Literatura - Proza i poezja - Cykl o Ani i inne książki L.M. Montgomery
Agn - Sob 08 Sty, 2022 23:34
No, jak by nie bylo "green gables" faktycznie oznacza "zielone szczyty".
Problem w tym, ze bardziej sie z tymi szczytami kojarzy "Heidi".
annmichelle - Nie 09 Sty, 2022 10:16
No właśnie pomyślałam: gdzie te szczyty na Wyspie księcia Edwarda?
Natomiast co do zachowania orygialnych imion to jestem "za" - zawsze mnie to irytowało w tłumaczeniach tego cyklu, podskórnie (jako dziecku) nie pasowały mi te wszystkie Karolki, Tadzie, Krzysie, Elżbietki, Krysie, itd.
Admete - Nie 09 Sty, 2022 10:35
Mnie natomiast pasowały, bo nie znałam wcale angielskiego. Nie wiem nawet na ile zdawałam sobie sprawę z faktu, że nie powinno być takich imion w Kanadzie. Pewnie teraz miałabym kłopot z nowymi tłumaczeniami.
Agn - Nie 09 Sty, 2022 10:55
| annmichelle napisał/a: | No właśnie pomyślałam: gdzie te szczyty na Wyspie księcia Edwarda?
|
Na czubkach wzgorz. Nie znam topografii tej wyspy, zgaduje, ze nie ma tam gor?
Ja sie przyzwyczailam do An, Tadziow, Malgorzaty Linde i innych, ale nie przepadam za Ania, wiec nie bede sie az tak wczytywac. Choc na pewno zerkne do tlumaczenia jak juz bedzie, z czystej ciekawosci.
Obstawiam ze to raczej bedzie wydanie dla entuzjastow tlumaczen albo samej powiesci, cos jak nowe tlumaczenia Bulhakowa. Bo raczej nie przyjmie sie po tylu latach jako glowny przeklad.
Trzykrotka - Nie 09 Sty, 2022 10:55
"Szczyty" dotyczyły wykończeń dachu, takich spiczastych wypustów na mansardzie, ale i tak to dosłowne tłumaczenie brzmi komicznie Naprawdę czasami dosłowność powinna ustąpić, zwłaszcza w obliczu niezamierzonego komizmu. Zostawienie w Błękitnym Zamku rodowego przydomka bohaterki jako dosłownie Doss nie tłumaczy, dlaczego ona go nie lubiła. Imię jak każde inne. Dawne imię Buba było lepsze, rozumiało się samo przez się, że dorosła kobieta nie chce być tak nazywana.
Te "szczyty" są zabawne, miałam reakcję jak annemichelle. Poza tym Ania i Zielone Wzgórze chyba zbyt mocno już utkwiły w pop kulturze, żeby teraz to zmieniać. Ale jako ciekawostka - czemu nie. Przeczytałabym.
Admete - Nie 09 Sty, 2022 11:38
No właśnie - Błękitny zamek w nowym tłumaczeniu wiele stracił. Powinnam poszukać starego.
Admete - Nie 09 Sty, 2022 13:22
Czytam sobie Błękitny zamek. W starym tłumaczeniu.
BeeMeR - Nie 09 Sty, 2022 14:05
Ja uznaję tylko stare tłumaczenie Błękitnego Zamku.
Co do Zielonych Szczytów to uszami duszy słyszę kolegę dowcipkującego o szczytującej Ani
RaczejRozwazna - Nie 09 Sty, 2022 14:41
Zmiana tytułu tak zakorzenionego w kulturze jest przejawem albo wielkiej pewności siebie albo po prostu braku wyczucia. Jeżeli już to powinien się zmienić na "dom o zielonym dachu".
Natomiast powrót do anglojęzycznych imion uważam za dobry. Ewentualnie co do ich tłumaczenia - o ile "Ania" mi nie przeszkadzała to "Andzia" już w mojej młodości było zdrobnieniem niespotykanym. Lepiej byłoby je zastąpić np. Anką - to by bardziej uwiarygodniło ową w sumie dość dziwaczną niechęć do popularnego zdrobnienia (forma Ann jest bardzo popularna). A chyba najbardziej poprawnie byłoby Anna - Ania, z tym, że z kolei w języku polskim Ania kojarzy się bardzo dobrze.
Admete - Nie 09 Sty, 2022 15:23
Anka zamiast Andzia. Miałam w szkole koleżankę, która bardzo się złościła, gdy ktoś mówił do niej Anka. Miała nawet pretensje, że do mnie mówią Ania, a do niej Anka
Ania Aga - Nie 09 Sty, 2022 15:29
Do mnie w dzieciństwie mówiono Hania, zamiast Ania, bardzo tego nie lubiłam.
Agn - Nie 09 Sty, 2022 15:39
RR, jestesmy chyba z tego samego pokolenia, ale u mnie normalnie funkcjonowalo zdrobnienie "Andzia", ktore faktycznie brzmi kretynsko i zadna ze znanych mi Anek go nie lubila.
Moze to kwestia regionu?
Z BZ jak wiadomo kocham poprawne tlumaczneie bez zmian imion. Te Doss faktycznie mogli zmienic, ale reszta jest dla mnie super i tylko to tlumaczenie lubie.
Admete - Nie 09 Sty, 2022 15:51
Hania mówiła do mnie babcia i czasami stara dyrekcja ( w jej wykonaniu tego nie znosiłam ).
Tamara - Nie 09 Sty, 2022 16:18
Ja bym Andzi nie zamieniała na nic innego, bo jest to zdrobnienie wyjątkowo ohydne i taka wersja bardzo w tym wypadku pasuje. Andzia była swego czasu popularną wersją zdrobnienia Anny , i ja osobiście nie znosiłam, jak ktoś tak się do mnie zwracał .
Zamiana Hania/Ania też jest mi znana, zwłaszcza na suwalszczyźnie byłam nagminnie zwana Hanią
Tamara - Nie 09 Sty, 2022 16:28
Nie cierpię nowych tłumaczeń bo rzadko które współczesne jest lepsze od takiego sprzed kilkudziesięciu lat . I zawsze wg mnie jest robione na siłę, aby tylko zaistnieć jako twórca nowej wersji, a że będzie ona do bani to czort z tym poza tym tak jak piszecie , wersje znane od dziesiątków lat zakorzeniły się w kulturze i świadomości społecznej i próba zmiany niekoniecznie może przynieść korzystne efekty - w sensie zniszczenia pewnego kodu kulturowego, zrozumiałego dla całych pokoleń wychowanych na danej wersji,zwłaszcza , gdy tłumacz nie zna dobrze swojego języka ojczystego.
Mnie powalił pierwszy wyczyn z tej serii sprzed wielu lat, mianowicie przeróbka Kubusia Puchatka na Fredzię Phi-Phi
Dla mnie spolszczenia imion w starych tłumaczeniach były normalne, bo wtedy kultura anglosaska była od nas zbyt oddalona , żeby oryginalne wersje zostały zaakceptowane. Tym bardziej w książkach dla dzieci/młodzieży, w czasach, gdy naukę angielskiego zaczynało się dopiero w szkole średniej .
Admete - Nie 09 Sty, 2022 16:36
| Tamara napisał/a: | | Tym bardziej w książkach dla dzieci/młodzieży, w czasach, gdy naukę angielskiego zaczynało się dopiero w szkole średniej |
Właśnie, gdy czytałam Anię uczyłam się w szkole podstawowej rosyjskiego...
Tamara - Nie 09 Sty, 2022 16:38
No dokładnie. A ja z Anią zetknęłam się jeszcze przed rozpoczęciem nauki języków obcych w ogóle , bo szkoła zafundowała wyjście do teatru na przedstawienie Ania z Zielonego Wzgórza i to było chyba w trzeciej czy czwartej klasie , a nauka rosyjskiego zaczynała się dopiero w piątej.
Przy czym absolutnie nie twierdzę, że nowe tłumaczenia nie mogą być dobre - bo na pewno mogą, ale tłumacze mają bardzo ciężkie zadanie, musząc przebić utrwalone wersje
i stworzyć nowe , które się zakorzenią w kulturze. A trudno jest stworzyć coś lepszego niż pierwsze zdanie DiU , czy inne teksty, które weszły nie dość że do kanonu literatury, to jeszcze do języka potocznego .
annmichelle - Nie 09 Sty, 2022 16:42
Dziewczyny, ale z tymi językami obcymi dawniej też było różnie.
Rosyjski, oczywiście, był obowiązkowy, sama miałam go od bodajże czwartej klasy podstawówki.
Ale np. angielski miałam przez 2 lata już w przedszkolu, jako zajęcia dodatkowe (jak np. rytmika) i było to przedszkole państwowe.
A w podstawówce, obok rosyjskiego, miałam też obowiązkowy niemiecki.
Liceum to już oczywiście wybierało się ze względu na profil i np. języki obce (w moim przypadku niemiecki i angielski).
Agn, Wyspa Księcia Edwarda nie ma szczytów, nie ma nawet gór, a tylko jakieś tam pagórki , za Wikipedią: Powierzchnia wyspy niemal idealnie płaska wznosi się średnio 25 m n.p.m. Jedynymi wzniesieniami są 2 wzgórza Glen Valley o wysokości 142 m oraz drugie 125 m n.p.m.
Tamara - Nie 09 Sty, 2022 16:44
| annmichelle napisał/a: | | z tymi językami obcymi dawniej też było różnie. |
Zależy kiedy się chodziło do szkoły i gdzie.
annmichelle - Nie 09 Sty, 2022 17:02
| Tamara napisał/a: | | annmichelle napisał/a: | | z tymi językami obcymi dawniej też było różnie. |
Zależy kiedy się chodziło do szkoły i gdzie. |
Właśnie o tym pisałam - to nie jest tak, że wcześniej był tylko rosyjski.
Admete - Nie 09 Sty, 2022 17:34
U mnie był tylko rosyjski. W 7 klasie mieliśmy po jednej godzinie francuskiego, do ósmej klasy. I tyle. Dopiero jako nastolatka zetknęłam się z angielskim i to był rok 1989. Ale tego angielskiego było raptem 2 godziny w tygodniu.
Trzykrotka - Nie 09 Sty, 2022 18:53
| annmichelle napisał/a: | Wyspa Księcia Edwarda nie ma szczytów, nie ma nawet gór, a tylko jakieś tam pagórki , za Wikipedią: Powierzchnia wyspy niemal idealnie płaska wznosi się średnio 25 m n.p.m. Jedynymi wzniesieniami są 2 wzgórza Glen Valley o wysokości 142 m oraz drugie 125 m n.p.m. |
Ma całkiem strome zejścia do morza. Pamiętam takowe u kucharza z programu Szef kuchni w domu - mieszkał on sobie na Wyspie Księcia Edwarda i ani pół szczytu tam nie było, za to dachy spiczaste. Mówię wam, te "gables" to słówko z dziedziny dekarstwa, nie geografii.
Ja uczyłam się angielskiego i francuskiego w podstawówce, ale to były lekcje dodatkowe, rodzice mi za nie zaplacili. Były w szkole i w MDK. Jako normalny przedmiot szkolny angielski miałam dopiero w ogólniaku i dziwnie było mi uczyć się, że I am, she is...
RaczejRozwazna - Nie 09 Sty, 2022 18:59
Przyzwyczaiłam się do starego tłumaczenia Ani - zresztą fragmenty znałam kiedyś na pamięć - niemniej już lata temu czułam, że można by je lekko uwspółcześnić. Te wszystkie np. "smukłe dziewczęcia" kojarzą się mi wyłącznie z rekolekcjami zakonnymi "dla dziewcząt" bo tej formy nikt chyba, poza żargonem kościelnym, już nie używa. Więc dziewczyny - nie dziewczęcia i chłopaki - nie młodzieńcy i nastolatki zamiast podlotków itp.
Trzykrotka - Nie 09 Sty, 2022 19:04
I bez uczniaków - Gilbert "uczniak" zawsze mnie denerwował. I - szczerze - chętnie przekonam się, jak nowe tłumaczenie odda opisy przyrody, których w Ani jest, jak wiemy, zatrzęsienie.
Admete - Nie 09 Sty, 2022 19:06
W dużych miastach łatwiej było o nauczycieli języków zachodnich.
|
|
|