajomości jest znacznie, znacznie na wyrost :roll:
spin_girl - Śro 23 Gru, 2009 15:16

BeeMeR napisał/a:
Owszem, mogą, ale twierdzenie tego, że związek jest na wieki po jednorocznej-dwuletniej, czy nawet kilkuletniej znajomości jest znacznie, znacznie na wyrost

ergo moje wyjaśnienie o "mates" i łabędziach.

Moi rodzice pobrali się po 3 miesiącach znajomości i są razem od 36 lat, także chyba nie ma ustalonych reguł względem tego, ile czasu trzeba się znać żeby stwiedzić, że to "na zawsze"

Agn - Śro 23 Gru, 2009 22:30

Oczywiście, bywają też związki, które trwają latami, a rozpadają się po zawarciu małżeństwa. Tylko mnie tu chodzi o to, że Edek Belli nie rozumie, wręcz usiłuje myśleć za nią. Zaczyna ją rozumieć bodaj dopiero pod koniec trzeciego tomu. Mamy więc miesiąc związku, który opiera się na partnerstwie. Erm... cały mój cynizm nie pozwala mi tego tak po prostu łyknąć.

Między opowiadaniami The ultimate werewolf odświeżam sobie The host. I kurczę, to mi się bardziej podoba, no nie mogę inaczej. Choć co i rusz natrafiam na pewne motywy, które widziałam już w Twilight. Np. jak Jeb przepytywał Wandę - jego pytania się nie kończyły, stale jakieś zadawał... Brzmi znajomo? Albo ze wspomnień Melanie - Jared pokazuje jej chałupę, którą wybudował jego ojciec, po czym oświadcza, że tego nie ma nawet na mapie. Jakbym coś o pewnej wyspie czytała. ;) No i Melaśkę też bym chętnie co jakiś czas w łeb walnęła, acz znacznie rzadziej, niż np. Bellę. Rozumiem też zachowanie Jareda (ha!). Jakoś tak... The host napawa mnie optymizmem, pomimo że wizja inwazji jest dość dołująca...

Basiu, w ff to może i pierdoły, ale kto wie, może w końcu kiedyś spiszę tę moją historyjkę o wampirach, może nawet nadawać się to będzie do druku (na co się nigdy w życiu nie odważę, ale powiedzmy, że bym dała) - wtedy poprawna pisownia imienia nie będzie już pierdółką, to będzie istotna rzecz. No i właśnie - poprosiłam Spin, bo czyta uważnie, by mi napisała dokładnie wszystko, co jej przyszło do głowy. Mnie to pomaga. :)

spin_girl - Czw 24 Gru, 2009 10:41

Cytat:
No i właśnie - poprosiłam Spin, bo czyta uważnie, by mi napisała dokładnie wszystko, co jej przyszło do głowy. Mnie to pomaga.

uuuf, dzięki, bo już się martwiłam, czy nie wyszłam na zołzę :mrgreen: starałam się zabawić w Betę, przynajmniej w takiej formie, w jakiej ja rozumiem tę funkcję. :wink:
Co do publikacji- ja bym na Twoim miejscu się odważyła!!!

Agn - Czw 24 Gru, 2009 14:14

Spin? Ty? Zołzą? No proszę cię! To nawet delikatne zwracanie uwagi nie było. :lol:
spin_girl - Czw 24 Gru, 2009 14:41

Agn napisał/a:
Spin? Ty? Zołzą?

Niestety z natury jestem okropną zołzą, ale staram się nad sobą panować :mrgreen:

Korzystając z okazji, chciałabym złożyć życzenia wszystkim tym forumowiczkom, z którymi tak wspaniale dyskutuje mi się w tym wątku. Wszystkiego najlepszego na Święta i Nowy Rok! :kwiatki_wyciaga: :hug_grupowy: :party:

Agn - Pią 25 Gru, 2009 14:03

spin_girl napisał/a:
Niestety z natury jestem okropną zołzą

Smerferere!
Zrobiłam sobie teamową koszulkę, skoro już się flagujemy, kto kogo woli, hehe. ;)

A z innej beczki - czy tylko ja nie mogę się doczekać tego filmu?
http://www.youtube.com/watch?v=VS02xaTIdRI
Bo mnie ściska w dołku z niecierpliwości! :excited:
Klasyczny pomysł z wilkołakiem-bestią. Mniam, mniam. Będzie fajny horror (mam nadzieję). No i Hopkins... I Del Toro... I Blunt... I Weaving... I Chaplin. I sama nie wiem, kto tam jeszcze się zaplątał, ale strasznie czekam na ten film. :mrgreen:

Anonymous - Pią 25 Gru, 2009 14:19

rzuciwszy w kąt KSH postanowiłam rozpieścić się Księżycem w nowiu.... jestem na 40 minucie filmu i byłam już po kawę byle odejść od ekranu.... jak to się nie rozkręci to znowu usnę na siedząco.
Agn - Pią 25 Gru, 2009 14:46

Kaśku, jeśli po 40 minutach wciąż nie jesteś pod urokiem Jacoba, to już ci to raczej nie grozi. Wielkiej akcji nie będzie (no, dobra, pod koniec Bella w pewnym momencie pobiegnie). Choć mniej więcej w tym momencie zaczyna się cała historia Jacoba. Zobaczymy, jak ci się to spodoba. :)


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group