Jane Austen - życie i epoka - Becoming Jane ("Zakochana Jane")
Alison - Śro 17 Paź, 2007 20:08
| Admete napisał/a: | (...)ulżyła sobie (...) na matce, którą nazwała rozpustną ścierką, bezwstydną gamratką, wystepną nierządnicą, wszeteczna fryjerką ( nie wiem, kto zacz ta fryjerka ), sprośną zdzirą". Ładnie się zaczyna. Ktoś do mnie dołączy? |
Dołączyłabym z rozkoszą, bo widzę tu moje ulubione zlepkowe słowotwórstwo, ale niestety nie posiadywam...
praedzio - Śro 17 Paź, 2007 20:18
Poczekaj na mnie!!! Ja własnie zamówiłam na Allegro! Chętnie sobie jeszcze raz powtórzę Toma Jonesa. A ten narrator naprawdę jest cudowny! Tak dba o zestresowanego czytelnika, że od razu śpieszy mu donieść, co sie stanie za chwilę lub w nieco dalszej przyszłości...
Admete - Śro 17 Paź, 2007 20:35
Ja czytać będę powolutku z racji ograniczonego czasu. Alison Tom Jones jest w każdej przywoitej bibliotece w dziale literatury angielskiej. Ja właśnie pożyczyłam tom 1, bo nie miałam siły dźwigać całości. Za dużo miałam różnych plecaków i siatek Tego i tak nikt nie pożycza, książki pokrywaja się kurzem. Tom 2 na mnie poczeka. Mam wydanie z 1978 roku.
Alison - Śro 17 Paź, 2007 21:50
| Admete napisał/a: | Ja czytać będę powolutku z racji ograniczonego czasu. Alison Tom Jones jest w każdej przywoitej bibliotece w dziale literatury angielskiej. Ja właśnie pożyczyłam tom 1, bo nie miałam siły dźwigać całości. Za dużo miałam różnych plecaków i siatek Tego i tak nikt nie pożycza, książki pokrywaja się kurzem. Tom 2 na mnie poczeka. Mam wydanie z 1978 roku. |
No tak, już zapomnialam o czymś takim jak biblioteka. Ostatnio co chcialam przeczytac, to kupowalam i tym sposobem wylądowałam w tym rozgardiaszu, w którym tkwie od miesiąca...
Admete - Śro 17 Paź, 2007 22:04
Ostatnimi czasy ograniczyłam kupowanie książek. Częśc nawet oddałam do biblioteki własnie. Będę kupować tylko rzeczy, na których mi naprawdę zależy.
Anonymous - Śro 17 Paź, 2007 22:26
Piękne postanowienie, ja z poniedziałku kupiłam dwie ksiązki, teraz opanowuje wyrzuty sumienia. Ale tyle pieniedzy wydaję na podręczniki więc to tak dla równowagi. Teraz od poniedziałku nie jem
Admete - Śro 17 Paź, 2007 22:33
Czy piekne - tego nie wiem. Mam jednak mało miejsca w domu, a ostatnio niewiele książek tak naprawdę mi się podoba. Większośc z nich to straszna papka.
RaczejRozwazna - Śro 17 Paź, 2007 22:56
A wracając do tematu - dziś dołączyłam i przeczytałam całą (prawie) dyskusję. Filmik obejrzałam parę razy... I - jak mój nick wskazuję - bliżej mi (TYM RAZEM) do kanapek jednak... Bo sory winetu - jak to mówi jedna z obecnych tu Dam - co to za miłość, która czekac nie umie. Tom w karczmie: I'll never give you up, a za piec minut jane: goodbay a on nic. A ona czekala jeszcze troche przy tym powozie do domu... Chyba miał jakies argumenty jesli wczesniej (u wuja) kwestia rodzinna zawazyła o rezygnacji z tej milosci. No to chyba cos musial wymyslic na wypadek zeby ona wreszcie domyslila sie jego sytuacji rodzinnej
szkoda ze nie trafilam tu pare dni wczesniej w samo sedno tej dyskusji... ale przyjmiecie mnie co? please...
aha, i wuj chyba nic by nie mial przeciwko, jakby on sie zenic nie chciał (a propos szybkiego łożenku z inna) - sam wstrzemiezliwosc zalecał i praktykowal. A w ogóle to - cholibka - tu mi egoizmem pachnie. Ja cie miec nie moge, ale niech inny cie tez nie ma... "jak mozesz wydac sie bez milosci", "jesli jest w tobie choc odrobina przyzwoitosci nie wyjdziesz za niego..." a on co robi, tez mi cos. Jakby sie nie napatoczyl na tym balu to moze by i wisley przeszedl, bo mial wnetrze, biedaczek
kurka swoja droga cuowny jest ten james, i wcale sie nie dziwie ze zawrocil jane w glowie, zreszta podobny do henry'ego, ktorego bardzo kochala. No i inteligentny... tylko ta jego milosc nieprzekonywujaca, niestety...
Moim idealem jest płk. Brandon (zwłaszcza ten filmowy, ach...). Nie moze sie ozenic ze wzg finansowych, wiec sie nie zeni w ogole, zostaje takim wspanialym, melanchiolijnym bohaterem, opiekuje sie dzieckiem swojej milosci... dopiero jak spotyka Marianne na nowo zaczyna zyc... ale nie chce na sile jej do niczego zmuszac, zyczy jej szczescia z W. pragnie, by to ona byla szczesliwa... To jest prawdziwy romantyzm...
dobra ide spac bo mi sie ckliwie zrobilo, wroce wkrotce!
Anonymous - Czw 18 Paź, 2007 07:25
i właśnie dlagtego pułkownik jest li i jedynie postacią fikcyjną ...
nawet miśkiewicz dość szybko pocieszyl sie w ramionach innej po wielkim "ciosie" z Marylą.
A wuj przecież bardzo wyraźnie był przeciw. Co do egoizmu - cóż, ja akurat go rozumiem. Nie usprawiedliwiam, ale rozumiem. Moze dlatego tom jest nam tak bliski (czy raczej częsci "Nam" ), bo jest obdarzony normalnymi cechami?
Pułkownik podoba mi sie jedynie filmowy, dzieki kreacji Alana, ale książkowy? Ciutke zbyt wołkowaty jak na moj gust
Alison - Czw 18 Paź, 2007 08:04
| RaczejRozwazna napisał/a: | | aha, i wuj chyba nic by nie mial przeciwko, jakby on sie zenic nie chciał (a propos szybkiego łożenku z inna) - sam wstrzemiezliwosc zalecał i praktykowal. A w ogóle to - cholibka - tu mi egoizmem pachnie. Ja cie miec nie moge, ale niech inny cie tez nie ma... "jak mozesz wydac sie bez milosci", "jesli jest w tobie choc odrobina przyzwoitosci nie wyjdziesz za niego..." a on co robi, tez mi cos. |
Może mógł się nie żenić, a może wuj dowiedział się o próbie ucieczki od różnych usłużnych znajowych i zakręcił kurek z kasą, i Toma życie zmusiło do ożenku z bogatą panną, tego nie wiemy. Co do egoizmu...Wielu facetów jest troszkę jak pies ogrodnika, czasem sam nie weźmie, ale zdechnie i drugiemu nie odda, taka to już męska natura
A co do tego, że nic nie zrobił kiedy ona odchodziła...Jane była dość przekonywujaca w tym co mówiła, Tom najwyraźniej wcześniej chciał jej wyjaśnić całą sytuację rodzinną, ale pod wpływem impulsu zrezygnował z tego. Jane mu przypomniała to wszystko, co i bez niej wiedział. Poza tym jakby nie było, kochając, odrzuciła go. Mało który facet przełyka coś takiego bez mrugnięcia okiem. Czasem różne rzeczy robi się "żeby zabić tę miłość", takie Casablankowe klimaty . Trochę trzeba pożyć i przeżyć, żeby takie rzeczy zrozumieć , a Wy chyba macie jeszcze na to czas... Narazie kochajcie się w nieprawdziwych Brandonach i tak tez jest dobrze
RaczejRozwazna - Czw 18 Paź, 2007 13:04
może, może, a może i nie. To, że faceci zachowują sie jak przysłowiowe psy ogrodnika (lecz przy tym jednak nie zdychają jak widać w filmie) jest rzecza powszechnie znaną i dlatego ci, kt prawdziwie kochają są w stanie tak się nie zachowywać.
Co do impulsu, na litosc parasola, przeciez miał całą noc przed ucieczka na zastanowienie!!! A nie w ten sposob, że dziewczyna przypomina dobrze mu znane, przemyślane wcześniej przez niego (u wuja) sprawy w 5 minut, gosc przyznaje jej milczaco racje i bye bye. Tam w lesie gdzie proponuje jej ucieczke, owszem, to był impuls, emocje, zazdrośc i nie wiem co jeszcze, ale później - wszak był inteligentny - mogł sie zastanowic. Zwłaszcza że naraża Jane na niewyobrazalna hańbe, sorry jak juz pale mosty za sobą, to jestem konsekwentny! Wiedział przeciez ze dziewczyna nie ma szans na normalne zycie po tej ucieczce, dobrze że choc rodzina zaakceptowała ją z miloscią spowrotem. (Nie wiem czy czytałyście Młyn nad Flossą - przypomnijcie sobie Magde). O nie, z takim facetem, bym nie uciekła, bo jakże tu sie na takim oprzec!
A co do odrzuconej miłości - no nie, przeciez tym gestem rezygnacji Jane daje największy dowód swej milości, zwłaszcza w sytuacji w kt przez ucieczke się znalazła. I to też Tom powinien był wiedzieć i - inteligentny facet - zapewne wiedział. Przekonac ja nie byloby trudno zapewne...
Jednym słowem wydaje mi sie niestety, że dobrze sie stało, ze ona przeczytała ten list i zostawiła go tam, w gospodzie, bo patrząc na słabośc Toma, nie widziałabym przyszłosci dla nich. Dosc szybko zaczełoby sie te problemy o kt mówiła Jane, bo on zacząłby załować swej "młodzieńczej nieroztropności", a ona mialaby poczucie winy, a tak, bez obciązenia normalnym życiem, to mogli sobie powzdychac do siebie po latach
A propos - swoje latka juz mam (niestety), troche tez widziałam, i - mimo wszystko - wierzę w milośc. Męską też. Tą prawdziwą, wierną i trwałą. Rzedko bo rzadko - ale widziałam taką, trwającą do śmierci, mimo przeciwieństw zycia i losu. Oczywiście rodzi się ona z zakochania i silnych emocji, ale niestety nie działa to na odwrót - nie zawsze emocje w taka milosc się przemieniają.
Dla mnie film becoming jane był filmem o emocjach własnie - o zakochaniu się, a nie o miłości. W przypadku Jane emocje te - skłonna jestem przyznać - przemieniły się w miłość, w przypadku Toma - raczej nie. I kropka
Całkiem pokaźnia recenzja mi wyszła, mam nadzieję że ktoś to przeczyta - nie jest wszak zapisane z obu stron...
Marija - Czw 18 Paź, 2007 13:20
Czytają, czytają . Dużo materiału do rozmyślań .
snowdrop - Czw 18 Paź, 2007 13:34
Myslę, że decyzja była bardzo trudna. Nie chodziło tu tylko o zwalczanie przeciwności losu, ale o to że inni niewinni ludzie by ucierpiali. Pozostałe rodzeństwo cierpiało by niedostatek, biedę i byc może poumieraliby z głodu. Czy to można nazwac przeciwnością losu? Ja nigdy nie chciałabym być w takiej sytuacji, ale for god sake nigdy po trupach do celu!!!!!
Zrobiłabym tak samo jak Jane. W pełni ją popieram i do Toma to też dotarło w tej karczmie. On sam miał już wielkie wątpliwości, ale porwała go fala miłości. W karczmie otrzeźwiał.
Oboje zrobili bardzo dobrze. Za to im chwała i oklaski.
nicol81 - Czw 18 Paź, 2007 13:35
| Alison napisał/a: |
Może mógł się nie żenić, a może wuj dowiedział się o próbie ucieczki od różnych usłużnych znajowych i zakręcił kurek z kasą, i Toma życie zmusiło do ożenku z bogatą panną, tego nie wiemy. |
Ale czyż Tom nie chciał się żenić jeszcze przed ucieczką? To mi naprawdę pachnie piesogrodnicyzmem...
| RaczejRozwazna napisał/a: | | Co do impulsu, na litosc parasola, przeciez miał całą noc przed ucieczka na zastanowienie!!! A nie w ten sposob, że dziewczyna przypomina dobrze mu znane, przemyślane wcześniej przez niego (u wuja) sprawy w 5 minut, gosc przyznaje jej milczaco racje i bye bye. Tam w lesie gdzie proponuje jej ucieczke, owszem, to był impuls, emocje, zazdrośc i nie wiem co jeszcze, ale później - wszak był inteligentny - mogł sie zastanowic. |
Zgadzam się. To wyglądało, jakby scenarzysta i reżyser przypomnieli sobie, że Austen nie wyszła za mąż i że nie może być hapiendu....
| RaczejRozwazna napisał/a: | | Jednym słowem wydaje mi sie niestety, że dobrze sie stało, ze ona przeczytała ten list i zostawiła go tam, w gospodzie, bo patrząc na słabośc Toma, nie widziałabym przyszłosci dla nich. Dosc szybko zaczełoby sie te problemy o kt mówiła Jane, bo on zacząłby załować swej "młodzieńczej nieroztropności", a ona mialaby poczucie winy, a tak, bez obciązenia normalnym życiem, to mogli sobie powzdychac do siebie po latach |
Też się zgadzam. Sentyment ich przetrwał dzięki rozłące, nie mimo niej.
| RaczejRozwazna napisał/a: |
Dla mnie film becoming jane był filmem o emocjach własnie - o zakochaniu się, a nie o miłości. W przypadku Jane emocje te - skłonna jestem przyznać - przemieniły się w miłość, w przypadku Toma - raczej nie. I kropka
|
Dla mnie w sumie emocje w obu przypadkach...
Alison - Czw 18 Paź, 2007 14:44
| RaczejRozwazna napisał/a: | | Tam w lesie gdzie proponuje jej ucieczke, owszem, to był impuls, emocje, zazdrośc i nie wiem co jeszcze, ale później - wszak był inteligentny - mogł sie zastanowic. |
Potrafiłabyś zakochanej kobiecie, która dla Ciebie decyduje się na tą "niewyobrażalną hańbę" powiedzieć na drugi dzień, sorry, wiesz, zastanowiłem się i chyba jednak nie powinnismy tego robić. Ja chyba bym nie potrafiła. Człowiek jak już wsiada do tramwaju to nim jedzie. Jane wykazała się wielką siłą charakteru, Tom pewnie mniejszą, ale kobiety w takich sytuacjach zawsze są silniejsze, a Toma i tak kocham i nie uda się Wam mnie z tego wyleczyć
nicol81 - Czw 18 Paź, 2007 14:47
Ja się nie zgadzam. Jak tramwaj jedzie w złym kierunku albo koła się palą, lub też jest za duży tłok, bądź zaczyna torów brakować, to się wysiada.
Zresztą Tom nie wyglądał na kogoś, kto się zastanowił.
RaczejRozwazna - Czw 18 Paź, 2007 15:07
"potrafiłabyś zakochanej kobiecie, która dla Ciebie decyduje się na tą "niewyobrażalną hańbę" powiedzieć na drugi dzień, sorry, wiesz, zastanowiłem się i chyba jednak nie powinnismy tego robić."
To mi zakrawa na nieszczerość! jeśli mam poważne wątpliwości a decyduję się na taki krok, to albo jestem niedojrzały, albo jestem tchórzem... Czekac(nawet podswiadomie), żeby się sama domyśliła to jest uczciwe? owszem, jane wykazała sie sila charakteru i za to ją cenie, gorą Kobitki!
A propos Twą milosc do Toma rozumiem w nawet - wbrew sobie - podzielam do pewnego stopnia... Choc szkoda ze nie był taki jak mógł być...
Alison napisał/a:
"Może mógł się nie żenić, a może wuj dowiedział się o próbie ucieczki od różnych usłużnych znajowych i zakręcił kurek z kasą, i Toma życie zmusiło do ożenku z bogatą panną, tego nie wiemy.
Nicol:
Ale czyż Tom nie chciał się żenić jeszcze przed ucieczką? To mi naprawdę pachnie piesogrodnicyzmem..."
powody szybkiej decyzji Toma na małżeństwo widze nieco inaczej- cóz - dla Toma nie są one chwalebne. Dla mnie mniej zrozumiale jest wlasnie malzenstwo Toma juz po ucieczce! Otóż na poczatku temperatura jego uczuć do Jane była chyba niższa niż jej do niego. To, czy będą razem uzależnał całkowicie od decyzji wuja... Kubeł zimnej wody, wiec nic z tego. I teraz się przeliczył - bo tak łatwo zapomniec sie nie dało. Mysle, ze mowil sobie tak: jestem powaznym facetem, znam zycie, przejdzie mi... (pamięctacie Colina-Darcy-ego i jego komentarz: "zwalczę to", mniam! ) I dlatego własnie Tom: uczy sie pilnie, odwiedza domy uciech - nie pomaga - no to moze klin-klinem: zareczę się - co uczciwe już na pewno nie było. Chce sie usprawiedliwic przed Jane - wiec wybiera sie do niej z listem od rodzicow. no ale emocje (zwłaszcza zazdrosc o Wisley'a) puszczają i dalej juz wszystko znamy... jeśli otrzeźwiał - to jego obowiązkiem było zrezygnować z tej ucieczki i dac spokój Jane. jak nie otrzeźwiał i postawił wszystko na jedna karte, powinien jechac dalej tym tramwajem i wziac odpowiedzialnośc za to, do czego doprowadził ukochaną.
A pozniej - jakby niec sie nie stalo - zeni sie! Nie sadze zeby wuj zakrecil kurek z kaska, bo wszak ucieczka Toma byla "nieudana"
No i własnie - Tom twierdzi - "I can not live in this lie", a jednak potrafił. Słowa, słowa, słowa... Tego nie moge mu wybaczyc, bo jakby sie rozstali, a on sie nie ozenił - to wszystko gra, piekne to i chwalebne, ale w tym przypadku... slaby byl i tyle, wole silnych facetow.
pomimo silnych emocji, mamy tu brak wiary w to, ze moze sie udac: innymi slowy strach przed zyciem zadecydowal o wszystkim
Marija - Czw 18 Paź, 2007 15:11
On się zastanawiał wcześniej, wuj na niego nawrzeszczał; zrezygnował, ale i tak szukał Jane, żeby się usprawiedliwić? a może tylko ją zobaczyć? No i jak ją zobaczył, to rozsądek poszedł na grzyby do tego lasu, co wkoło szumiał, a oni postanowili być razem, wbrew wszystkiemu . Gdyby nie przypadek z listem, to kto wie, czy Jane by tak szybko oprzytomniała.
A zresztą, to pełna dramatyzmu wersja filmowa, jakby reżyser się uparł, że sfilmuje wersję rozsądną wydarzeń, to ja dziękuję . A tak, mamy piękny melodramat .
RaczejRozwazna - Czw 18 Paź, 2007 15:35
a pewnie melodramacik piekny, bo przeciez nie komentowalybysmy (liśmy???) tego tak zywo na forum, zamiast sie wziac do jakiejs roboty....
Swoją drogą zachowanie Toma - jesli chodzi o próbe usprawiedliwienia się - było chyba zrozumiałe w swietle ówczesnego savior vivre'u. Gdy facet mial sie zenic musiał jakby ostatecznie "pozamykac" wczesniejsze uczuciowe sprawy, zwłaszcza te, kt dotyczyły "panien z dobrych domów". Zreszta mogl to zrobic pod naciskiem rodziny (lefroy'ow, sąsiadów rodziny Jane), która przeciez chyba zdawala sobie sprawe z uczucia jakie było miedzy nimi (ale to juz domysły). Dlatego Tom zaczyna swoją przemowe od: "Ptrzyszedłem aby przeprosic za moje ostatnie zachowanie itp., itd."
Alison - Czw 18 Paź, 2007 16:56
No właśnie, cała ta dyskusja leci trochę po ślepym torze, bo ja chcę tu usprawiedliwić Toma za wszelką cenę tłumacząc go, że jest tylko człowiekiem, a często zachowujemy się w różnych stresowych sytuacjach, dziwnie, nieracjonalnie, sami nie wiemy dlaczego akurat tak a nie inaczej, bo dalibyśmy sobie ręce odciąć, że zachowamy się dokładnie odwrotnie, a Wy szukacie za wszelką cenę ideału, które trafiają się w filmach i książkach, ale bardzo rzadko w życiu. Dla mnie to trochę bez sensu już jest dochodzić a czemu za nią nie wybiegł,a czemu na nią nie poczekał, a czemu się ożenił? Powiem tak, a co mnie to obchodzi? Ja wierzę, że ją kochał i że ona kochała jego i taka wiedza mi wystarcza. Amen.
snowdrop - Pią 19 Paź, 2007 09:37
A dla mnie w tym filmie jest wszystko oczywiste! Przecież chodziło o życie innych ludzi!. Zacznijmy od początku:
Tom jedzie na wieś po to aby tylko się nudzić. Poznaje tam dziewczynę, której na początku imienia nawet nie pamięta, ale coś między nimi zaczyna iskrzeć. Bo ona go trodzkę obraża (bal - scena balkonowa), poza tym jest inna niz pozostałe girls (krykiet, opowiadania o książkach). Jane też się podoba Tom (wiemy za co). Jest jedna przeszkoda brak kasy i uzależnienie od wuja (nie tylko Tom jest uzależniony ale również całą jego rodzina). Tom jedzie do wuja z nadzieją że się uda. Wuj odmawia. Rozstają się (Tom mysli trzeźwo i rozsądnie że nie może ze wzgl. na rodzine pozbawić ich środków do życia). Idzie do domu publicznego ale cały czas mysli o niej. Zaręcza się, ale wie że to nie jest to. Spotyka Jane w lesie, trzyma w dłoniach list podziękowalny od rodziny, ale jak ją widzi uczucie spada na niego jak grom, rozumie że to jest bez sensu, życ w kłamstwie, mówi jej aby uciekli, (Tom cały czas ma wątpliwości ale uczucie odbiera mu rozsądek). Uciekają, Jane przez przypadek czyta list, wszystko staje się jasne, przypomina sobie słowa ojca, że ubóstwo rujnuje miłość. Mówi to Tomowi, Tom przez pryzmat uczucia chciał o tym zapomniec. Jednak słowa Jane są dobitne, nie może się z tym nie zgodzic. Zostali oboje powaleni siłą rozsądku. Bolesne jak diabli, ale czy mogli skazać niewinnych ludzi na biedę. Oboje są wrazliwymi ludźmi. Nie, nie mogli.
Czemu Tom chciał ucieczki - myślę, że do czasu spotkania w lesie nie chciał. Ale uczucie spadło na niego jak grom!!!!!
Anonymous - Pią 19 Paź, 2007 20:38
Gdyby Tom był ideałem, nie mógłby być nawet próbą urealnienia postaci. W sumie małżeństwo Jane i Toma możnaby porównać do rodziców Fanny z MP. Bieda potrafi zniszczyć nawet największą miłość. Znam kilka przypadków z realnego życia, gdzie zła sytuacja finansowa zamieniła wielką, tzw. wieczną miłość w związek pełen nienawiści i wzajemnych uraz. A tam biedy, takiej prawdziwej, nie było. Jedynie dość skomplikowana sytuacja materialna. Jedno takie małżeństwo jest po rozwodzie, dwa w trakcie, czwarte przed. A ostatnie, piąte, uratował wyjazd do Anglii Onego i polepszenie sytuacji materialnej. W momencie gdy nie trzeba sie martwić co do garnka włożyć, mozna się zająć pielegnowaniem uczucia. A przecież o miłość trzeba dbać jak o dziecko.
Jak widać filmowa Jane była niezwykle dojrzała na swój wiek.
snowdrop - Pią 19 Paź, 2007 20:40
| AineNiRigani napisał/a: | | Gdyby Tom był ideałem, nie mógłby być nawet próbą urealnienia postaci. W sumie małżeństwo Jane i Toma możnaby porównać do rodziców Fanny z MP. Bieda potrafi zniszczyć nawet największą miłość. Znam kilka przypadków z realnego życia, gdzie zła sytuacja finansowa zamieniła wielką, tzw. wieczną miłość w związek pełen nienawiści i wzajemnych uraz. A tam biedy, takiej prawdziwej, nie było. Jedynie dość skomplikowana sytuacja materialna. Jedno takie małżeństwo jest po rozwodzie, dwa w trakcie, czwarte przed. A ostatnie, piąte, uratował wyjazd do Anglii Onego i polepszenie sytuacji materialnej. W momencie gdy nie trzeba sie martwić co do garnka włożyć, mozna się zająć pielegnowaniem uczucia. A przecież o miłość trzeba dbać jak o dziecko. |
Zgadzam się z Tobą Aine w zupełności.
krzysztof - Śro 24 Paź, 2007 10:08
Obejrzałam dzięki Alison
Muzyka i zdęcia przepiekne. Bardzo przyjemnie się ogląda. Na początek duża doza humoru stopniowo malejąca im bliżej końca.Ostatnia scena wzruszająca
Swobodne zachowanie bohaterów trochę zbyt współczesne. Niektóre sytuacje irytują a szczególnie sceny z żywym inwentarzem
AH mnie nie zachwyciła natomiast JM bardzo polubiłam pana Wisleya - ma przyjemny głos.Ogólnie bardzo mi się podobało i z miłą chęcią będę do niego wracać
Alison - Śro 24 Paź, 2007 10:47
Co Wy tak z tym żywym inwentarzem? To miało podkreślić wiejskość i przyziemność życia jakie wiodła rodzina pastora. Świnka karmiąca swoje świniątka to chyba lepszy widok niż knur z całym swoim klejnotem rodowym na cały ekran, co zaserwował nam Joe Wright w D&U05. Co do swobody zachowań, to tak do końca przecież nie wiemy na ile sobie wtedy pozwalano, opisy są jednak subiektywne, a to na ich podstawie kształtujemy sobie wyobrażenia o obyczajach danej epoki. Mnie na dobrą sprawę razi tylko jedno zachowanie w tym filmie. To jak Tom odezwał sie do Jane po tańcu na balu u lady Gresham. Cała scena w ogóle dość mało wiarygodna, zachowanie Toma strasznie impertynenckie, na szczęście szybko się zorientował, że przesadził. No i ta scena miłosna bezpośrednio po czymś takim... wolałabym jakąś inną kolejność
|
|
|