To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Literatura - Proza i poezja - Ostatnio przeczytane II

Agn - Śro 27 Lis, 2013 13:52

Moim zdaniem można. Meriadock Brandybook to nie jest nazwisko wynikłe z głębokich badań lingwistycznych. Badania kulturowe czy nie - w innych książkach też niedopuszczalne jest tłumaczenie nazwisk bohaterów. Okej, może być i np. Harry Potter - nazwiska mają znaczenie, ale Polkowski zostawił Snape'a Snapem, a Lupina Lupinem. Nam nic nie mówi, ale jakoś łyknęliśmy.
Jeszcze wracając - Łozińskiemu regularnie się obrywa, nie tylko za LOTR, dostał zryp także m.in. za Diunę.
Praca tłumacza to praca tłumacza, bez względu na to, co przekłada powinien do tego podejść z głową. I też nie uważam, by Montgomery była kiepską pisarką i trzeba ją było przerabiać. :lol: Jasne, zdarza się, że tłumacz ma lepszy styl itd., ale w przypadku Lucy tak nie jest.
Admete napisał/a:
nie ma to aż tak wielkiego znaczenia, jak ewentualna zamiana imion u Tolkiena.

Jak widać jednak ma, skoro jednym solą w oku jest oryginalny Barney, a mnie drażni jakiś Edward.
Zgodzę się tylko odnośnie Doss i Buby, bo to akurat ma znaczenie, że czytelnik rozumie, o co biega. Dla mnie Doss jest jak imię pokojówki, ale jak się uprzeć to dosłownie oznacza "łatwiznę". Powiedzmy, że mam jakieś rozeznanie w angielskim, więc łapię, że Doss dla Valancy to jak nazywać ją wiecznie smarkulą albo "dziecko".

Admete - Śro 27 Lis, 2013 15:41

Mamy inne zdania, dla mnie to dwie różne książki i dwie różne sprawy :) Nic na to nie poradzę. Nie będę cię przekonywać, bo ostatnio nie za bardzo mi zależy na przekonywaniu do czegokolwiek i myślę, że najlepiej jest jak każdy zostaje przy swoim :) A książki najlepiej czytać w oryginale ;) Co też w przypadku LOTR czynię. Dużo tez zależy od tego, jaki się ma stosunek do danej książki. Montgomery to dla mnie nic więcej ponad książki z dzieciństwa.
Agn - Śro 27 Lis, 2013 15:44

Zamierzam. Chcę sobie kiedyś nabyć Błękitny zamek w oryginale.
A książki fakt, niektóre najlepiej przeczytać w oryginale. Choć może ja sobie niektóre daruję, bo po angielsku to jeszcze jeszcze, ale inne języki zdecydowanie odpadają. *imaginuje sobie czytanie Chwastów* Bardzo zabawne. :lol:

Admete - Śro 27 Lis, 2013 15:51

Ja bym chciała serię o braciszku Cadfaelu w oryginale, bo polskie tłumaczenie w 2/3 cyklu jest koszmarne.
Trzykrotka - Czw 28 Lis, 2013 10:10

Że jeszcze wrócę na chwilę do Błękitnego Zamku :kwiatek:
Generalnie to ja zgadzam się z Agn co do tego, że tłumaczenie powinno być wierne. Nie od tego jest tłumacz, żeby poprawiać autora. I oczywiście, brak zdania o ukradzionej łyżeczce z zastawy ciotki, czy fragmentu akapitu o krzewie rożanym jest nieuzasadniony - nie rozumiem, czemu pierwsza tłumaczka to opuściła. Dlatego nowe tłumaczenie przywitałam z przyjemnością. Do imion Joanna i Edward byłam przyzwyczajona, znając Błękitny Zamek, zanim go przeczytałam, z adaptacji teatralnej (biało-czarny spektakl teatru telewizji i operetka, którą widziałam kilka razy w Krakowie), ale to też - powiedzmy sobie - nie takie ważne.
Najważniejsze, co przepadło w nowym tłumaczeniu, to bardzo dobrze oddany pierwotnie klimat opowieści. Kto czytał, ten wie, jak uroczy (mimo wszelkich słodkości a la Lucy Maud Montgomery) jest Błękitny Zamek w wydaniu z dziewczyną w kapelusiku i zamkiem z wieżyczkami za jej plecami. To nowe było jak masa papierowa bez smaku, zniknął gdzieś staranny dobór słów, klimat domku na wyspie, kanadyjskich lasów, nawet specyficzny humor, z jakim opisywana była upiorna rodzina bohaterki. Zrobiła się linia płaska, zamiast pięknie sfalowanej. Mam oba wydania, ale kiedy chcę sobie do książki wrócić dla ogrzania serca, zawsze wracam do tej starej, zaczytanej na śmierć.

milenaj - Czw 28 Lis, 2013 12:59

A ja jeśli chodzi o wydanie "Błękitnego zamku" to mam chyba nowe, bo imiona się zgadzają, ale kupione już jakieś naście lat temu. W międzyczasie pojawiło się jakieś jeszcze?

Znam tylko to i jest to, jak Agn napisała, jedna z moich ulubionych ksiązek pocieszycielek. :)

Agn - Czw 28 Lis, 2013 13:22

Trzykrotka napisał/a:
Kto czytał, ten wie, jak uroczy (mimo wszelkich słodkości a la Lucy Maud Montgomery) jest Błękitny Zamek w wydaniu z dziewczyną w kapelusiku i zamkiem z wieżyczkami za jej plecami.

No właśnie ja czytałam i wcale nie znajduję go uroczym. Jak pisałam - tej wersji nie byłam w stanie przebrnąć. Natomiast w nowym tłumaczeniu podoba mi się nieziemsko. Cóż, wygląda na to, że wolę masę papierową bez smaku, niż ten "klimat" z pierwszego tłumaczenia, który do mnie nie dociera.

Agn - Czw 28 Lis, 2013 13:23

milenaj napisał/a:
mam chyba nowe, bo imiona się zgadzają, ale kupione już jakieś naście lat temu. W międzyczasie pojawiło się jakieś jeszcze?

Ostatnio pojawiło się kolejne wydanie w tym nowym tłumaczeniu, ale to jest to, co masz sprzed nastu lat.

BeeMeR - Czw 28 Lis, 2013 14:52

Ja mam słabość do starego wydania Błękitnego Zamku :serce:
Nowe jednak nie wpadło mi w ręce.

Obecnie czytam Grę Endera - chyba trzeci raz, ale ta książka się nie starzeje - i tym razem znów czyta mi się fantastycznie :oklaski:
I tylko się boję, że mi film spartolą :mysle:

Eeva - Czw 28 Lis, 2013 15:08

Agn napisał/a:
Zamierzam. Chcę sobie kiedyś nabyć Błękitny zamek w oryginale.
A książki fakt, niektóre najlepiej przeczytać w oryginale.

Zgadzam sie. Chociaż czytanie w oryginale może czasem być szokujące. Jedną z moich ulubionych książek jest "Tajemniczy Opiekun" Jean Webster. Nie dość że tytuł w oryginale to "Daddy-Long-Legs" (to taki pająk co mam małe ciałko i długie nogi, bleeeeh) to jeszcze główna bohaterka ma na imie Jerusha a nie Agata, co już w ogóle było olbrzymim szokiem:-)

Fibula - Czw 28 Lis, 2013 17:40

Agn napisał/a:
Trzykrotka napisał/a:
Kto czytał, ten wie, jak uroczy (mimo wszelkich słodkości a la Lucy Maud Montgomery) jest Błękitny Zamek w wydaniu z dziewczyną w kapelusiku i zamkiem z wieżyczkami za jej plecami.

No właśnie ja czytałam i wcale nie znajduję go uroczym. Jak pisałam - tej wersji nie byłam w stanie przebrnąć. Natomiast w nowym tłumaczeniu podoba mi się nieziemsko. Cóż, wygląda na to, że wolę masę papierową bez smaku, niż ten "klimat" z pierwszego tłumaczenia, który do mnie nie dociera.

Agn, byłoby nudno, gdyby wszystkim podobało się to samo. :kwiatek: Mam jak Trzykrotka (chyba już kiedyś o tym pisałam) - wydanie okrojone, mimo okrojenia, jest moją wersją Błękitnego Zamku i nic nie poradzę na to, że nowe nijak do mnie nie przemawia. I oczywiście wracam tylko do niego, bo z Tajemniczym opiekunem (z kontynuacją), Pollyanną (z kontynuacją) i Przyślę Panu list i klucz (też z kontynuacją :mrgreen: ) składa się na mój zestaw książek z młodości, do których stale wracam.

Agn - Czw 28 Lis, 2013 21:01

Fibula napisał/a:
I oczywiście wracam tylko do niego, bo z Tajemniczym opiekunem (z kontynuacją)

Błękitny zamek ma kontynuację? :co_stracilam:

Fibula - Czw 28 Lis, 2013 21:37

Nie, nie, a szkoda. Pozostałe wymienione.
Agn - Czw 28 Lis, 2013 21:38

A już chciałam urządzić obławę... :lol:
Coś mi się pokicało i źle przeczytawszy.

Agn - Pon 02 Gru, 2013 21:18

Przeczytałam sobie Królową lady Colin Campbell - bardzo mi się podobała. Nie czytałam aż tak wielu biografii, więc nie wiem, na ile jest to standard, ale podobało mi się, że tyle pisała o tym, co było wokół Elżbiety. Znaczy się... jak to ująć? Dużo detali? Tło? W każdym razie dobrze mi się czytało. Aczkolwiek ktoś chyba o tym gdzieś pisał i też mam takie dziwne wrażenie, że autorka chyba nie lubi swojej bohaterki. Ale mogę się mylić.

Przeczytałam też Przewrotność dobra Jolanty Kwiatkowskiej - powieść psychologiczna, o kobiecie po ciężkim dzieciństwie (pochodzi z patologicznej rodziny, w której wśród pseudokatolickiego bełkotu oraz "to dla twojego dobra, byś czyniła dobro" była poniżana, traktowana jak mebel czy zwierzę do tresowania (brat w tym celował), była także molestowana seksualnie itp.). Kiedy w końcu wyzwala się... nie jest w stanie stworzyć normalnych relacji, chce, by jej dobro (bardzo, bardzo źle pojęte) zostało dostrzeżone, w jej głowie tworzą się osobowości, a ona sama wyczekuje momentu, w którym stanie się Królową Dobra. I powoli zamienia się w manipulantkę mistrzowskiej igły. Można się wściec przy lekturze i chyba o to chodziło autorce.
Niesamowita rzecz.

Akaterine - Pon 02 Gru, 2013 21:59

Agn napisał/a:
Przeczytałam sobie Królową lady Colin Campbell - bardzo mi się podobała. Nie czytałam aż tak wielu biografii, więc nie wiem, na ile jest to standard, ale podobało mi się, że tyle pisała o tym, co było wokół Elżbiety. Znaczy się... jak to ująć? Dużo detali? Tło? W każdym razie dobrze mi się czytało. Aczkolwiek ktoś chyba o tym gdzieś pisał i też mam takie dziwne wrażenie, że autorka chyba nie lubi swojej bohaterki. Ale mogę się mylić.

Też to czytałam i też bardzo mi się podobało. Czytałam opinie, że ta biografia jest trochę (albo bardzo) plotkarska, ale mi się to podobało, bo właśnie tworzyła takie barwne tło.

Agn napisał/a:
Aczkolwiek ktoś chyba o tym gdzieś pisał i też mam takie dziwne wrażenie, że autorka chyba nie lubi swojej bohaterki. Ale mogę się mylić.

Ja miałam wrażenie, że autorka sama nie wie, jaki ma stosunek. Pod wieloma względami jej nie lubiła, ale pod wieloma podziwiała. W sumie się nie dziwię ;) .

Admete - Nie 08 Gru, 2013 14:20

Jakoś mnie naszło na powrót do klasyki. Pożyczyłam w bibliotece Nemezis Agathy Christie. Jeśli kiedyś czytałam tę powieść, to już zapomniałam. Panna Marple to już staruszka z reumatyzmem, ale umysł ma sprawny i nadal twarda z niej kobieta ;) A teraz zabrałam się za książkę Leigh Eduardo "Kochanki - o uwodzeniu, władzy i ambicji historie prawdziwe". Pierwsza z prezentowanych kochanek to Barbara Villiers - odległa antenatka samej księżnej Diany ;)
Ania Aga - Nie 08 Gru, 2013 19:15

Admete napisał/a:
Panna Marple to już staruszka z reumatyzmem, ale umysł ma sprawny i nadal twarda z niej kobieta

I lubi kuropatwy :mrgreen:

Agn - Wto 17 Gru, 2013 23:02

Skończyłam Wołanie kukułki Roberta Galbraitha, który jest Joaśką Rowling.
Jak pisałam wcześniej (pisałam? chyba tak; edycja: tak, tutaj) - nie należy się tej książce takie zjechanie jakie oberwała, kiedy jeszcze nikt nie wiedział, że to Rowling. Starałam się do tej książki podejść najobiektywniej jak mogłam. Podtrzymuję zdanie, że nie jest to arcydzieło godne Nobla, ale czytało się naprawdę przyjemnie. Mimo że nie ma napięcia i takiego poczucia, że jeśli nie przeczytasz jeszcze jednego rozdziału tej nocy, to cię wykręci z ciekawości, ale Rowling ma fajny styl, który wyrobiła sobie pisząc Pottera, umie opowiadać i nie nudzi. Rozwiązanie jak dla mnie kapkę przekombinowane, ale niech tam - doceniam fakt, że skupiła się na śledztwie, a nie na wypruwaniu z ofiary flaków i serwowaniu nam rozwalonych jelit pod nos. Morderstwo w jej wykonaniu jest "czyste", coś jak w starej klasyce. Nie ma pastwienia się nad ofiarą, po prostu... "wziął i zabił". W jaki sposób i jak potem kombinował, to już inna para kaloszy.
Ponoć Wołanie kukułki otwiera cykl kryminałów z Cormoranem Strikiem. Bardzo chętnie przeczytam kolejny, bo odprężyłam się przy lekturze i polubiłam bohatera (oraz jego bystrą sekretarkę-asystentkę). Nie wiem, czy chciałabym to mieć na półce, bo coś czuję, że nie będę czytała tego drugi raz, ale jeśli znajdziecie w bibliotece, to dajcie tej książce szansę. :)

A na ząb na szybkiego wzięłam sobie Shani Boianjiu Naród, który nie zna strachu. Ponieważ jakiś czas temu połknęłam Izrael oswojony, gdzie było coś niecoś o żołnierkach, więc zainteresowała mnie ta powieść, bo właśnie prawi o dziewczynach, które muszą odbyć służbę wojskową. Na razie Jael, bohaterka, nie wzbudza mojej sympatii. Ale jestem dopiero na początku i ciekawi mnie temat (autorka, oczywiście, ma za sobą służbę w izraelskiej armii, więc mniemam, że wie, o czym pisze), zobaczymy, jaki będę miała do niej stosunek po zakończeniu lektury. Zresztą na zadzie książki napisano, że przemawiać będą trzy dziewczyny. Jael, Awiszag i Lea. Obaczym, opowiem.

Admete - Śro 18 Gru, 2013 06:57

A ja zaczęłam biografię księdza Twardowskiego, ale nie czytam systematycznie, trochę skaczę po książce.
Agn - Śro 18 Gru, 2013 10:22

Skaczesz po książce? Profanie! Jak ta książka będzie z odciskami butów wyglądała? :lol:
A poważnie - nigdy mnie nie ciągnęło do biografii księży. Ani Twardowski, ani Wyszyński, ani Kolbe, ani Jan Paweł II mnie nigdy nie skusili i wciąż nie kuszą. A biografie lubię.

Admete - Śro 18 Gru, 2013 12:52

To nie jest biografia księdza, tylko księdza-poety. Biografia księdza skupiałaby się tylko na jego posłudze kapłańskiej. Twardowski nie jest moim poetą, ale sama postać intrygująca i wcale niejednoznaczna.
Agn - Śro 18 Gru, 2013 23:02

Ksiądz-poeta też mnie nie interesuje. Ja wiem, że to był mądry człowiek itd., ale ksiądz-poeta, ksiądz-ksiądz czy inny - to nie dla mnie.

Poddałam się z Narodem, który nie zna strachu. W opiniach na okładce było, że autorka ma szczery i prosty styl. Dla mnie ten styl jest niedorobiony, a bohaterki rzadko kiedy mają coś ciekawego do powiedzenia (zdarza im się, ale nie zaciekawiło mnie to wszystko). Miałam w każdym razie nadzieję na coś ciekawszego. Odłożyłam. Wzięłam się za A lasy wiecznie śpiewają... Trygve Gulbranssena. Zaczęło się dobrze. :)

Admete - Czw 19 Gru, 2013 07:50

Dla mnie to biografia człowieka. Jak każda inna, nie widzę problemu w czytaniu. Lubię biografie. Poza tym on księdzem został w wieku 30 lat, nie od razu był księdzem ;)
Agn - Czw 19 Gru, 2013 10:37

Wiem i naprawdę nie mam nic przeciwko, by o nim pisać i czytać, po prostu mnie to w dziwny sposób nie rusza, nie umiem tego wyjaśnić.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group