To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

asiek - Czw 25 Paź, 2007 23:37

nicol81 napisał/a:
Skoro mówimy o Karolinie z fanfiku, to co innego.

Taki tu wątek...fanfikowy.

nicol81 napisał/a:
Miała 20 tys., a siostry Bennet po 1, więc powiedziałabym, że dość znaczny.

Oczywiście, wszystko zależy od punktu widzenia. W swoim poście odniosłam się do poziomu życia Karoliny, jej potrzeb i aspiracji. . Z tej perspektywy wysokość posagu nie jest imponująca. Na ten przykład posag pani Hurst dość szybko został skonsumowany. :wink:

Maryann - Pią 26 Paź, 2007 08:40

Ulka napisał/a:
20tys to wcale tak dużo nie było. Darcy miał 10 tys rocznie! a ona tylko 20 tys co rocznie przy 5 od sta dawało tysiaka.

Ten tysiąc rocznie to może nie było mało, ale z pewnością nie dla Karoliny, żeby pozwolić jej żyć na takiej stopie, do jakiej przywykła.
Ta kwota była wystarczająca na jej osobiste wydatki (tj. suknie, kosmetyki itd.), ale pod warunkiem, że miałaby męża, który płaciłby za całą resztę.

Alison - Pią 26 Paź, 2007 08:41

Rozdz. VII, cz. 25
Nie tylko pan Gardiner został na resztę popołudnia, ale pstrągi także czuły się w obowiązku, wykazywać wystarczającą przebiegłość by stanowić wyzwanie, ale jednocześnie rozsądek by poddawać się w odpowiednim momencie nieuchronnej grze. Tylko galop Nelsona w górę i w dół mógłby odwrócić uwagę Darcy'ego od cudownego faktu, że ten dzień z Elizabeth i jej towarzystwem należał dziś do niego. Widzieć ją w Pemberley, w swoim domu, w tych pokojach, w których tak długo ją sobie wyobrażał, było czymś więcej niż to, na co mógł mieć nadzieję, po powrocie z Hunsford. To było coś nad czym należało się zastanowić, co robił, na przemian oddając się przyjemności i niepokojowi, że Georgiana będzie zmuszona chrząkać znacząco kilka razy podczas obiadu, po to by przypomnieć mu o otoczeniu i gościach.
- Więc tak jak mówiłem - Bingley zaczął ponownie po takim właśnie zdarzeniu - urok wędkowania wciąż mi umyka, Darcy.
- Tak jak te diabelskie pstrągi - wtrącił Hurst.
- No tak, ryczałeś i tupałeś dookoła. Tak je przestraszyłeś, że byłyby szczęśliwe gdyby Darcy albo Gardiner je złapali. - odwrócił się do przyjaciela - Tak bardzo chciałbym wyświadczyć przysługę panu Gardinerowi, że mam nadzieję, że nasza następna wizyta nad twoją rzeką nie będzie niczym więcej niż odświeżeniem dla umysłu.
- Piknik! - wcięła się pani Hurst - Och, Caroline! - pochyliła się w stronę siostry - czy piknik nie byłby najlepszy?
Panna Bingley uniosła brew na słowa siostry - Być może - powiedziała powoli i zwracając na siebie uwagę Darcy'ego - Jeśli pan się zgodzi, sir, błagam, proszę mi pozwolić oszczędzić pannie Darcy trudu organizowania takowego.
On skinął udzielając pozwolenia, ale nie ofiarował jej nawet najmniejszego, zachęcającego uśmiechu. Znosił Caroline Bingley tylko ze względu na Charlesa, ale jej zazdrość i grubiańskie odnoszenie się do Elizabeth uczyniły mu jej obecność wręcz wstrętną. Niech zajmie się wydawaniem poleceń służącym, skoro ją to bawi. Doświadczenie będzie krótkotrwałe, a jego ludzie zniosą to z rozsądnym poczuciem humoru, wystarczy że powie słówko Reynolds'om.
- Zatem jutro. - łapczywie skorzystała z jego pozwolenia - Zjemy śniadanie nad rzeką dla odświeżenia! Ile będzie osób? Ufam, że nie oczekujemy nikogo rano?
- Nie, nikogo, panno Bingley - zapewnił, jego irytacja zarówno z powodu tej kobiety, jak i jej ostentacyjnego mieszania się, wyraźnie rosła.
- Panna Bennet, jej ciocia i wuj będą z nami jutro wieczorem - przypomniała jej delikatnie Georgiana - Mam nadzieję, że możemy liczyć na to, że nam zagra i zaśpiewa. Słyszała ją pani wcześniej, nieprawdaż, panno Bingley?
- Tak - odpowiedziała zduszonym głosem Caroline, ale kiedy Georgiana odwróciła się od niej, delikatnie marszcząc czoło, zająknęła się - Tak, słyszałam. Wszyscy słyszeliśmy u...och, tego człowieka. Jak on się nazywał?
- Sir William Lucas, prawdziwy dżentelmen - podpowiedział jej Bingley z czołem daleko bardziej zmarszczonym niż Georgiana - O ile pamiętam, grała i śpiewała pięknie i była powszechnie proszona o więcej. To będzie nadzwyczajna przyjemność, panno Darcy, jeśli pani skłoni ją do występu. Błagam panią, proszę to zrobić.
Darcy uśmiechnął się słysząc to. Pewność siebie Bingley'a i jego potrzeba by nie dać nikomu sobą kierować wyraźnie wzrosła od tego dnia kiedy spotkali się w jego gabinecie w Londynie. Oczywiście stał się bardziej swobodny wśród swoich rówieśników, ale tutaj to była jego własna rodzina, więc Darcy tym bardziej był mu wdzięczny za tę nową pewność siebie. Gdyby jeszcze mógł nauczyć swoją siostrę jakiegoś samoograniczenia się, to mogłaby być po tej wizycie nadal przyjmowana w jego domu. Kwestia, która go teraz zajmowała z wyłączeniem jego gości, to nie były przyszłe wizyty panny Bingley w Pemberley lecz raczej czy mógłby mieć nadzieję na przyszłe wizyty Elizabeth Bennet.
Czy podobał jej się jego dom? Zapewniała go, że tak przy ich pierwszym spotkaniu tutaj, ale czy jej opinia nie była czym innym niż opinie wszystkich gości przyjeżdząjących tu latem? A teraz, kiedy była już gościem tutaj, co sobie myślała? Zamknął oczy i delikatnie potrząsnął głową, zaniepokojony sam sobą. Tak, chciał żeby myślała dobrze o Pemberley, ale to co naprawdę było podstawą tych rozważań to, czy równie dobrze myślała o właścicielu. Jego niepokój by wiedzieć czy w jakikolwiek sposób zmieniła swoją opinię o nim, zajmował teraz każdą myśl, której nie musiał skupiać na swoich gościach. Miotał się od nadziei do zwątpienia z zatrważającą chyżością. Jej błyskawiczna dowcipna replika na wtrącanie się panny Bingley połączona z cichym porozumieniem w obronie Georgiany były zachęcające, tak jak jej chętne przyjęcie jego towarzystwa w drodze do powozu i jej delikatny uśmiech na pożegnanie. Czy może w jakikolwiek sposób polegać na tych wydarzeniach czy były to zaledwie objawy zwyczajnej grzeczności?
- Ek-hem - zaskoczony Darcy spojrzał na Georgianę znowu chrząkającą znacząco. Jej usta ściągnięte były przez prawdziwe rozbawienie.
- Bracie - szturchnęła go w stronę drzwi - może ty i pozostali panowie macie ochotę na brandy?

Maryann - Pią 26 Paź, 2007 08:47

Alison napisał/a:
- Ek-hem - zaskoczony Darcy spojrzał na Georgianę znowu chrząkającą znacząco. Jej usta ściągnięte były przez prawdziwe rozbawienie.
- Bracie - szturchnęła go w stronę drzwi - może ty i pozostali panowie macie ochotę na brandy?

Halo, panie Darcy ! Tu ziemia. Sir, niech pan już zejdzie z tych obłoków... :wink:

nicol81 - Pią 26 Paź, 2007 15:33

Maryann napisał/a:

Ja mówiłam o Karolinie książkowej. I będę się upierać przy twierdzeniu, że w przypadku Darcy'ego nie chodziło jej o majątek (a w każdym razie nie przede wszystkim). Ona bardzo chciała być DAMĄ, panią z arystokracji, a nie nuworyszką. Dlatego tak bardzo zależało jej na tym, żeby Bingley kupił majątek i żeby ożenił się z Georgianą. I dlatego tak nadskakiwała Darcy'emu.
Z resztą - Darcy nie był głupi i gdyby wierzył w jej szczerość, to chyba inaczej by się do niej odnosił.

To skoro porównujemy Karolinę książkową i fanfikową to chyba jest to tutaj on topic, co?
Eleonora mówiła o 1 tys na rodzinę, nie na swoje wydatki. Darcy miał 10 tys, ale utrzymanie Pemberley też kosztowało (codziennie nowe świece). Gdyby chodziło jej o majątek lub pozycję nie obchodziłby jej tak aż ten konkretny Darcy.
A jak Darcy miałby się do niej odnosić?

Maryann - Pią 26 Paź, 2007 15:52

nicol81 napisał/a:
Eleonora mówiła o 1 tys na rodzinę, nie na swoje wydatki. Darcy miał 10 tys, ale utrzymanie Pemberley też kosztowało (codziennie nowe świece).

Nie do końca tak. W obu przypadkach mówimy o dochodzie, a więc o tych pieniądzach, które zostają po pokryciu wszystkich kosztów prowadzenia majątku.

nicol81 napisał/a:
Gdyby chodziło jej o majątek lub pozycję nie obchodziłby jej tak aż ten konkretny Darcy.

Nie wiadomo jak było z "podażą". W końcu zamożny dżentelmen, najlepiej z tytułem i do tego jeszcze w odpowiednim wieku, to chyba nie był taki pospolity towar do upolowania.
A poza tym - z uwagi na swoją dosyć delikatną pozycję towarzyską - niekoniecznie była dla każdego z nich pożądaną kandydatką na żonę.

nicol81 napisał/a:
A jak Darcy miałby się do niej odnosić?

Z większą kurtuazją. On jest w stosunku do niej wyjątkowo chłodny i oficjalny, a czasami nawet opryskliwy - jak choćby w tej scenie w Netherfield, kiedy pisze list, a ona co chwilę się wtrąca.

nicol81 - Pią 26 Paź, 2007 16:18

No bo się wtrąca- sama powiedziałaś.
Darcy głównie był chłodny i oficjalny- poza wybranymi osobami.
W RiR Eleonora i Marianna rozmawiają o dochodach- z dochodu opłaca się służbę, konie i powozy.

Maryann - Pią 26 Paź, 2007 16:32

nicol81 napisał/a:
No bo się wtrąca- sama powiedziałaś.

Ale wobec Elżbiety tak się nie zachowuje - nawet jak sobie z niego bez litości żartuje.
A wobec Karoliny pozwala sobie na jednoznaczne aluzje (jak ta o kobietach, które zdolne są do wszystkiego, żeby zwrócić na siebie uwagę mężczyzny).

nicol81 napisał/a:
W RiR Eleonora i Marianna rozmawiają o dochodach- z dochodu opłaca się służbę, konie i powozy.

OK, to mi się pomyrdało - zrozumiałam, że chodziło Ci o to, że Darcy z tych 10 tys. musiał pokryć koszty utrzymania majątku, a nie domu.
10 tys. funtów na życie to było bardzo dużo pieniędzy. Nawet przy kosztach utrzymania tak dużego domu jak Pemberley.

nicol81 - Pią 26 Paź, 2007 18:18

Wiem, że 10 tys to było dużo. Chodziło mi tylko o to, że przez domowe wydatki Darciego nie było aż takiej dysproporcji między dochodem "na czysto" jego i Karoliny, która nie miała takich wydatków.
Ta uwaga była odpowiedzią na jej zaczepkę. A dla Lizzie był milszy, bo mu się podobała.

Caroline - Sob 27 Paź, 2007 11:13

Rozdz. VII, cz. 26

***

Tajemnica uwagi, jaką poświęcała mu Elizabeth prześladowała Darcy'ego przez resztę wieczoru i towarzyszyła mu jeszcze w jego pokojach po tym jak życząc Bingleyowi i Hurstowi bonne chance przy bilardowym stole opuścił ich. Jutro wieczorem ona tu będzie... prawdopodobnie po raz ostatni. Ta myśl zmroziła go, sięgnął po dzwonek. Jej ciotka i wuj mogą mieć już dość Lambton i, pragnąc kontynuować podróż zgodnie z planem, zabiorą ją pojutrze do kolejnej wielkiej posiadłości albo kolejnego wychwalanego pięknego widoku. Wielkie, bolesne "Nie" pojawiło sie w jego piersi. Ona nie może! Nie może zniknąć, być może na zawsze, zanim on nie dostanie wyraźnego, odczuwalnego sygnału, jaka jest jej opinia na jego tmat. Ale jak? Jak miał to zrobić? Odwrócił się powoli w stronę garderoby.
- Panie Darcy - Darcy drgnął zaskoczony słysząc głos Fletchera.
- Wielkie nieba, człowieku! Dopiero co cię wezwałem! - powiedział Darcy ostro. Po chwili zdał sobie sprawę, że Fletcher musiał już tu być wcześniej, dodał - Dawaj znać, jeśli jesteś w pobliżu, dobrze?
- Tak, proszę pana - lokaj ukłonił się i podszedł do niego. - Mogę panu pomóc?
Darcy skinął i zaczął odpinać surdut. Pewne ręce Fletchera zdjęły mu go z pleców.
- Pana dewizka i zegarek.
- Co? - zapytał Darcy, po czym spojrzał na swoją kamizelkę. - A tak, oczywiście. - wyjął przedmioty z kieszeni i położył je na stole. To czego potrzebował to czas, więcej czasu i to czasu, którego by nie skracali i nie przerywali inni. Czas, zamyśliłsię spoglądając na zegrek podczas gdy Fletcher odbierał od niego kamizelkę, dobro, nad którym nie mógł panować, ani stwarzać.

Caroline - Sob 27 Paź, 2007 11:17

Pomiędzy dyskusję o Caroline książkowej forumowa wrzuca swoje ciachełko. :)
A co do panny Bingley - zgadzam się, że w związku ze swoim pochodzeniem aspirowała do "lepszego stanowiska". Mieli już kasę zarobioną przez "przodków" na handlu, którym tak pogardzała, teraz potrzebowała utytułowanego nazwiska.

Dione - Sob 27 Paź, 2007 17:13

:roll: Ale burzę wywołałam niewinnym pytaniem

ABT :kwiatki_wyciaga:

asiek - Sob 27 Paź, 2007 17:17

Caroline napisał/a:

Wielkie, bolesne "Nie" pojawiło sie w jego piersi. Ona nie może! Nie może zniknąć, być może na zawsze, zanim on nie dostanie wyraźnego, odczuwalnego sygnału, jaka jest jej opinia na jego temat. Ale jak? Jak miał to zrobić?

Czyżby dojrzewał do złożenia TEJ wizyty ? :-P A mnie się zawsze wydawało, że on pogalopował do Lizzy, aby ją wraz z wujostwem zaprosić do zamieszkania w Pemberley. :-)

Caroline, :kwiatek:

Gunia - Sob 27 Paź, 2007 19:03

Caroline napisał/a:
- Pana dewizka i zegarek.
- Co? - zapytał Darcy,

Tylko Pamela i myśli o tym w takich chwilach... ;) No i zmusza do tego Fletchera na dodatek. ;)

nicol81 - Sob 27 Paź, 2007 21:53

Dione napisał/a:
:roll: Ale burzę wywołałam niewinnym pytaniem

ABT :kwiatki_wyciaga:


I bardzo słusznie :mrgreen: Oby tak dalej.
Nadal twierdzę, że gdyby Karolina chciała jedynie pieniędzy czy pozycji społecznej, to autorka by to bardziej zaznaczyła. Jak z Lucy czy panem Eltonem.

Nellie - Nie 28 Paź, 2007 00:53

Zgadzam się! Przecież tak była zajęta obserwowaniem Elizabeth (czyli traktowała ją jako naprawdę groźną rywalkę) i śledzeniem reakcji Darcy'ego, że "zaniedbała" kontrolę nad swoim bratem:) Zareagowała w sprawie Jane niemal w ostatniej chwili:)
Caroline - Nie 28 Paź, 2007 10:30

Rozdział VII, cz. 27

- Czy coś jest nie w porządku z pana zegarkiem? - Fletcher wziął zegarek i wpatrywał się w jego tarczę, by po chwili wyjąć własny i porównywać czas.
- Nie, Fletcher zamyśliłem się nad nieugiętą niezależnością czasu - westchnął krótko i zaczął odpinać koszulę, podczas gdy Fletcher zajmował się węzłem jego krawata.
- Nieugięta niezależność, proszę pana? - Fletcher pociągnął krawat i położył go na krześle.
- Tak – Darcy przychylił się i zdjął buty. - Ludzie niezmiennie potrzebują go więcej albo mniej, ale nie mogą nakazać mu, by zatrzymał się, ani by biegł szybciej. Czas biegnie tak, jak chce, nie da się go ujarzmić, ani stworzyć na nowo.
- Doprawdy? - odpowiedział Fletcher. - Czy człowiek jest tylko niewolnikiem czasu?
- Chyba źle cytujesz Poetę, Fletcher – parsknął Darcy – Wydaje mi się, że on powiedział “Miłość nie jest niewolnikiem czasu”.
- Proszę mi wybaczyć – Fletcher uśmiechnął się – Poeta chyba by mi wybaczył. Ale skoro miłość niepoddająca się czasowi należy do człowieka, to wszystko wychodzi na jedno. A co do “nieugiętej niezależności”, to tylko kwestia punktu widzenia, czyż nie?
- Co masz na myśli? Sześćdziesiąt minut zawsze równa się jednej godzinie!
- Tak, proszę pana. Ale godzina z bólem głowy jest wiecznością, podczas gdy godzina z ukochaną osobą, to zaledwie chwila. - Fletcher zamilkł na moment, ale otrząsnął się i mówił dalej pewnie. - Nie, ja wierzę, że czas daje się podporządkować, jeśli ma się dość rozumu i odwagi, by użyć go do swoich celów.

- Rozumu i energii - powtarzał w myślach wymienione przez Fletchera warunki niezbędne do zapanowania nad czasem, gdy leżał bezsennie w swoim łóżku. Zegar na kominku wybił godzinę. Pierwsza. Czas, więcej czasu, tego potrzebował, by poznać myśli Elizabeth, ale nie mógł liczyć na nic więcej poza jutrzejszym dniem. Jutro, od zmierzchu do świtu, tego mógł oczekiwać, to jutrzejszy dzień będzie musiał sobie podporządkować. - Jeśli będziesz miał dość rozumu i odwagi, by to zrobić – przypomniał sam sobie ponuro. Zastanawiał się gorączkowo nad przebiegiem jutrzejszego dnia. Osiągnięcie czegokolwiek w ciągu jutrzejszej kolacji było z pewnością niemożliwe. Zbyt wielu chętnych do zburzenia prywatności, której potrzebował! Później pozostawało mu jeszcze mniej czasu. Zostały mu więc tylko rano i południe.
Nagle doznał olśnienia: piknik, który Caroline Bingley tak bardzo chciała zorganizować. Wszyscy goście będą zgromadzeni nad rzeką na jej al fresco, w tym czasie on może posłać służącego z wyrazami żalu, że nie będzie mógł dołączyć i prośbą by kontynuowali bez niego. Tak, tu był rozum, a co z odwagą? Odwiedzi Elizabeth i Gardinerów. Nic w tym niezwykłego! Poprosi o pozwolenie na towarzyszenie jej, albo im wszystkim – jeśli będzie taka potrzeba – w przechadzce po wiejskiej ścieżce biegnącej za Ere. A potem, gdy nadarzy się okazja, podziękuję jej na osobności za jej uprzejmość wobec Georgiany. Jej odpowiedź i rozmowa, która po niej nastąpi, być może pozwoli mu poznać jej opinię o nim, a być może przy kolacji wieczorem, dowie się czegoś więcej.
Darcy ciężko westchnął, gdy zegar wybił kwadrans. Nie był to najlepszy plan. Przeciwnie, był najeżony mnóstwem okazji, żeby coś poszło źle. Ale tylko taki miał i zamierzał wprowadzić go w życie.

Alison - Nie 28 Paź, 2007 11:33

Oj to już zaraz będzie to słynne - no, no the green one - oczywiście filmowe :wink:
Bardzo to lubię jak on sie tak porannie stara, zeby wszystko było idealnie :-D

Ulka - Nie 28 Paź, 2007 13:56

nicol81 napisał/a:
Nadal twierdzę, że gdyby Karolina chciała jedynie pieniędzy czy pozycji społecznej, to autorka by to bardziej zaznaczyła. Jak z Lucy czy panem Eltonem.

A, no widzisz, ja nie twierdzę, że chciała jedynie pieniędzy czy pozycji. Darcy też miał swój urok. Ja twierdzę, że to nie była miłość. Ot co.

nicol81 - Nie 28 Paź, 2007 17:59

Jak nie miłość, to co? Jeśli nie pieniądze i pozycja?
MiMi - Nie 28 Paź, 2007 20:23

Zauroczenie. Moim zdaniem Dacy spełniał podstawowe kryteria Karoliny: bogaty, z pozycją, przystojny, inteligentny - czyli można się w nim zakochać.
Ulka - Nie 28 Paź, 2007 21:55

nicol81 napisał/a:
Jak nie miłość, to co? Jeśli nie pieniądze i pozycja?

Ło matko, zacytuję samą siebie. Już pytałaś, a ja Ci odpowiedziałam dwie strony temu
Cytat:
jest parę określeń na taki stan - zadurzenie, zakochanie, ześwirowanie, pożądanie... i to nie jest miłość. na definicję miłości nie jestem teraz gotowa...

Jaśnie?

nicol81 - Nie 28 Paź, 2007 22:19

Na zakochanie czy zadurzenie mogę się zgodzić :wink:
Ulka - Nie 28 Paź, 2007 22:25

uff, no to doszłyśmy do konsensusu ;)
nicol81 - Nie 28 Paź, 2007 22:35

Hip, hip, hura dla konsensusu :cheerleader2: :oklaski: :banan_Bablu:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group