To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

North and South - serial BBC - Pierwsze wrażenia i późniejsze

fanturia - Pią 04 Kwi, 2008 21:10

W wir pracy to sie rzucił, żeby nie zbankrutować. A że mogło pomóc w zapominaniu... Chyba nie pomogło :mrgreen: .
Anonymous - Pią 04 Kwi, 2008 21:19

fanturia napisał/a:
W wir pracy to sie rzucił, żeby nie zbankrutować.

i żeby się odkuć po weselu siostry, ale na pewno chciał zapomnieć przestać o niej myśleć.

Anonymous - Pią 04 Kwi, 2008 21:35

Mag13 napisał/a:
W ekranizacji mówi to przecież sam Thornton w rozmowie z Higginsem w hali fabrycznej, przekonany, że już nigdy jej nie ujrzy

o tym, że się nie spodkają mówi jaś już wcześniej gdy Małgosia po śmierci ojca się z Nim żegna. On mówi o tym, że Ona już tu nie wróci, ale tak jakby w jego głosie brzmiała taka cichutka prośba, "zaprzecz powiedz, że jeszcze kiedyś wrócisz, ze jeszcze się spotkamy" :ops1:

Anonymous - Pią 04 Kwi, 2008 21:49

Mag13 napisał/a:
"So, you are going and never come back...." - zawsze mnie wzrusza.

o tak :serce2: i to Małgosine I wish you well Mr Thornton.
tylko przyszłej teściowej to nie porusza. milutką mine ma w tej scenie

Gosia - Pią 04 Kwi, 2008 21:50

Ja jednak sądzę, że w DiU jakos wiecej jest tej przypadkowosci.
Mnie zawsze troche dziwilo, czemu jednak Lizzie pojechala do Derbyshire. To znaczy rozumiem, ze stamtad wywodzila sie jej ciotka, no ale to juz pewien przypadek. Potem fakt, ze z Krainy Jezior wyszly nici (że tak to określę) i ze w koncu zmienili trase.
Nie wiem czy na miejscu Lizzie zdecydowalabym sie na wyprawe do Pemberley, choc z pewnością byla zaciekawiona, ale w koncu nie lubila wlasciciela, i odmowila mu swej reki ... Hmm. To jednak bylo lekko dwuznaczne ...
Wiem , ze myslala ze go tam pewnie nie ma, ale zagrozenie jednak bylo.
No i fakt, ze Darcy wrocil wczesniej i zobaczyl Lizzie, choc gdyby to bylo pare minut pozniej, juz by jej nie rozpoznal.

W tym kontekscie, wydaje mi sie, ze mniejszym zbiegiem okolicznosci w N&S bylo spotkanie dwoch pociagow na jednej stacji.

Anonymous - Pią 04 Kwi, 2008 21:55

Gosia napisał/a:
No i fakt, ze Darcy wrocil wczesniej i zobaczyl Lizzie, choc gdyby to bylo pare minut pozniej, juz by jej nie rozpoznal.
jak oglądam/ czytam to tak sobie właśnie myślę, parę minut i kto wie jakby się potoczyły ich losy. Może jednak podobnie Darcy dowiedziałby się o tym co się stało z Lydią i chyba też chciałby pomóc. no nie wiem zreszta.
A w n7S ten przypadek ma minimalną rolę, bo jakby się nie spotkali na stacji, to On albo by siedział w milton i by się widzieli w innych okolicznościach, albo... Margaret nie zrezygnowałaby raczej ze swego planu więc co się odwlecze to nie uciecze...

Gosia - Sob 12 Kwi, 2008 13:41

Bardzo prawdopodobne.
Ja czesto zrzucam wine na światło, ale to może byc ten powod, ze film krecili czas jakiś i może to być kwestia odżywiania.
W Sparkhouse Rys jest wrecz gruby, wystarczy spojrzec na uda, a w N&S jest szczuply.

Justine - Pon 14 Kwi, 2008 16:32

Myślę, że zdrada to za mocne słowo. Jego gniew brał się z zazdrości, że Margaret przyjmuje kogoś innego w swoim domu. Wziął go za konkurenta, bo nie został zaproszony do środka i uznał, że jest on blisko z jej rodziną po zasłyszanej rozmowie i śmiechu. Biedny John słyszał już pewnie w głowie kościelne dzwony bijące dla Margaret i tajemniczego nieznajomego więc nie mógł zachować się inaczej :)
Anonymous - Pon 14 Kwi, 2008 17:07

ale Margaret tłumaczy, że on nie może wejść bo matka źle się czuje i potem tłumaczy, że tam nikogo nie ma. on ją przyłapuje na kłamstwie. I dopisuje resztę
spin_girl - Wto 15 Kwi, 2008 12:00

Myślę, że on się obraził poniewaz widział, że ona cos kręci- walizka stała jak byk, słychać było głosy. Pewnie pomyślał, że nie mają do niego zaufania. Albo, znając jego niskie poczucie własnej wartości, pomyślał, że wstydzą się znajomości z nim, jako z człowiekiem zajmującym się handlem, przed jakimiś znajomymi, czy rodziną wizytujacą. Sądzę, że nie miał możliwości przypuszczać, że do Margaret przyjechał konkurent. Zresztą, według konwenansów, konkurent chyba nie miałby możliwości mieszkać w domu wybranki?
Myślę, że gwałtowną reakcję JT wywołał fakt, że to nastąpiło niedługo po nieudanych oświadczynach. Zapewnił wtedy, że na zawsze pozostanie przyjacielem pana Hale'a, tymczasem kilka dni później Margaret nie chce wpuścić go za próg, rzekomo ze względu na zdrowie matki, gdy tymczasem dowody wskazują na obecność jakiś gości. Jej pokrętne tłumaczenia musiały na nim sprawic okropne wrażenie.
Z drugiej strony pomyslcie, jak musiało mu być głupio kilka dni później na pogrzebie pani Hale...

spin_girl - Wto 15 Kwi, 2008 12:13

Mag13 napisał/a:
Zawsze zwraca moją uwagę, jak sztywny jest on potem w jej obecności, w przeciwieństwie np. do swobody w obcowaniu z nią w czasie przed oświadczynami.

To właśnie świadczy o sile jego uczuć, o tym jak bardzo go zraniła. O ile dobrze pamiętam z książki (jestem właśnie w trakcie czytania jej drugi raz) to właśnie ta głęboka uraza, której JT nie potrafił ukryć dała Margaret pojęcie o tym jak bardzo mu na niej zależało- przez kontrast z Henrym Lennoxem. Tak głęboko można zranić wyłącznie człowieka, który naparwdę mocno kocha.
Aha, i jeszcze łzy w jego oczach po odrzuceniu przez nią jego oświadczyn dały jej do myślenia.
Uwielbiam sposób w jaki to jest pokazane w filmie. Ryś wybiega (nie widać co prawda tych łez) a Daniela zauważa, że zostawił na stole rękawiczki, podnosi je i wpatruje się w nie ze zdziwieniem i żalem. Myślę, że to właśnie te porzucone rękawiczki dają jej do myślenia- to widoczny znak, jak bardzo Thornton był wzburzony (pamiętanie o kapeluszu i rękawiczkach było dla gentlemanów wręcz instynktowne). Gdyby jego propozycja była naprawdę wyrachowana (jak sądziła Margaret), na jej odmowę zareagowałby cynizmem i chłodnym opanowaniem, a on okazał niekontrolowane emocje. Ja na jej miejscu leciałabym za nim z tymi rękawiczkami. I z przeprosinami :wink:
Aha, i potem jeszcze pan Bell wspomina, że widział JT na ulicy, strasznie wzburzonego i po minie Margaret znowu widać, że jest jej głupio. I słusznie! :evil:

spin_girl - Śro 16 Kwi, 2008 12:30

Ooo...okazuje się, że przypadkiem ja mam tę wersję rozszerzoną chyba, bo tę scenę właśnie widziałam i pamiętam i opisałam w poprzednim poście. Jeżeli to jest rozszerzona scena oświadczyn to jak wygląda skrócona? :shock:
BTW, właśnie przeczytałam scenę oświadczyn w książce- dwa razy pod rząd, żeby niczego nie przeoczyć- i tam nie pada propozycja małżeństwa. JT mówi Margaret, że ją kocha i jest jej wdzięczny, ona mu niegrzecznie przerywa, on jej mówi, że i tak ją kocha i będzie kochał, ale już się nie będzie narzucał. Po jego wyjściu jednak ona rozważa jego "propozycję". Słowo "małżeństwo" nie pada w trakcie rozmowy. Czy w takim razie wyznanie miłości było wtedy równoznaczne z oświadczynami?

Justine - Śro 16 Kwi, 2008 17:58

a ja nie widziałam tej rozszerzonej wersji oświadczyn, jest może do obejrzenia na youtube?
Gosia - Śro 16 Kwi, 2008 18:33

Jest, a jakze!
http://pl.youtube.com/watch?v=Qw4M54xIun0

Anonymous - Śro 16 Kwi, 2008 20:30

burżuazja ma czas na Youtube, ja jak będę miała wakacje to zajeżdżę moją płytę z N&S jako odkucie się za obecny czas posuchy, zero przyjemnosci, jedyna przyjemność(za to spora to jeden odcineczek Supernatural dziennie) , ale jako nawiązke w Operze mam zawsze otwartą zakładkę ze djęciami z serialu i upajam momentami oczy
Justine - Czw 17 Kwi, 2008 19:51

szkoda, że skrócili ostatecznie tą scenę, podoba mi się jak Margaret chciała iść za Johnem, ale się powstrzymała, chociaż ja bym pobiegła :D

Cytat:
BTW, właśnie przeczytałam scenę oświadczyn w książce- dwa razy pod rząd, żeby niczego nie przeoczyć- i tam nie pada propozycja małżeństwa. JT mówi Margaret, że ją kocha i jest jej wdzięczny, ona mu niegrzecznie przerywa, on jej mówi, że i tak ją kocha i będzie kochał, ale już się nie będzie narzucał. Po jego wyjściu jednak ona rozważa jego "propozycję". Słowo "małżeństwo" nie pada w trakcie rozmowy.Czy w takim razie wyznanie miłości było wtedy równoznaczne z oświadczynami?


propozycja była między wierszami :)

Wydaje mi się, że kiedyś kiedy nie mówiło się o swoich uczuciach tak otwarcie jak dziś, wyznanie miłości przez mężczyznę kobiecie mogło równać się propozycji małżeństwa, ale nie mam wiedzy naukowej na ten temat, może któraś z dam wie?

Gosia - Czw 17 Kwi, 2008 20:28

No, ale przeciez Margaret Thorntonowi nie dala sie wypowiedziec, przerwala brutalnie jego przemowe. Nie mial kiedy wypowiedziec slow o malżenstwie.
spin_girl - Pią 18 Kwi, 2008 11:11

Mag13 napisał/a:
Tak, wprost może nie użył tego słowa. Ale w powieści mówi on:
Cytat:
'I do not want to be relieved from any obligation,' said he, goaded by her calm manner. Fancied, or not fancied--I question not myself to know which--I choose to believe that I owe my very life to you--ay--smile, and think it an exaggeration if you will. believe it, because it adds a value to that life to think--oh, Miss Hale!' continued he, lowering his voice to such a tender intensity of passion that she shivered and trembled before him, 'to think circumstance so wrought, that whenever I exult in existence henceforward, I may say to myself, "All this gladness in life, all honest pride in doing my work in the world, all this keen sense of being, I owe to her!" And it doubles the gladness, it makes the pride glow, it sharpens the sense of existence till I hardly know if it is pain or pleasure, to think that I owe it to one--nay, you must, you shall hear'--said he, stepping forwards with stern determination--'to one whom I love, as I do not believe man ever loved woman before.'

Thornton mówi o zobowiązaniu, o tym, że jest jej winien życie, i że jego życie nabrało przez to wartości, sensu. Jak inaczej, niż formalne wyznanie, które musiało by prowadzić do małżeństwa, należy to rozumieć?

O obowiązku wdzięczności. Cały czas powtarza, że chce jej podzękować a ona nie che tego słuchać. Samo słowo 'obligation' nie jest jednoznaczne z propozycją małżeństwa i chyba własnie dlatego Margaret usiłuje mu przerwać, zanim się zupełnie pogrąży mówiąc rzeczy nieodwracalne. Wydaje mi się, że dopiero kiedy pada słowo 'love' należy to traktować jako propozycję małżeństwa. Fraza "I feel obliged' we wszystkich odmianach była powszechnie używana, szczególnie w XIX wieku przy górnolotnych przemowach, które panowie i panie serwowali sobie wzajemnie co chwila. Wydaje mi się, że JT miał zamiar zaraz po wyznaniu miłości Margaret zakończyć przemowę tradycyjnym "will you be my wife" w którejkolwiek odmianie, ale widząc jej gwałtowną reakcję on również zareagował gwłtownie i w rezultacie się pokłócili.

Gosia - Sob 19 Kwi, 2008 23:04

Obejrzałam, Mag, Twój The Best of Thornton i po prostu jest fantastic! :thud:
W pierwszym odcinku czasem są mroczki w czasie przejścia ze sceny do sceny, ale jakość jest ogólnie świetna! Nawet się zmieściła moja ulubiona scena ostatniej rozmowy pani Thornton i Margaret w pustej fabryce.
I muszę to ponownie powiedzieć (który to juz raz!) : KOCHAM TEN FILM WIELKĄ I NIEGASNĄCĄ MIŁOŚCIĄ! :serduszkate:
Och, Mag - jaką ogromną przyjemność mi sprawiłaś :przytul:
Moja wdzięcznośc nie ma granic

Gosia - Sob 19 Kwi, 2008 23:46

Och, zgadzam sie! Ten film jest w wielu momentach dopracowany, wysmakowany, scenografia, muzyka, kostiumy, plany, ujecia.
Oczywiscie sa male bledy (np. Thornton wychodzi mając w reku cylinder, chodzi po dworzu z goła głową, a gdy wraca odkłada cylinder), ale to drobiazgi bez znaczenia.
Film jest świetny, motylkowy, można nim sycic oczy, zachwycac scenami i muzyką, nie mowiac juz o glownych postaciach ;)
To prawda. Dla takich chwil, gdy oglada sie film i zapomina o calym swiecie, warto robic filmy. I w koncu jesli ludziom sprawia to przyjemnosc, to kupia taki film, by go miec na wlasnosc i wciaz na nowo ogladac. Czysty biznes! A ilu osobom sprawia się przyjemnosc.
wlasnie niedawno pomyslalam o tym, a dzis mam tego jeszcze jedno potwierdzenie, jak jeden film, a czasem jeden czlowiek - aktor który odtwarza rolę potrafi oczarować tak wielu ludzi i sprawiać im tak ogromną radośc swoja grą. to niesamowite!

A dziś, to Ty Mag sprawiłaś mi jeszcze ogromna przyjemnosc :serce: Bo moglam to obejrzec kolejny raz.

Darcy - Nie 20 Kwi, 2008 19:57

Od prawie dziesięciu lat byłam wierna Colinowi, a podium w plebiscycie na bohatera wszech czasów zajmował niepodzielnie Mr. Darcy. Aż do dnia, w którym po raz pierwszy zobaczyłam Richarda Armitage w roli Thorntona.

N&S oglądałam do drugiej w nocy, spóźniłam się potem oczywiście do pracy, a jadąc samochodem o mały włos nie spowodowałam potwornego karambolu. Zamiast patrzeć na drogę, myślałam o seksownym przemysłowcu z Milton. Potem standard - przeszukiwanie internetu, przyłączenie się do The Armitage Army, oglądanie w sieci absolutnie wszystkiego, w czym zagrał, przeczesywanie youtube w poszukiwaniu fanvids i tak dalej i tak dalej...

Thornton jest pierwszym mężczyzną, z którym zdradziłam Darcego (nie licząc małego flirtu z Rochesterem). Na razie próbuję się z tym oswoić. :-D

Anonymous - Nie 20 Kwi, 2008 20:06

Darcy napisał/a:
Na razie próbuję się z tym oswoić.

tu mozesz znaleźc grupe wsparcia. ot taka Gosia, dosyć regularnie puszcza kantem Ryśka, z kim...? corpus delicti znajduje się w podpisie. ale obecnie wróciła do Ryszarda :wink:

Gosia - Nie 20 Kwi, 2008 20:09

Gosia nigdy nie puscila kantem Rysia, jest zawsze mu wierna :serduszkate:
Czasem sa tylko male skoki w bok, ale ZAWSZE wracam skruszona do niego :serce2: (always to your door - że polece klasykiem ;) ) zastrzegam sobie to zdanie na sygnaturke :lol:
Panuje niepodzielnie na mojej tapecie na domowym laptopie, na biurku gdzie mam jego podobizne w rameczce i na scianie gdzie mam fotke z nim na ktorej i ja jestem :mrgreen:
:lovera:

Darcy - Nie 20 Kwi, 2008 20:11

lady_kasiek napisał/a:
Darcy napisał/a:
Na razie próbuję się z tym oswoić.

tu mozesz znaleźc grupe wsparcia. ot taka Gosia, dosyć regularnie puszcza kantem Ryśka, z kim...? corpus delicti znajduje się w podpisie. ale obecnie wróciła do Ryszarda :wink:


Gosia zdradza chyba Rysia z całą bandą seksownych period drama heroes. ;-) Ja na ogół jestem wierna jednemu lub dwóm. Obecnie na podium stoi Rysiek, tuż za nim Colinek, a odrobinę niżej Tobey vel. Rochester.

Anyway... :lovera: oraz :colinweloveu:

Gosia - Nie 20 Kwi, 2008 20:37

The Great Exhibition was filmed at Alexandra Palace in north London.

Locations:
Two locations were used for the Cotton Mill. The outside was filmed at Dalton Mill in Keighley and the inside at Helmshore Textile Museum, Rossendale.
The main location areas for North and South were Edinburgh, Keighley (West Yorkshire), and London.
The Hale house interior was a set-build in Ealing Studios, with the whole house with two floors and the staircase going up through the middle built from scratch.
Zrodlo:
http://web.archive.org/we..._location.shtml

http://www.alexandrapalace.com/
http://en.wikipedia.org/wiki/Alexandra_Palace



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group