North and South - serial BBC - Pierwsze wrażenia i późniejsze
Gosia - Czw 06 Mar, 2008 16:50
Sa opisane i to calkiem nieźle. Jego zazdrosc tez
Nellie - Czw 06 Mar, 2008 20:58
I rozpacz... Mnie najbardziej rozczuliły jego myśli po odrzuconych oświadczynach...Nie mam przy sobie egzemplarza, ale coś tam było o tym, że mimo całej swojej siły i zaradności czuje się jak porzucone, małe, bezradne dziecko...
Gosia - Czw 06 Mar, 2008 23:35
- Ale jak mam temu zaradzić? – pytała samą siebie – Nigdy go nie lubiłam. Byłam uprzejma, ale nie miałam problemów z ukrywaniem mojej obojętności. Naprawdę nigdy nie myślałam o nim i o sobie, więc moje zachowanie musiało pokazywać prawdę. On musiał źle zrozumieć to wszystko co się wczoraj stało. Ale to jego wina, nie moja. Zrobiłabym to po raz drugi, gdyby zaistniała taka potrzeba, nawet gdybym znowu miała doznać takiego wstydu i kłopotów.
trifle - Pią 07 Mar, 2008 14:55
No właśnie, w książce jest tyle pięknych scen. Moja "przygoda" z N&S zaczęła się od filmu, który mnie zachwycił. Dopiero potem przeczytałam książkę, która zachwyciła mnie bardziej i było mi szkoda, że w serialu tak zmieniono zakończenie. Szkoda, że nie ma właściwie żadnego szczególniejszego wyrażenia uczuć przez Margaret, tylko ten pocałunek w rękę - co mi się akurat nie podoba . W książce ona wykrzykuje przecież "oh, mr Thornton, I'm not worth it" (czy coś w ten deseń..)
Gosia - Pią 07 Mar, 2008 17:06
Skrypt nie jest tajny, tylko w trakcie redakcji
Nellie - Pią 07 Mar, 2008 21:06
| trifle napisał/a: | | Szkoda, że nie ma właściwie żadnego szczególniejszego wyrażenia uczuć przez Margaret, tylko ten pocałunek w rękę | hmm... a jak dla mnie, ona ujawniła swoje uczucia trochę wcześniej - w rozmowie z panią Thornton w fabryce - przyznała jej rację, że nie wiedziała, jakiego mężczyznę odrzuciła. Biorąc pod uwagę to, jak obie się lubiły duży heroizm jak dla mnie. No i wyznanie , takie bezradne pani Thornton - "Nie wiem, gdzie on jest...". Ja tą scenę odczytywałam zawsze jako przełamanie lodów i podwaliny przyszłych lepszych (jeśli nie opartych na serdeczności, to przynajmniej szczerych) stosunków pomiędzy Margaret a pani Thornton.
Fakt, że w tym momencie John był nieświadomy wszystkiego... ale bystry chłopak właściwie odczytał tę jej wizytę w Milton i wziął sprawy w swoje ręce;)
Gosia - Pią 07 Mar, 2008 21:18
Scene rozmowy Margaret z panią Thornton bardzo lubię. Obie sobie uswiadomily, ze kochaja tego samego czlowieka. Margaret kladzie reke na ramieniu pani Thornton, co prawda pani Thornton sie lekko odwraca, ale dla mnie to tez przelamanie lodow.
w tej scenie ona juz przyznaje, ze drugi raz by go nie odrzucila.
Widac ze pani Thornton jest zaniepokojona nieobecnoscia syna i boi sie o niego.
Jesli John wroci do domu z Margaret i dzieki jej funduszom bedzie mogl wznowic produkcje - to dodatkowy argument dla pani Thornton, zeby polubic przyszlą synową.
trifle - Pią 07 Mar, 2008 21:35
O tak, też lubię ten moment. Tak naprawdę ten daje ostatecznie do zrozumienia, jaka relacja łączy Johna z matką - że to prawdziwa miłość i wzajemna troska. Tak jak jeszcze wcześniej, chyba zaraz po tym jak się okazało, że Thornton wszystko stracił, matka mówi mu, że znowu będą tylko we dwójkę, że nie martwi się o siebie tylko o niego. To są naprawdę piękne sceny. I ta z Margaret, tak jak mówicie - takie przełamanie lodów, nie będą się kochać i wielbić, ale fakt, że łączy je coś tak wspaniałego jak miłość do jednego mężczyzny, chyba im pomoże w stworzeniu zdrowej relacji.
Chodziło mi o wyrażenie uczucia do niego bezpośrednio. Wizyta w Milton jest czytelna dla nas i dla pani T. może Ale dla Johna nie. I to wcale nie musiało być dla niego jasne, on ten pobyt w Milton odczytał tak, jak chciał Margaret przecież była właścicielką M.M. Mogła być tam "w interesach". W książce podoba mi się to, że on ją pyta, czy ma odejść, a ona milczy. Staje się dla niego jasne, co ona czuje. W filmie to jest niedopracowane jednak
Gosia - Pią 07 Mar, 2008 21:49
Nie, mysle ze on pobyt w Milton odczytal jednoznacznie. Przeciez kiedys nie lubila tego miasta. Nie musiala wcale tam przyjezdzac, wszystko mogl zalatwic prawnik. Zreszta w rozmowie z panem Bellem Thornton cos podobnego mowi: ze ona nie bedzie sie wtracac w interes, bo nie dba o niego i ma zla opinie o nim.
A tu ona przyjezdza do Milton i taka jest wpatrzona w niego i widocznie wzruszona...!
Gosia - Pią 07 Mar, 2008 21:57
Tego wlasnie nie wiem. Mysle ze nie rozdysponowala na razie, bez porozumienia z nim.
Moze dowiedzialby sie pozniej o jej propozycji, a tak spotkanie biznesowe odbylo sie na dworcowym peronie.
Nellie - Pią 07 Mar, 2008 22:10
Myślę, że albo już zadysponowała, albo biznesowe procedury były w trakcie;) Chodziło przecież o to, żeby zatrzymać Johna w fabryce. Ona po prostu poważnie zaniepokoiła się upadkiem Marlborough Mills dlatego, że to tak bardzo przypominało sytuację, w jakiej znalazł się ojciec Johna... no a prędzej czy później do spotkania by doszło Jeśli nie na stacji, to pewnie na jakimś takim przyjęciu, co to Edith wydawała i myślę, że skończyłoby się podobnie jak w książce
Nellie - Pią 07 Mar, 2008 22:14
| Mag13 napisał/a: | | Intryguje mnie też to niedopowiedzenie w filmie, w jakich okolicznościach pan Hale dowiedział się o oświadczynach Thorntona. Po wizycie Thorntona zszedł do kuchni i zapytał Margaret wprost - czyżby Thornton coś powiedział, czy też domyślił się z jego zachowania? | Ja to widzę tak, że po tej uwadze pana Bella, czy niby między Thorntonem a jego córką coś jest, on najpierw zaprzeczył, a potem zaczął dyskretnie obserwować córkę i Johna, no i w końcu odważył się zapytać, mając na względzie to, żeby córka nie czuła się skrępowana... chociaż Johna bardzo lubił, gotów był wyrzec się jego towarzystwa... kochany był...
Gosia - Pią 07 Mar, 2008 22:18
Wszystko co wzbogaca naszą wiedzę o czasach, w ktorych rozgrywa sie fabula powiesci, jest mile widziane
Nellie - Pią 07 Mar, 2008 22:22
A ja ostanio uczyłam jednego chłopca (korepetycje) o rozwoju przemysłu włókienniczego w Anglii w XIX w. Stąd dowiedziałam się, że John należał do tworzącej się klasy burżuazji, a Higgins - proletariatu. Temat o warunkach pracy w fabryce włókienniczej mój uczeń umie perfekcyjnie
Gosia - Pią 07 Mar, 2008 22:38
Ja juz nawet o tym myslalam
Gosia - Pią 07 Mar, 2008 22:48
Wlasciwie chyba o obu przypadkach moge mówić
Zwlaszcza od momentu, kiedy powiesilam sobie na scianie pewna fotkę
Gosia - Pią 07 Mar, 2008 23:52
f) RA wlosy krotkie, a obok ja
Anonymous - Sob 08 Mar, 2008 12:01
| Gosia napisał/a: | f) RA wlosy krotkie, a obok ja |
trifle - Sob 08 Mar, 2008 15:22
| Mag13 napisał/a: | | Niech zgadnę. Wisi na niej: |
Marks i Engel, w duecie
Gosia - Nie 09 Mar, 2008 08:26
Najważniejsze, że król nie jest nagi
Właśnie dziś się zastanawiałam nad stosowną ramką do tej rozkosznej foteczki
Ilekroć patrzę na to zdjęcie, to się usmiecham
Gosia - Nie 09 Mar, 2008 22:33
"Srodowisko" jest wyrozumiale A obiekt kultu moze byc tylko jeden
Opanowal juz moj pulpit laptopa, biurko (mala rameczka z obrazkiem, ale dzieli to miejsce z Paulem McGannem, ktorego fotke dostalam w prezencie od Alison) oraz kawaleczek sciany
snowdrop - Pon 10 Mar, 2008 16:43
Wczoraj ponownie oglądałam N&S (po ok. 4 miesięcznej przerwie) i muszę przyznać że nadal jest bardzo ekscytujące. Jest to serial wszechczasów a Rysiek jest boski! Powinien dostać Oskara za tą rolę. Na końcowej scenie znowu miałam łzy w oczach.
Po obejrzeniu wysnułam jeden wniosek i pytanie:
1. Faceci w tamtych czasach raczej nie powinni chorować na gardło - tak pieczowicie mieli je osłonięte,
2. czy gdyby jakaś służąca, nie Margaret, rzuciła mu się na ramiona z pomocą podczas strajku, czy też kwestią honoru byłoby to aby John ożenił się z nią? Trochę to jest dla mnie dziwne. To cos podobnego jak w Perswazjach - Wentworth i Luiza.
Gosia - Pon 10 Mar, 2008 17:31
Myślę, że kodeks dżentelmana w tej sytuacji nie miał zastosowania do służącej
Gosia - Pon 10 Mar, 2008 17:40
Myślę, że tez dlatego odziano ją na biało, żeby symbolizowała kobiecą kruchość i niewinność, która jednak nie uratowała ją przed tym ciosem kamieniem.
fanturia - Pon 10 Mar, 2008 19:52
| Mag13 napisał/a: | | Jest też taka scena w dodatkach, gdzie Margaret idzie do domu Higginsa w balowej sukni - tu trochę przesadzono, bo na codzień raczej tak ubrana nie wybrałaby się do tej ubogiej dzielnicy. |
W książce Bessy bardzo prosi Margaret, żeby przyszła przed obiadem u Thortonów i pokazała się w pięknej sukni.
|
|
|