Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2
Caroline - Pon 29 Paź, 2007 08:52
Rozdział VII, cz. 28
~~~~~~&~~~~~~~
- Nie, Fletcher - Darcy zerknął na ubranie trzymane przez lokaja. - Ubranie do jazdy, jeśli możesz, takie, które będzie odpowiednie również na wizytę.
Wytarł do sucha świeżo ogolony podbródek i policzki, i przeciągnął palcami po mokrych włosach.
- Ubranie do jazdy, proszę pana? Nie poinformowano mnie, proszę pana! - Fletcher zmartwił się ogromnie takim przeoczeniem. - Mam wysłać wiadomość do innych...
- Nie, tylko mnie nie będzie. Pozostali wezmą udział w al fresco panny Bingley - zamilkł, by zobaczyć, jakie wrażenie zrobi ta wiadomość na lokaju. Fletcher wydawał się jednak bardziej zaabsorbowany nowym zadaniem, jakie przed nim stanęło, niż jego przyczyną. Wdzięczny, że Fletcher nie wykazał zainteresowania, skierował jego myśli na jeszcze odleglejsze tory pytaniem, które odpowiadało innym talentom lokaja. - Jak idą przygotowania do... pikniku?
Fletcher przewrócił oczami.
- Służba została zmuszona do przejścia czterech zmian w menu i trzech zmian planowanego miejsca pikniku od zeszłego wieczoru, proszę pana, ale znoszą to z dobrym humorem - powiedział znikając w szafie w poszukiwaniu potrzebnych ubrań.
- Z dobrym humorem? - zawołał za nim Darcy.
Fletcher wyłonił się spoza ubrań z kompletnym zestawem stroju i kilkoma wariantami do wyboru w ręce.
- Mają oczy, proszę pana, i uszy i wiedzą, że w panach rękach spoczywa nasz los. - Darcy spojrzał na niego spod uniesionych brwi. Fletcher odkaszlnął i mówił dalej - Proszę mi wybaczyć, ale my... to znaczy służba, proszę pana, sprostamy wszystkiemu, czego ta dama zażąda w trakcie jej krótkiego pobytu tutaj.
- Rozumiem - Darcy podszedł do okna i pochylił się. Opierając głowę o szybę, przymknął oczy. Jaką wiarę oni w nim pokładali. Jakie nadzieje wiązały się z każdą jego decyzją! Westchnął i pochylił głowę. Szczęśliwa przyszłość, której jemu i sobie samym życzyli jego ludzie nie była taka łatwa do osiągnięcia, nie byli świadomi ironii, która rządziła ich nadziejami. Tak, miejsce Elizabeth w jego sercu było pewne, ale niewiele ono znaczyło dla kobiety, która, bez chwili wahania, odrzuciła prośbę o rękę i prestiż Pemberley zeszłej wiosny. Mógłby tę samą propozycję złożyć Caroline Bingley albo niemal każdej kobiecie w Anglii i być pewnym powodzenia. A jednak! Oto szykował się do zdobycia tego jednego wyjątku... być może z tego właśnie powodu. Znał jej wartość. Jeśli opinia Elizabeth o nim złagodziła się, jeśli choć odrobinę skłania się w jego stronę, nie pozwoli jej zniknąć ze swojego życia. Będzie jej poszukiwał, zabiegał o nią tak, jak na to zasługuje i, z Bożą pomocą, zdobędzie jej szacunek i serce.
Odwracając się do swojego zakłopotanego lokaja przyjrzał się ubraniu, które ten trzymał. Zamszowe bryczesy, oczywiście, i buty wypolerowane do połysku były gotowe.
- Srebrnbo-szara kamizelka, jak sądzę i ten surdut - Fletcher spojrzał pytająco.
- Tak, zielony - skinął, gdy Fletcher go wyciągnął. - A teraz podaj mi bryczesy... szybko, człowieku!
~~~~~~&~~~~~~~
Wnętrze gospody Pod Zielonym Ludkiem było ciemne i spokojnie chłodne, kiedy Darcy zdjąwszy kapelusz schylił się i minął próg. Po raz pierwszy w swym dorosłym życiu uniknął wylewnych atencji właściciela i został powitany jedynie przez służącego, któremu poprosił o poprowadzenie do pokoi zajmowanych przez państwa Gardinerów.
- Gardinerów, proszę pana? - zmuszony do odmówienia najbardziej szanowanej osobie w okolicy, młody człowiek spoglądał na niego spanikowany. - Państwo Gardinerowie wyszli na spacer, proszę pana.
Rozczarowanie, spowodowane nagłą przeszkodą w szybkim spotkaniu z Elizabeth, pohamowało jego zapał, ale Lambton nie było duże. Powinien zdołać ich znaleźć, to stratę czasu przeklinał.
- W jakim kierunku... - zaczął pytać, ale nerwowy chłopak mu przerwał.
- Młoda dama jest wciąż na górze, proszę pana. Czy chciałby pan, zobaczyć się tylko z nią?
Nie mógł powstrzymać śmiechu, który w nim wzbierał, gdy słyszał przepraszający ton głosu chłopca. Czy chciał spotkać się tylko z Elizabeth? Serce w nim urosło. To bardziej odpowiadało jego celom niż mógłby mieć nadzieję czy planować.
- Tak, bardzo proszę - uśmiechnął się do niego i skinął, by zaprowadził go na górę.
Korytarz na piętrze gospody był cichy, dolne otwarte pomieszczenia nie były jeszcze wypełnione krzątaniną właścicieli, a pozostali goście gospody wyszli we własnych sprawach. Odgłos kroków na drewnianej podłodze brzmiał głucho w ich uszach, ale nie stłumił odgłosu odsuwanego krzesła za drzwiami pokoju Gardinerów. Elizabeth! Serce zabiło mu mocniej, gdy zatrzymał się za służącym i czekał. Dotarł do niego odgłos lekkich kroków. Nie mógł złapać tchu. Służący sięgnął po klamkę i otworzył szeroko drzwi.
Mag - Pon 29 Paź, 2007 09:17
Dzięki kochane ABT,
Nareszcie toczy się akcja na którą wszyscy czekaliśmy
Darcy do boju
Alison - Pon 29 Paź, 2007 09:38
Yes, yes prosimy o jeszcze
Ania1956 - Pon 29 Paź, 2007 13:48
Tyle wysiłku tłumaczek a odcinek czyta sie przez moment i juz czeka na ciąg dalszy
Marija - Pon 29 Paź, 2007 13:57
Co to jest al fresco w tym przypadku? Trawę nad rzeką będą malować?
Alison - Pon 29 Paź, 2007 14:53
| Marija napisał/a: | Co to jest al fresco w tym przypadku? Trawę nad rzeką będą malować? |
No właśnie miałam problem, ale się nie konsultowałam. Bo al fresco to jest fresk na świeżym tynku. I tutaj za bardzo nie wiedziałam, czy Caroline chce się po prostu ładnie komponować z otoczeniem (jak w "śniadaniu na trawie", tyle że ubrana ) czy też chodzi o taki świeży posiłek na świeżym powietrzu. Ja to tłumaczyłam chyba jako piknik dla odświeżenia, czy coś takiego, ale widzę że Caroline została przy oryginalnej pisowni i zostawiła al fresco.
Marija - Pon 29 Paź, 2007 15:01
Stawiam na piknik na łonie przyrody, oczywiście na wytwornym obrusie .
MiMi - Pon 29 Paź, 2007 16:48
Dziękuję, Tłumaczki jak to miło jest się zrelaksować, po całym dniu w szkole No a Darcy w końcu "znormalniał" i nawet już tak długo nie myśli
Anonymous - Pon 29 Paź, 2007 19:47
czy to nie bedzie nawiązanie do włoskiego? Przy pierwszym czytaniu nasunęło mi się określenie "na świeżo". Początkowo myślałam o świeżych produktach, ale to raczej głupota jeść nieświeże i robić z tego wielkie wydarzenie.
Może chodzi o posiłek na "łonie natury", na świeżym powietrzu?
Alison - Wto 30 Paź, 2007 07:39
Dziś piecze Maryann-ek
Rozdział VII część 29
Nagle zobaczył przed sobą pobladłą twarz Elizabeth, patrzącą na niego z wyrazem tak gwałtownego bólu i rozpaczy, że oniemiały aż cofnął się na ten widok.
- Przepraszam pana bardzo, ale muszę pana opuścić – wykrztusiła Elizabeth – Muszę natychmiast znaleźć pana Gardinera, to sprawa nie cierpiąca zwłoki. Nie mam chwili do stracenia.
- Dobry Boże ! Co się stało ? – dopytywał się.
Cierpienie widoczne na jej twarzy wzbudziło w nim niepokój i czułość. Znaleźć Gardinerów ? Ona w tym stanie ? Niemożliwe !
- Nie zatrzymam pani ani przez chwilę, ale proszę pozwolić, żebym to ja, albo służący poszukał państwa Gardiner – przejął kontrolę nad sytuacją na tyle, na ile mógł, nie wiedząc, o co dokładnie chodzi – Pani nie czuje się dobrze i nie może iść sama.
Spodziewał się, że będzie się sprzeciwiać i był gotów nalegać, żeby nie podejmowała się tego zadania. Ale nie. Zawahała się i ku jego zaniepokojeniu zadrżała wyraźnie, zanim skinęła głową i przywoławszy służącego, żeby przekazać mu polecenie sprowadzenia wuja i ciotki, ciężko opadła na krzesło.
Co powinien zrobić ? Darcy spojrzał na jej przepełnioną bólem twarz, opuszczone piękne ramiona i wiedział, że nie może jej zostawić. Wyciągnął rękę. Impuls nakłaniał go, żeby wziął ją w ramiona i przysiągł, że wszystko będzie dobrze. Zmusił się, żeby pozwolić ręce opaść. Nie miał prawa.
- Proszę mi pozwolić wezwać pokojówkę – powiedział zamiast tego łagodnie. Kiedy potrząsnęła głową, spróbował tym samym tonem – Może mogłaby pani zażyć coś, co przyniosłoby pani ulgę ? Może przyniosę kieliszek wina ? – Znowu potrząsnęła głową, a on czuł się coraz bardziej bezradny. Może była zbyt zrozpaczona, żeby zdawać sobie sprawę ze swego stanu ? – Pani jest bardzo chora – powiedział łagodnie.
- Nie, dziękuję – Elizabeth wyprostowała się nieco – Nic mi nie jest. Czuję się całkiem dobrze. Jestem tylko zdenerwowana, bo otrzymałam właśnie z Longbourn straszne wiadomości – łzy, dotąd powstrzymywane przez lęk, teraz popłynęły z jej oczu, z taką siłą, że nie mogła mówić.
Darcy nadal nie wiedział nic ponad to, że powodem były wiadomości otrzymane z domu. Najbardziej prawdopodobną odpowiedzią była śmierć w jej rodzinie. Czy wydarzył się jakiś straszny wypadek? Jego serce wyrywało się do niej, rozpaczliwie pragnąc się na coś przydać, ulżyć jej trochę w tych zmaganiach z żalem i bólem. Znowu poczuł pragnienie, żeby ją uścisnąć, przydać jej swojej siły. Dobry Boże, jak długo jeszcze mógł tak stać i patrzeć na nią! Złapał oparcie stojącego naprzeciw niej krzesła i chwycił je tak mocno, aż zabolały go palce.
- Panno Bennet, proszę… Niech mi pani pozwoli pomóc sobie w jakiś sposób – nalegał, ale jej łzy płynęły nadal i nie mógł nic więcej powiedzieć, tylko czekać.
- Dostałam właśnie list od Jane z takimi strasznymi wiadomościami – spojrzała w końcu na niego, chociaż głos jej się rwał. Nachylił się, skupiony na każdym jej słowie – Nie można tego będzie przed nikim ukryć – westchnęła gwałtownie i mówiła dalej – Moja młodsza siostra porzuciła wszystkich swoich przyjaciół… uciekła. Oddała się w ręce… pana Wickhama.
Wstrząs nie mógłby być większy. Wickham! Niech go diabli! Ale jak?
Ania1956 - Wto 30 Paź, 2007 10:52
O kurcze, ciśnienie mi skoczyło, dreszcz po plecach przeszedł. Ale smakowity kawałeczek.
Marija - Wto 30 Paź, 2007 11:04
Nic, tylko strzelić procentowego kielicha, sam pan Darcy proponuje . Ulga natychmiastowa
Alison - Wto 30 Paź, 2007 11:32
| Marija napisał/a: | Nic, tylko strzelić procentowego kielicha, sam pan Darcy proponuje . Ulga natychmiastowa |
Ej Ty! Chyba Ci się forumy pomyliły!
A tak swoją drogą, ubyłoby komuś, jakby ją przytulił? Przecie to tylko fanfik, wszystkie chwyty dozwolone! Tak już nas wyszargała Pamela tymi guziczkami i krawatami, że jakieś zadośćuczynienie nam się chyba należy!
Marija - Wto 30 Paź, 2007 11:38
Niewątpliwie mi się w końcu pomyliły, bom ja bardzo procentowa jest .
Oj, gdyby ją przytulił ! Ciekawe, czy w fanfiku by się wyrywała?
Alison - Wto 30 Paź, 2007 11:41
| Marija napisał/a: | Niewątpliwie mi się w końcu pomyliły, bom ja bardzo procentowa jest .
Oj, gdyby ją przytulił ! Ciekawe, czy w fanfiku by się wyrywała? |
Eee tam, po 177 rozdziałach już by dzieci mieli Pamela musiałaby opisać detalicznie w jakie wzroki haftowane były prześcieradła wśród których, przychodził na świat pierwszy potomek Darcy'ego
Marija - Wto 30 Paź, 2007 11:44
W kwestii wytwarzania potomstwa przez Darcy'ego to już musimy się na forumowe literatki zdać . No, może nie tak LITERALNIE .
asiek - Wto 30 Paź, 2007 20:30
| Alison napisał/a: | | Znowu poczuł pragnienie, żeby ją uścisnąć, przydać jej swojej siły. |
No tak, ale pragnienie nie miało żadnych szans.
ABT,
MiMi - Wto 30 Paź, 2007 22:01
Biedny Darcy. Gdy ktoś chce komuś pomóc, a nie może jest najgorsze. I potem jeszcze Wickham. Dobrze, że zawału serca nie dostał
Gunia - Wto 30 Paź, 2007 22:07
| asiek napisał/a: | Alison napisał/a:
Znowu poczuł pragnienie, żeby ją uścisnąć, przydać jej swojej siły.
No tak, ale pragnienie nie miało żadnych szans.
ABT, |
Darcy i Sprite... Ożesz ty orzeszku... Spadłam z krzesła.
Alison - Śro 31 Paź, 2007 07:51
Rozdział VII część 30
- Wyjechali razem z Brighton – chaotycznie mówiła Elizabeth – Pan zna go zbyt dobrze, żeby nie domyślić się reszty. Ona nie ma pieniędzy, koneksji, nic, co by mogło go skusić do… - westchnęła znowu – Jest stracona na zawsze.
Oniemiał z gniewu, oszołomiony wiadomością i jej konsekwencjami. Czy ten człowiek zupełnie nie miał sumienia? W przypadku Georgiany przynajmniej był motyw rewanżu i korzyści. Ale jaki miał cel przypadku Lydii Bennet? Elizabeth miała całkowitą rację – nie miała nic, co mogło go skłonić do małżeństwa. Jej atrakcyjność polegała na młodości, bezmyślności i obietnicy zmysłowości. Kiedy Wickham już zrobi z nich użytek, porzuci ją bez chwili wahania.
- Kiedy pomyślę, że ja mogłam temu zapobiec. Ja, która wiedziałam, jaki to człowiek – wyrzucała sobie z goryczą Elizabeth – Gdybym wyjawiła mojej rodzinie jakąś część, niewielką część z tego, czego się dowiedziałam! Gdyby jego charakter byłby znany, to może to by się nie stało. Ale teraz na wszystko… wszystko za późno – ponownie ukryła twarz w dłoniach.
Darcy patrzył bezradnie na jej pochylone ramiona. Co mógł powiedzieć, czy zrobić, żeby zminimalizować nieszczęście przy takim obrocie spraw? Mało, tak bardzo mało!
- Jestem zrozpaczony, doprawdy… Zrozpaczony, wstrząśnięty – wyszeptał – Ale czy to pewne? Całkowicie pewne?
- O, tak! – odparła z ponurym śmiechem – Opuścili razem Brighton w niedzielę w nocy. Znaleziono ich ślady prowadzące prawie do Londynu, ale nie dalej. Z pewnością nie pojechali do Szkocji.
To było coś: czas i miejsce! Umysł Darcy’ego zaczął działać bardziej racjonalnie. Gdzie i kiedy!
- I co zostało zrobione, jak próbowano ją ratować?
- Mój ojciec pojechał do Londynu – Elizabeth zrobiła bezradny gest – A Jane napisała list błagając wuja o natychmiastową pomoc. Mam nadzieję, że wyjedziemy stąd za pół godziny. Ale nic się nie da zrobić, wiem bardzo dobrze, że nic się nie da zrobić – westchnęła z goryczą – Jak ich choćby odnaleźć? Nie mam najmniejszej nadziei. To potworne.
To mogła być prawda, powiedział Darcy do siebie, albo nie!
- Kiedy otwarto mi oczy na jego prawdziwy charakter. Och! Żebym się zdecydowała na to, co powinnam, gdybym się ośmieliła! – Elizabeth mięła chusteczkę, gniew zastąpił jej żal – Ale nie wiedziałam… Bałam się powiedzieć za dużo. Koszmarny, nieszczęsny błąd!
Alison - Śro 31 Paź, 2007 07:53
Właściwie jakoś teraz dopiero uświadomiłam sobie, że Elizabeth nie puściła pary z gęby, bo kryła jego i jego rodzinę, więc to co zrobił potem, powinno było być bardziej spłaceniem długu wdzięczności wobec niej, niż wyrazem uczucia do niej, jak to potem odebrała Elizabeth.
Ania1956 - Śro 31 Paź, 2007 08:09
| Alison napisał/a: | | Właściwie jakoś teraz dopiero uświadomiłam sobie, że Elizabeth nie puściła pary z gęby, bo kryła jego i jego rodzinę, więc to co zrobił potem, powinno było być bardziej spłaceniem długu wdzięczności wobec niej, niż wyrazem uczucia do niej, jak to potem odebrała Elizabeth. |
Mnie sie wydaje że jednak było wyrazem uczuć. Nie analizował słów Lizzy że nic nikomu nie powiedziała, a juz w myślach szukał powiązań miejsc w Londynie z Wickhamem.
nicol81 - Śro 31 Paź, 2007 10:15
Ale czy Darcy potem nie twierdził, że działał z powodu poczucia winy z powodu niezdradzenia prawdziwego charakteru Wickhama? Czy tak nie przekonał Gardinerów, że powinien dać kasę?
Alison - Śro 31 Paź, 2007 10:25
| nicol81 napisał/a: | | Ale czy Darcy potem nie twierdził, że działał z powodu poczucia winy z powodu niezdradzenia prawdziwego charakteru Wickhama? Czy tak nie przekonał Gardinerów, że powinien dać kasę? |
No właśnie, nie pamiętam czy tak było w książce, ale w filmie tak się właśnie tłumaczył. Tyle, że Elizabeth odczytała to chyba trochę inaczej. Na chwałę ich połączenia zresztą
nicol81 - Śro 31 Paź, 2007 10:32
Ja nie pamiętam w filmie, ale w książce to pani Gardiner opisała ten fakt w liście do Lizzy. Po tym, jak Lidii wymsknęło się, że Darcy był na ślubie.
Tylko nie wiem, czy Darcy naprawdę tak myślał, czy chciał przekonać Gardinerów, że to on powinien posmarować Wickhama...
|
|
|