Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2
snowdrop - Śro 31 Paź, 2007 12:54
Moge pisać, w końcu moge pisać. Dziekuje adminluc
W ksiązce było tak, że Darcy uważał że on się przyczynił do tej sytuacji.
Ulka - Śro 31 Paź, 2007 18:23
A czy jedno wyklucza drugie?
asiek - Śro 31 Paź, 2007 20:50
Gryyyzło go sumienie, choć mocniej jest to zaakcentowane w serialu BBC niż w powieści. W filmie Darcy jest bardzo poruszony, kiedy Lizzy czyni sobie wyrzuty, że nie poinformowała bliskich o niegodziwym postępowaniu Wickhama.
Dzięki temu miał chłopak dodatkową motywację, aby zrehabilitować się w oczach Elżbietki.
nicol81 - Śro 31 Paź, 2007 21:17
A nieprawda. On nie chciał, by ona się dowiedziała o jego wkładzie.
asiek - Śro 31 Paź, 2007 22:10
| Cytat: | | A nieprawda. On nie chciał, by ona się dowiedziała o jego wkładzie. |
To prawda, prosił o dyskrecję, jednak nie wierzę, aby nie miał nadziei na coś więcej. Zakochani zawsze mają nadzieję, że może kiedyś...któregoś dnia...los odwróci kartę. Poza tym Darcy jako bystry i inteligentny facet musiał mieć świadomość tego, że głupiutka i rozstrzepana Lidia nie utrzyma języka za zębami.
nicol81 - Śro 31 Paź, 2007 22:12
Sorry, nie wierzę. Gdyby tak było, to naprawdę negatywnie odbijałoby się na jego charakterze.
asiek - Śro 31 Paź, 2007 22:56
Ja tego tak nie widzę.Chciał zrehabilitować się przed Lizzy i pragnął, aby go pokochała. W tej sytuacji, to oczywiste, że postanowił jej pomóc. Dodatkowo poczuł się winny, że nie objawił światu prawdziwej natury Wickhama, dzieki czemu był on nadal uważany za dżentelmena i przyjmowany.A zatem kierowały nim czyste intencje. A co do prośby o dyskrecję, to sądzę, że dotyczyła ona głównie państwa Bennet, a właściwie pana Bennet'a. Wiadomo, dla ojca Lizzy była to wyjątkowo upokarzająca sytuacja.
Nie wierzę, że Darcy nie liczył na dobre słowo od Elizabeth. Gdyby istotnie i przed nią chciał zachować anonimowość, to rodzi się pytanie :dlaczego nie "dogadał się" sam z Wiskham'em ? Nic nie stało na przeszkodzie, aby sprawa została załatwiona w cztery oczy, nawet bez udziału Lidii.
Maryann - Czw 01 Lis, 2007 06:56
Rozdział VII część 30
Boleść Elizabeth szarpała mu serce. Jej widok, płaczącej, obwiniającej się za nierozważne postępowanie puszczonej samopas siostry i perfidną zdradę doświadczonego uwodziciela, na nowo obudziłyby w Darcym gniew, gdyby nie uderzyła go z druzgocącą siłą jego własna wina w tej sprawie. Jej błąd ? Nie, to jego… To jego duma, jego troska ograniczająca się do kręgu rodziny, pozwoliły łajdakowi swobodnie polować na młode kobiety. A teraz podrywacz rzucił się na inną rodzinę, na rodzinę kobiety, którą on kochał tak bardzo i której tak wiele zawdzięczał. Ten cios omal nie wprawił go znowu w emocjonalny zamęt, który poczuł, gdy po raz pierwszy zobaczył twarz Elizabeth i usłyszał nowiny. Ale nie ! Jeśli na to pozwoli, to na nic jej się nie przyda. Odwrócił się i zaczął chodzić tam i z powrotem po pokoju, zbierając wszystkie fakty, bezładnie podane przez Elizabeth. Gdzie w Londynie Wickham mógł zapaść się pod ziemię i kto mógł wiedzieć ? Możliwe kierunki śledztwa same się nasuwały. Gdyby tylko Dy wrócił już do miasta ! Ale niezależnie od tego, czy już tam był, czy nie, ślad Wickhama trzeba odnaleźć jak najszybciej, zanim znudzi się Lidią Bennet i przepadnie w jakimś innym zakątku Królestwa.
Odwrócił się i popatrzył na Elizabeth. Ukryła twarz w chusteczce, zajęta tylko myślami o rodzinnej hańbie. Miał wszelkie powody, żeby być przy niej w jej cierpieniu, ale nie miał prawa. Powinien się wymówić, ale jak miał to zrobić ? Zawahał się, po czym wyjąkał niezręczne przeprosiny:
- Obawiam się, że od dawna pragnie pani zostać sama, a ja nie mam na usprawiedliwienie swojej obecności nic poza szczerym, choć bezużytecznym współczuciem – wyprostowała się powoli i słuchała go z błyszczącymi od łez oczyma. Dobry Boże, miał nadzieję, że mu uwierzy ! – Gdyby Bóg pozwolił, żebym mógł powiedzieć, czy zrobić coś, co przyniosłoby pani ulgę w cierpieniu ! Ale nie będę dręczył pani próżnymi życzeniami, które mogłyby się wydawać tylko celową prośbą o podziękowanie – widział, że odzyskuje panowanie nad sobą. Uniosła lekko podbródek na jego słowa – Obawiam się, że ta nieszczęsna sprawa spowoduje, że moja siostra nie będzie miała przyjemności gościć państwa dzisiaj w Pemberley.
- O, tak – wytarła oczy i pociągnęła nosem – Niech… niech będzie pan tak uprzejmy i przeprosi w naszym imieniu pannę Darcy. Proszę powiedzieć, że odwołały nas do domu interesy nie cierpiące zwłoki. Proszę ukrywać tę nieszczęsną prawdę tak długo, jak to tylko możliwe – prosiła – Wiem, że to nie będzie mogło trwać długo.
- Ma pani moje słowo – przyrzekł patrząc w oczy, które teraz zdawały się od niego odwracać – Jest mi przykro, naprawdę przykro, że takie nieszczęście spadło na panią i pani rodzinę – przerwał z nadzieją, że będzie mógł dać jej lepszą pociechę, ale nie było mu to dane – Może jest jeszcze nadzieja na rozwiązanie szczęśliwsze, niż teraz ma pani powody oczekiwać – spojrzała na niego z powątpiewaniem, ale skłoniła głowę.
Nic więcej nie mógł zrobić. Odpowiedział ukłonem.
- Proszę przekazać moje pozdrowienia pani krewnym. Mam nadzieję, że kiedyś wrócicie do Pemberley w szczęśliwszych okolicznościach – powiedział i z ostatnim badawczym spojrzeniem, chcąc upewnić ją o szczerości swoich słów, wyszedł cicho zamykając za sobą drzwi.
MiMi - Czw 01 Lis, 2007 08:25
| Maryann napisał/a: | | i z ostatnim badawczym spojrzeniem, chcąc upewnić ją o szczerości swoich słów, wyszedł cicho zamykając za sobą drzwi. |
A ona myśli, że wzrok pogardy... Teraz to już obaj są biedni.
Dzięki Maryann
asiek - Czw 01 Lis, 2007 08:58
| Maryann napisał/a: | | Możliwe kierunki śledztwa same się nasuwały. Gdyby tylko Dy wrócił już do miasta ! |
Wow, prawdziwy z niego Sherlock Holmes.
Ulka - Czw 01 Lis, 2007 13:03
| asiek napisał/a: | Ja tego tak nie widzę.Chciał zrehabilitować się przed Lizzy i pragnął, aby go pokochała. W tej sytuacji, to oczywiste, że postanowił jej pomóc. Dodatkowo poczuł się winny, że nie objawił światu prawdziwej natury Wickhama, dzieki czemu był on nadal uważany za dżentelmena i przyjmowany.A zatem kierowały nim czyste intencje. A co do prośby o dyskrecję, to sądzę, że dotyczyła ona głównie państwa Bennet, a właściwie pana Bennet'a. Wiadomo, dla ojca Lizzy była to wyjątkowo upokarzająca sytuacja.
Nie wierzę, że Darcy nie liczył na dobre słowo od Elizabeth. Gdyby istotnie i przed nią chciał zachować anonimowość, to rodzi się pytanie :dlaczego nie "dogadał się" sam z Wiskham'em ? Nic nie stało na przeszkodzie, aby sprawa została załatwiona w cztery oczy, nawet bez udziału Lidii. |
No właśnie, ja myślę, że kierowały nim różnorakie motywy, nigdy nie jest tak, że wszystko jest proste i oczywiste - jeden powód zdarza się tylko w bardzo prostych sprawach, a nie w przypadku zakochanych
nicol81 - Czw 01 Lis, 2007 13:54
| asiek napisał/a: | Ja tego tak nie widzę.Chciał zrehabilitować się przed Lizzy i pragnął, aby go pokochała. W tej sytuacji, to oczywiste, że postanowił jej pomóc. Dodatkowo poczuł się winny, że nie objawił światu prawdziwej natury Wickhama, dzieki czemu był on nadal uważany za dżentelmena i przyjmowany.A zatem kierowały nim czyste intencje. A co do prośby o dyskrecję, to sądzę, że dotyczyła ona głównie państwa Bennet, a właściwie pana Bennet'a. Wiadomo, dla ojca Lizzy była to wyjątkowo upokarzająca sytuacja.
Nie wierzę, że Darcy nie liczył na dobre słowo od Elizabeth. Gdyby istotnie i przed nią chciał zachować anonimowość, to rodzi się pytanie :dlaczego nie "dogadał się" sam z Wiskham'em ? Nic nie stało na przeszkodzie, aby sprawa została załatwiona w cztery oczy, nawet bez udziału Lidii. |
Właśnie zapewnienie pomocy Gardinerów miało służyć zachowaniu anonimowości. Darcy zdawał sobie sprawę, że ktoś z Bennetów może nie uwierzyć, że Wickhamowi zostały jakieś pieniądze i bez smarowania chce żenić się z Lidią. Dlatego wykorzystał Gardinerów jako tarczę- państwo Bennet od razu pomyśleli, że to Gardiner posmarował.
Maryann - Czw 01 Lis, 2007 17:28
| nicol81 napisał/a: | | państwo Bennet od razu pomyśleli, że to Gardiner posmarował. |
W rzeczy samej. A pani Bennet wcale nie uważała tego za coś nadzwyczajnego. Jak to było ? "gdyby nie niał własnych dzieci, to na nas przeszłyby wszystkie jego pieniądze.".
A wracając do Darcy'ego, to bardzo mu zależało, żeby cała sprawa pozostała tajemnicą przede wszystkim dla Elżbiety - nie chciał, żeby zgodziła się zostać jego żoną (gdyby zdecydował się ponowić oświadczyny) kierując się wdzięcznością.
A poza tym - chyba trochę się obawiał, że mogłaby uznać jego udział w aferze z Wickhamem za wtrącanie się w nie swoje sprawy.
asiek - Czw 01 Lis, 2007 17:46
Sądzę, że gdyby Wickham zjawił się z Lidią w progach Bennet'ów jako mąż i żona nikt oficjalnie nie dopytywałby się o to kto lub co skłoniło ich do zawarcia małżeństwa. Tak jak w powieści, rodzina cieszyłaby się, że w ogóle doszło do tego związku i skandal został zażegnany.
Status majątkowy Wickhama też łatwo byłoby wytłumaczyć, zwlaszcza, że Bennet'owie nie znali dobrze przeszłości Wickhama. W mojej ocenie pośrednictwo Gardinerów nie było konieczne.
Maryann - Czw 01 Lis, 2007 17:55
| asiek napisał/a: | | Status majątkowy Wickhama też łatwo byłoby wytłumaczyć, zwlaszcza, że Bennet'owie nie znali dobrze przeszłości Wickhama. |
No nie wiem, czy tak łatwo. Powszechnie było wiadomo, że jego ojciec był tylko rządcą u Darcych, a on sam przecież przed całą okolicą kreował się na nieszczęsną ofiarę mściwości Darcy'ego. Twierdził, że zaciągnął się do milicji z konieczności, żeby mieć z czego żyć, a tak w ogóle to zawsze marzył, żeby zostać duchownym. Na dobrej parafii oczywiście...
Mag - Czw 01 Lis, 2007 19:04
| asiek napisał/a: | | Gdyby istotnie i przed nią chciał zachować anonimowość, to rodzi się pytanie :dlaczego nie "dogadał się" sam z Wiskham'em ? Nic nie stało na przeszkodzie, aby sprawa została załatwiona w cztery oczy, nawet bez udziału Lidii. |
Myślę, że dyskrecja miała dotyczyć CAŁEJ rodziny Bennet'ów. A na ślub Darcy przyszedł, żeby się upewnić, że Wickham się nie wykręci- sądzę, że część spłaty dostał PO ceremonii.
Pan Bennet nie był idiotą, a stan finansów Wickhama był szeroko komentowany po ich ucieczce. Doskonale więc wiedział, że zięć musiał być kupiony- nazwisko wuja stanowiło dostateczną ochronę tajemnicy. Zresztą, nawet w scenie zaręczyn, Darcy nie chce rozmawiać na ten temat z Lizzy i ucina go szybko- gdyby liczył na jej wdzięczność to pozwoliłby jej dziękować i dziękować.
asiek - Czw 01 Lis, 2007 19:49
| Maryann napisał/a: | | No nie wiem, czy tak łatwo. Powszechnie było wiadomo, że jego ojciec był tylko rządcą u Darcych, a on sam przecież przed całą okolicą kreował się na nieszczęsną ofiarę mściwości Darcy'ego. |
Jednak okazało się, że testament Darcy'ego Serniora zawierał zapis o wypłacie Wickhamowi stosownej sumki w przypadku ożenku. Darcy Junior zaś tym razem nie ośmielił się zleckeważyć woli ojca.
Tak sobie kombinuję...
| Mag napisał/a: | | Pan Bennet nie był idiotą, a stan finansów Wickhama był szeroko komentowany po ich ucieczce. |
Zgadza się, to był bystry człowiek, ale lubił proste rozwiązania byleby szybko pozbyć się kłopotu. Sadzę, że zaakceptowałby jakiekolwiek wytłumaczenie niezależnie od tego, czy uwierzyłby w sprzedaną historyjkę, czy też nie.
| Maryann napisał/a: | | A wracając do Darcy'ego, to bardzo mu zależało, żeby cała sprawa pozostała tajemnicą przede wszystkim dla Elżbiety - nie chciał, żeby zgodziła się zostać jego żoną (gdyby zdecydował się ponowić oświadczyny) kierując się wdzięcznością. |
Maryann'ku masz nad nami tę przewagę, że nasz dalszy ciąg , ....Darcy miał rzeczywiście takie obawy ? Przecież znał Elizabeth na tyle, by wiedzieć, że w sprawach małżeństwa jest bardzo zasadnicza i z pewnością nie wyszłaby za mąż z wdzięczności, listości, czy też kasiorki.
Maryann - Czw 01 Lis, 2007 20:17
| asiek napisał/a: | | Mag napisał/a: | | Pan Bennet nie był idiotą, a stan finansów Wickhama był szeroko komentowany po ich ucieczce. |
Zgadza się, to był bystry człowiek, ale lubił proste rozwiązania byleby szybko pozbyć się kłopotu. Sadzę, że zaakceptowałby jakiekolwiek wytłumaczenie niezależnie od tego, czy uwierzyłby w sprzedaną historyjkę, czy też nie. |
Tu się zgadzamy. Pan Bennet przede wszystkim chciał mieć święty spokój i nie sądzę, żeby wyjaśnienie tej kwestii spędzało mu sen z oczu. Co innego jego córce...
| asiek napisał/a: | Maryann'ku masz nad nami tę przewagę, że nasz dalszy ciąg |
No znam , ale akurat "w tym temacie" to jest moja osobista koncepcja.
| asiek napisał/a: | Darcy miał rzeczywiście takie obawy ? |
Ja myślę, że miał. Choć na pewno zauważył, że Elżbieta odnosi się do niego inaczej, ale widział też, że się waha. I na pewno nie chciał, żeby tym, co ostatecznie zdobyło mu jej przychylność, była pomoc udzielona jej marnotrawnej siostrze.
Że się podeprę przykładem z "Mansfield Park" - mógł się obawiać, że pomyśli, że chciał sobie kupić jej przychylność, tak jak Henry Crawford załatwiając awans bratu Fanny...
nicol81 - Czw 01 Lis, 2007 22:16
Bennet jednak nie czuł spokoju, myśląc że to szwagier buli. Pani Bennet to co innego, w końcu to brat.
Spadek dla Wickama? Jak w wersji 1940 , ale to naprawdę musieliby wymyśleć rodzinę z Jamajki, bo gdyby coś z testamentem Darciego, Lizzy by się mogła domyśleć.
Właśnie skojarzenie z Crawfordem odrzuca mnie od myśli, że Dsrcy mógł oczekiwać wdzięczności Lizzy.
Maryann - Czw 01 Lis, 2007 22:30
| nicol81 napisał/a: | | Bennet jednak nie czuł spokoju, myśląc że to szwagier buli. |
Fakt. Wyraźnie mu ulżyło, gdy się dowiedział, że to Darcy...
| nicol81 napisał/a: | | Właśnie skojarzenie z Crawfordem odrzuca mnie od myśli, że Dsrcy mógł oczekiwać wdzięczności Lizzy. |
Darcy na pewno nie był takim dwulicowym lekkoduchem jak Henry Crawford. I z pewnością nie zajął się poszukiwaniami Lidii licząc na wdzięczność Elżbiety. To jednak nie znaczy, że nie mógł się obawiać, że ona posądzi go o takie wyrachowanie.
nicol81 - Pią 02 Lis, 2007 10:12
Być może Darcy miał motywy własne poza chęcią pomocy i poczuciem winy, ale raxczej była to chęć wyprostowania sytuacji reputacjowej Benettów, aby móc póżniej ubiegać się o Elżbietę.
Na pewno nie stracił nadziei, że ona go kiedyś zechce, ale nie miał zamiaru wywierać na nią presji.
| Mag napisał/a: | Zresztą, nawet w scenie zaręczyn, Darcy nie chce rozmawiać na ten temat z Lizzy i ucina go szybko- gdyby liczył na jej wdzięczność to pozwoliłby jej dziękować i dziękować. |
Myślę, że to argument decydujący Natomiast nie wiem, jak to rozwiąże nasza fanfikautorka...Mam nadzieję, że w słuszny sposób.
Alison - Pią 02 Lis, 2007 11:51
Rozdz. VIII, cz. 1 "Co cicha miłość nakazuje"
Tak ja, z braku ufności do siebie, z niewiary,
że zdołam zamknąć miłość w utarty rytuał
Wyznań - milczę, zmiażdżony właśnie przez ciężary
Tych skarbów uczuć, które duch w sobie uciułał.
[...] Gdy miłość to nieme przesłanie otrzyma
Twoja miłość sens pojmie - słuchając oczyma.
W. Shakespeare - Sonet 23 w tłum. S. Barańczaka
Powrotna droga konno do Pemberley mogła zabrać kwadrans lub dużo więcej, Darcy nie mógłby tego określić. Wszystko co zapamiętał to jak wsiadł na Senekę poza gospodą, a teraz tutaj dochodził do świadomości co go otacza, dzięki stukotowi końskich kopyt o kocie łby na swoim własnym dziedzińcu. Wyjmując z kieszonki zegarek, kiedy stajenny odprowadzał jego wierzchowca, otworzył szeroko oczy widząc układ wskazówek. Godzina!. Spojrzał w stronę konia, ten machał spokojnie ogonem, prowadzony do stajni. Po prawdzie, tylko Senece mógł być wdzięczny za ten ostateczny powrót do domu, czas i krajobraz jaki mijali podczas tej godziny, był dla niego stracony. Cała godzina. Jest szansa, że pozostali wciąż są zajęci piknikiem al fresco Caroline Bingley i pozostawią go, by mógł dalej zmagać się z tym, co działo się w jego sercu od pierwszej chwili kiedy ujrzał przejętą twarz Elizabeth.
Co powinien zrobić? To pytanie nie opuszczało go przez całą drogę powrotną. Szybko stwierdził co mógłby zrobić. Jego zasoby finansowe, jego koneksje, jego osobista znajomość gustów i zwyczajów Wickham'a utwierdzały go w przekonaniu, że to on sam jest tym, który mógłby znaleźć zagubioną parę lub pokierować innymi w odzyskaniu Lydii Bennet. Ale to co mógł zrobić nie rozstrzygało o tym, co powinien zrobić. Tu tkwił szkopuł, dlatego, że w tym stanie rzeczy jego powodzenie w wyborze "powinności" jest bardziej niż żałosne. Doprawdy, to jego błędne kroki na tym polu, są źródłem obecnego kryzysu. Zadrżał od poczucia winy, które znowu go ogarnęło. Do tego wszystkiego, pomoc ze strony kogoś obcego w tak delikatnej, rodzinnej sprawie jak ta, mogłaby nie być mile widziana. Dobrze znał sposoby do jakich może uciec się rodzina by się chronić. Dla rodziny Elizabeth musi być teraz najistotniejsze, zanim ostatnia skłonność ich córki zostanie zrealizowana, by załatwić albo uczciwe małżeństwo, albo odesłanie córki w odosobnione miejsce, albo zaznać wiecznej hańby. Co więcej, rodzina Bennetów nie ma najmniejszych podstaw oczekiwać czegokolwiek od niego, który mógłby skłonić ich do przyjęcia pomocy lub rozważenia jego propozycji.
Zarozumiały...wścibski...niemile widziany! Darcy zdjął rękawiczki i trzaskał nimi o udo zdenerwowany frustrującym ale trafnym opisem pomocy, którą mógłby zaofiarować czy działań, które mógłby podjąć. Wydawało się, że jedyne co mógł zrobić to zastosować się do życzenia Elizabeth by nic nie mówił. Wchodząc do gabinetu, szybko zamknął drzwi i rzucił się na fotel. Głębokie zmarszczki poorały mu czoło kiedy w myślach powracał do całej sytuacji. Nic nie mówić! Oczywiście mógł się zastosować do jej prośby, gdyby dotyczyło to ogólnie towarzystwa, ale wewnętrznie sprzeciwiał się niepodejmowaniu jakichkolwiek działań, czego domagał się jego stan posiadania. To wszystko było absurdalne! Miał środki żeby kupić wszelkie informacje, których potrzebowałby w dochodzeniu do sensownego sposobu zapobieżenia tej hańbie, i był bez wątpienia, wystarczająco zmotywowany żeby tego dokonać. Pamięć o zapłakanej Elizabeth znowu ogarnęła go z bolesną wyrazistością. Och, nigdy nie zapomni tego spotkania! Nawet teraz, jej bezradność i żałość zasmucała go tak mocno, że jego całe szczęście niewielką było ceną za ulżenie jej cierpieniu.
Anetam - Pią 02 Lis, 2007 13:06
Dziękuję Matulu
Ahhhh ten Darcy
Ania1956 - Pią 02 Lis, 2007 19:57
| Alison napisał/a: | | Nawet teraz, jej bezradność i żałość zasmucała go tak mocno, że jego całe szczęście niewielką było ceną za ulżenie jej cierpieniu. |
Chyba mam dzisiaj przyćmienia chwilowe, ale nie rozumiem tego fragmentu. O CO CHODZI ???
Gunia - Pią 02 Lis, 2007 20:00
O to, że tak bardzo chce jej ulżyć w bólu, że gotów jest poświęcić całe swoje szczęście, by to zrobić. Tak mi się zdaje.
|
|
|