Ekranizacje - Perswazje Persuasion (2007)
Trzykrotka - Czw 21 Sie, 2008 00:03
Kiedy właśnie to czepianie się to z żalu, ze to, co się tak pięknie zapowiadało, zmarnowano mimo wszystko . Ja się zachwycałam pierwszym odcinkiem. A potem mi mina rzedła
aneby - Czw 21 Sie, 2008 00:07
| Trzykrotka napisał/a: | | Ja się zachwycałam pierwszym odcinkiem. |
Ale jakim odcinkiem? Nie oglądałam serialu
Po drugim obejrzeniu czegoś bym się może czepiła....
Trzykrotka - Czw 21 Sie, 2008 08:59
Ja oglądałam Perswazje 2007 w trzech odcinkach.
Moim zdaniem materiał wyjściowy był doskonały: i obsada (pomijając drobiazgi, potencjalnie aktorów dobrano bardzo dobrze), sceneria, muzyka, niespieszne tempo narracji, doskonały pomysł z pamiętnikiem Anny, znad którego wznosi zapłakane, cierpiące oczy.
Ale potem jakby scenarzyści nie zaufali naszej inteligencji. Postanowili podać nam treści na tacy. Bo a nuż się nie domyślimy, że kapitan przeszywający Anne płomiennym spojrzeniem, kocha ją nadal? I to, co jest cudem powieści: pewność, ale z nutka niepewności, rozwiana potem w jednej genialnej scenie czytania listu, tutaj zamienia sie w serię objaśnień, zakończonych brzydkim pocałunkiem. I bezsensownym biegiem maratońskim.
Szkoda mi materiału wyjściowego, po prostu
aneby - Czw 21 Sie, 2008 10:20
Hmmmm. Ja ten bieg odebrałam trochę inaczej. Raczej jako pogoń za szczęściem, które może umknąć bezpowrotnie. Jeżeli Anna nie wyjaśniłaby całej sytuacji w tej chwili, to być może już nigdy nie będzie miała szansy. Myślę, że właśnie sobie to uświadomiła i stąd to bieganie.
A pocałunek faktycznie nie był najlepszy
Tamara - Czw 21 Sie, 2008 11:35
Ale ten bieg był wyjęty z obyczajowości co najmniej 150 lat późniejszej wtedy nawet żadna kobitka nie dałaby rady tak po mieście zasuwać tam i z powrotem , jogging jeszcze nie był znany , a baron Coubertin jeszcze nie wskrzesił szlachetnych idei olimpijskich i biegów na czas . A kobieta uganiająca się za mężczyzną i w przenośni i dosłownie miała jednoznaczną opinię . W książce też nie ma mowy o tym ,żeby Anna ganiała za kapitanem , nawet takiej sugestii nie ma , to sie nie mieściło w obyczajowości
aneby - Czw 21 Sie, 2008 12:08
Ten tekst mnie rozłożył na łopatki
Trzykrotka - Czw 21 Sie, 2008 22:26
Tamaro, dobrze powiedziane! . Owszem, symbolicznie to było nieźle pomyślane, ale w realu wyglądało odrażająco i było całkowicie niezgodne i z obyczajowością i z charakterem bohaterki. Ta łagodna, nie umiejąca upomnieć sie o swoje Anna, oddająca kapitana bez walki Luizie, czy każdej, która wyciągnęłaby po niego łapkę, nagle goniąca za nim po ulicach, spocona i w zadartej kiecce... never!
Ulka - Czw 21 Sie, 2008 22:34
Symbolicznie to można robić sobie w filmach psychologicznych, nie ma wtedy potrzeby przebierać aktorów w kiecki kostiumopodobne i udawać, że jest to ekranizacja powieści obyczajowej. Bo bądź co bądź powieści JA są na wskroś obyczajowe, aż do bólu
Trzykrotka - Czw 21 Sie, 2008 22:38
Właśnie. Więc dlatego ja nie kocham tej ekranizacji, mimo jej niewątpliwej urody. Razi mnie swoją łopatologią i brakiem wiary w to, że sama sie nie domyślę, o co w tym wszystkim chodzi. Jakby twórcy założyli z góry, ze robią film dla tego słynnego czarnego czternastolatka - analfabety ze slumsów, który jest głównym targetem dla Hollywood
Tamara - Sob 23 Sie, 2008 20:38
No może to dla czarnej czternastolatki
Iwona - Śro 26 Lis, 2008 20:23
Wreszcie obejrzałam ten film - jak dla mnie super
Off course najbardziej spodobał mi się kapitan Wentworth
Katarynka - Czw 27 Lis, 2008 19:10
Ja też obejrzałam Jak mnie wkurzała ta siostra Ann, Mary jej było na imię???
A Wentworth faktycznie boski choć nie tak bardzo jak JT
Madalam - Pon 01 Gru, 2008 14:56
Tak, denerwująca siostra Anny, to Mary .
Co do ekranizacji, muszę stwierdzić, że nie porwała mnie jakoś specjalnie, niestety . Co prawda, gdy obejrzałam ją po raz pierwszy, niewiele pamiętałam z książki, gdyż czytałam ją jeszcze we wczesnych czasach licealnych, czyli stosunkowo dawno, niemniej jednak już wówczas kilka rzeczy mi nie do końca pasowało.
Przede wszystkim uroda Anny. Sally Hawkins to ładna kobieta, ale to, co z nią zrobili styliści, wizażyści czy inni źli ludzie, po prostu woła o pomstę do nieba . Fatalna fryzura i koszmarne stroje wywołują wrażenie, że mamy do czynienia z jakimś popychadłem, a nie kobietą o nieco przygaszonej (do czasu), lecz jednak niezaprzeczalnej, urodzie. Wrażenie to potęguje się poprzez sposób prowadzenia kamery, rodem z fimów Mike'a Leigh.
Druga rzecz "gryząca", a wręcz "kąsająca", to bieg po Bath. Kurcze, czy zachowanie realiów epoki jest naprawdę takie trudne? Przecież taki pęd za kimkolwiek, a co dopiero za mężczyzną, nawet wiele lat później był jeszcze nie do pomyślenia. Jak ktoś uważa, że widz będzie miał trudności ze zrozumieniem tego, niech się zabiera jedynie za adaptacje literatury współczesnej i będzie miał problem z głowy. Tak na marginesie dodam, że Anna miała wręcz olimpijską kondycję. Tylko pozazdrościć, ja bym "wysiadła" po stu metrach, bez względu na to, kogo bym miała gonić .
Po trzecie: pocałunek. Ło, Boziu, co to było? I dlaczego kamera skierowana była tylko na Sally (co, zresztą, wcale korzystne nie było)? Nie panimaju .
Jak sobie niedawno odświeżyłam książkę, nasunęły mi się jeszcze inne uwagi. Aktorka grająca Elizabeth jest zdecydowanie za stara, mogłaby grać matkę, a nie siostrę Anny. I zdecydowanie powinna być bardziej urodziwa.
Mary jest straszliwie wręcz denerwująca, ale aktorka, odgrywająca tę rolę, zdecydowanie przeszarżowała i zrobiła ze swej bohaterki osobę niemal chorą psychicznie.
Ja rozumiem, że Wentworth i Harville to ludzie morza byli, ale spacer po molo w taką pogodę jest mało rozważnym sposobem spędzania czasu. I dlaczego już w tej rozmowie ujawniono uczucia kapitana??? Uśmiercono w ten sposób całe napięcie sporo przed końcem filmu. A przecież w książce tak ładnie to zostało rozegrane ... .
Wątek pani Smith też jakiś taki bez ładu i składu, szczególnie sposób ujawnienia prawdziwego charakteru pana Elliota, co jest samo w sobie nader istotnym, przecież, zwrotem akcji.
Ech, nie udała się ta adaptacja ... Nie mogę nawet powiedzieć, że na osłodę mam Ruperta, gdyż przemawia on do mnie w stopniu średnim, niestety . To znaczy miły dla oka, ale bez fajerwerków.
Harry_the_Cat - Pon 01 Gru, 2008 16:22
Zgadzam się ze wszystkimi Twoimi uwagami.
Sofijufka - Pon 01 Gru, 2008 17:04
i ja
Madalam - Pon 01 Gru, 2008 19:23
Tamara - Pon 01 Gru, 2008 19:53
Yes , yes , yes
Admete - Pon 12 Sty, 2009 21:33
Sally Hawkins ( Anna Elliot ) dostała Złotego Globa za role w tym filmie:
http://www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=32280
Ma w tym filmie bardzo ładne włosy! Czyli można było! Chetnie go obejrzę
Krybofa - Śro 28 Sty, 2009 18:49
| Harry_the_Cat napisał/a: | | Zgadzam się ze wszystkimi Twoimi uwagami. |
ja też podpisuję się pod tym i jeszcze pod tym
| Katarynka napisał/a: | | A Wentworth faktycznie boski choć nie tak bardzo jak JT |
asiani - Pon 23 Mar, 2009 21:45
Oglądałam Perswazje kilkakrotnie.
Za pierwszym razem podobał mi się, może nie bardzo, ale wystarczająco.
Jednakże za każdym kolejnym razem było tylko gorzej.
Nie wspomnę już o tym śmiesznym maratonie, bo wystarczająco i nim napisano.
Mnie zniesmaczyło to co się stało później.
A mianowicie pocałunek na koniec kiedy Anne wpadła na Wentwortha.
Ja wiem, że nie wypada tak przy damach, ale to było obrzydliwe .
Ona go niemal ośliniła
Za tę końcówkę mam ochotę ich zepsuli mi cały film .
Ale Wenthwoth był dzielny i cudowny .
Anaru - Pon 23 Mar, 2009 22:51
| asiani napisał/a: | Ona go niemal ośliniła
Za tę końcówkę mam ochotę ich zepsuli mi cały film . |
To było z tymi biegami przez Bath i śliną pomiędzy nimi? Ktoś na krakowskim zlociku na ten temat się wypowiadał, tez z niesmakiem...
asiani - Pon 23 Mar, 2009 23:00
Tak dokładnie
Bleeee
Katarynka - Wto 24 Mar, 2009 00:30
Ja właśnie wczoraj odświeżyłam film No i Rupert znowu mnie "porwał" Z przyjemnością ogladam sceny z nim, choć zgadzam się też z uwagami pisanymi powyżej. Końcowy pocałunek faktycznie okropny. Może ja oglądałam coś innego ale ja raczej miałam wrażenie że Anne chucha na Wentwortha i to mnie kompletnie zniechęciło do oglądania tej sceny. Ja rozumiem, że Anne biegła jak w maratonie, ale w tej sytuacji nie brałabym się za całowanie.
Mimo to od wczoraj znowu mnie wzięło i mogłabym oglądać "Perswazje" (z pominięciem sceny pocałunku) non stop
Anaru - Wto 24 Mar, 2009 00:38
| Katarynka napisał/a: | Mimo to od wczoraj znowu mnie wzięło i mogłabym oglądać "Perswazje" (z pominięciem sceny pocałunku) non stop |
Hmmm... może ja to wreszcie kiedyś zobaczę
Calipso - Wto 24 Mar, 2009 22:02
| Katarynka napisał/a: | | miałam wrażenie że Anne chucha na Wentwortha |
Ja twierdzę,że siebie obwąchują
| Anaru napisał/a: | | Hmmm... może ja to wreszcie kiedyś zobaczę |
No właśnie,zastanów się
|
|
|