Fantastyka - LOTR
Eeva - Czw 30 Sie, 2012 15:08
Film widziałam, ale najwyraźniej niedokładnie:-)
Chcę przeczytać książkę i planuję się zabrać za nią jak wrócę z urlopu.
Admete - Czw 30 Sie, 2012 15:11
A to jeszcze istotne czy wersję rozszerzoną czy podstawową widziałaś. Wątek Sarumana w książce jest inny, zaskoczy cię I cały początek jest inny, dużo dłuższy I czytaj tylko tłuamczenie Skibniewskiej, to poprawione, z Muzy. Ale żeby w pełni docenić WP, to trzeba jeszcze znać Silmarillion Ale to już wyzsza szkoła jazdy - trzeba lubić.
Eeva - Czw 30 Sie, 2012 15:15
O jaaa, nie mam pojęcia jaką widziałam. Nie wiedziałam że są dwie. Rany, okazuje się że jestem w tym temacie jeszcze bardziej ograniczona niż myślałam.
Bardzo fajnie, że wątek jest inny, lubię takie "inności" - w ten sposób namówiłam koleżankę na przeczytanie Harrego Pottera - mówiąc, ze pewne wątki są w książce zupełnie inne i ją zaskoczą. Najwyraźniej moja własna broń obróciła się przeciwko mnie;-)
Dziękuję za nakierowanie na tłumacza, sprawdzę w bibliotece jakie jest.
Admete - Czw 30 Sie, 2012 15:18
To może zacznij od Hobbita? Zresztą sama nie wiem, Hobbit to jednak książka dla dzieci, choć nie do końca typowa. Ostatecznie na początku WP masz podsumowanie wątku Bilba i Pierścienia.
Eeva - Czw 30 Sie, 2012 15:22
A wiesz, juz mam Hobbita pod ręką akurat, koleżanka z pracy mi pożyczyła i chciałam zabrać ze sobą na urlop.
Przekład: Paulina Braiter. Może być?
Admete - Czw 30 Sie, 2012 15:28
Może byc, choć ja preferuję Skibniewską i przekład Braiter mam, ale nie czytałam jeszcze. Aragonte właśnie czyta i ma porównanie odnośnie tłumaczeń Hobbita. Skibniewska tłumaczyła jeszcze za życia Tolkiena, przekład polski był jednym z pierwszych na język obcy.
Eeva - Czw 30 Sie, 2012 15:33
Ok, to jak przeczytam to podzielę się wrażeniami bądź ew. wątpliwościami W sumie to już zacznę dziś bo się najaralam mocno na tego Tolkiena po dzisiejszej rozmowie
Vasco - Czw 30 Sie, 2012 20:58
Przypominam, że jutro w kinach Helios maraton LotR w wersjach reżyserskich!
Deanariell - Czw 30 Sie, 2012 21:10
| Eeva napisał/a: | | W sumie to już zacznę dziś bo się najaralam mocno na tego Tolkiena po dzisiejszej rozmowie |
Super! Niesamowicie jestem ciekawa Twoich wrażeń - właśnie jako osoby, która z tym tematem nie miała wiele do czynienia - to będzie bardzo odświeżające spojrzenie. A postanowiłaś już od czego zaczniesz? Od Hobbita jednak? Zapowiada się to ogromnie interesująco, bo ja właśnie (dawno, dawno, dawno temu ) też najpierw czytałam Hobbita i pamiętam swoje bezgraniczne zdziwienie (ale to był taki pozytywny szok ), kiedy jakiś czas później "dorwałam się" do Władcy Pierścieni - zupełnie czegoś innego się wtedy spodziewałam, a wpadłam jak śliwka w kompot... Bo niby jedno i drugie jest powiązane tematyką oraz bohaterami, ale Władca to jednak zupełnie inna historia, o wiele poważniejsza i głębsza. Osobiście po lekturze byłam już na zawsze "stracona" i zachwycona rozmachem stworzonego przez Tolkiena świata. Teraz jest inaczej, dzięki ekranizacji i niezliczonym rzeszom fanów w internecie hasło "Tolkien" rozpracowane zostało na wszelkie możliwe sposoby, miliony osób na całej kuli ziemskiej coś tam, gdzieś tam, ale o tym słyszało. W czasach, gdy ja sięgałam po tę lekturę, była ona owiana "gęstą mgłą tajemnicy", prawie jak Święty Graal - niełatwo było do niej dotrzeć. Miałam szczęście "dopaść" wydanie III Czytelnika z 1990 r. Pożyczyłam od swojego wtedy chłopaka - dziś męża (który nota bene nigdy Władcy nie przeczytał i raczej nie ma zamiaru ) - a później już mu nie oddałam. Żartuję czasem, że wolałam faceta poślubić, niż zwrócić pożyczonego Tolkiena...
Pozwolę sobie podsumować porównaniem kulinarnym - powiedziałabym, że Hobbit to taka przystawka, Władca jest smakowitym daniem głównym, a Silmarillion to jak wyrafinowany deser dla koneserów.
Aragonte - Czw 30 Sie, 2012 21:11
U mnie kolejność czytania Tolkiena była uzależniona od dostępności książek, tak więc najpierw Hobbit (z biblioteki), potem zakupiony Silmarillion, a potem LOTR - zakupiony z obłędem w oczach w księgarni w Kielcach jakoś w 1990 roku
| Vasco napisał/a: | | Przypominam, że jutro w kinach Helios maraton LotR w wersjach reżyserskich! |
Ja chyba nie dotrę, choć mam bilet
Siła wyższa
Eeva, Admete właściwie napisała już większość tego, co ja mogłabym napisać, więc na razie nic nie dodam od siebie
MalaMi - Czw 30 Sie, 2012 21:41
A u mnie nie ma heliosa i do najblizszego mam niestety spory kawalek.
Dawno dawno temu. Najpierw byl HOBBIT, pozniej milosc do Wladcy, a pozniej, faktycznie wisienka na torcie
Admete - Czw 30 Sie, 2012 22:07
Ten obłęd w oczach przy kupowaniu WP to ja też miałam...Teraz to jak bajka sprzed potopu - książki są, trzeba mieć tylko pieniądze. Eevo tylko nie spodziewaj się takiej fantasy, jak się dziś pisze. To zupełnie coś innego. Tolkien swoje opowieści wywodził z języków - prawdziwych i wymyslonych. Tak więc na początku było słowo
Anonymous - Czw 30 Sie, 2012 22:23
Zaczelam od LOTRa Skibniewskiej i dlugo nie moglam przebrnac - nadal uwazam to tlumaczenie za jezykowy zakalec (i wiele osob, niestety, zniechecilo to tlumaczenie do tworczosci Tolkiena - zbyt wiele...) A potem zacisnelam zeby i jakos poszlo. Dopiero tlumaczenie Fracow mnie zachwycilo i wprowadzilo w swiat. Potem blyskawicznie przeczytalam Hobbita (dziwiac sie dlaczego tak sie to swietnie czyta - do momentu gdy sprawdzilam tlumacza ), a na koncu Sillmarilion, w ktorym to sie poczatkowo pogubilam w imionach, ale potem zaczelam sobie robic notatki i drzewko
Admete - Czw 30 Sie, 2012 22:26
Osobiscie uważam tłumaczenie Skibniewskiej za najlepsze Nie znam ani jednej osoby, którą by zniechęciło do przeczytania LOTR, natomiast znam przypadki zniechęcenia przez tłumaczenie Łozińskiego Tak Aine, wiem, że żyjemy w innych wszechświatach Nie ma na to rady Ja sie zwykle nie zgadzam z Tobą pod względem oceny tłumaczeń i wartości literackich książek, to już zasada Czytałam niedawno zachwyty jakiegoś pana nad tłumaczeniem Łozińskiego. Podawał tam jako przykład tłumaczenie początkowego wiersza o pierścieniach. I jego argument brzmiał, że przekład Łozińskiego jest lepszy, bo bardziej wyszukany - "Moim zdaniem widać wyraźnie, że wiersz, który podałem jako drugi jest bardziej wyszukany, choć opisuje to samo. Czy to nie lepiej?" - cytat z tekstu. Otóż prosz pana nie lepiej, bo tego wyszukania w oryginale nie ma, a tekst Tolkiena to nie barokowa łamigłówka. I ogólnie gość uważa, >>„ubarwienie” i kilka zamian, jakie wprowadził J. Łoziński tylko wyszło książce „na zdrowie” bez znaczącej zmiany treści.<< Kocham takie "ubarwienia" w przekładach Po co w ogóle utrzymywać nastrój i styl oryginału, lepiej wszystko "ubarwić". Aine ja po prostu uważam, że ty cenisz bardziej styl "ubarwiony", "rozbuchany", nie zależy ci na wierności i prostocie, bo sama masz wolisz nadmiar, ekspresję, sama jesteś ekspresywana i zamaszysta. Ja jestem skupiona na szczegółach, lubię rzeczy proste, lubię jasność, klarowność, spokój. Stąd i nasze zupełnie rózne postrzeganie świata i rzeczy
Deanariell - Czw 30 Sie, 2012 22:41
| Admete napisał/a: | | znam przypadki zniechęcenia przez tłumaczenie Łozińskiego |
No ba! Przegiął, mój Ssssssskarrrbie, przegiął! Ale jak to w życiu bywa - i ten przekład ma swoich fanów, ludzie to mają różne dziwne upodobania.
Ja niestety tłumaczenia Frąców nie znam, więc nie mogę zestawić ze Skibniewską, pamiętam jednak Waszą dyskusję na tym forum i porównywanie cytatów - dla mnie pierwsza tłumaczka Tolkiena, mimo wielu niedoskonałości, będzie chyba zawsze tą nadrzędną, choćby z tego istotnego powodu, że miała możliwość konsultowania się w kwestiach przekładu na język polski z Autorem oryginału. Mówcie sobie, co chcecie, ale to prawie jak dotknięcie przez Boga=Stwórcę.
Admete - Czw 30 Sie, 2012 22:43
Według wielu przekład Łozińskiego nie ma wiele wspólnego z oryginałem, a na pewno nie ma jego stylu. To podstawowy grzech, bo tłumaczenie powinno oddawać nastrój, styl pierwowzoru.
Tutaj ciekawa dyskusja na temat tłumaczeń Skibniewskiej i Łozińskiego.
http://wilczywykrot.blogs...pierscieni.html
Deanariell - Czw 30 Sie, 2012 22:51
| Admete napisał/a: | | To podstawowy grzech, bo tłumaczenie powinno oddawać nastrój, styl pierwowzoru. |
To tak nawet na logikę powinno być zrozumiałe... Ale podobno tłumaczenia są jak kobiety - albo piękne, albo wierne. Ludzie od wieków dyskutują nad tym zagadnieniem. [Tu taką małą próbkę współczesną znalazłam http://forum.mlingua.pl/a...hp/t-12877.html ]
Osobiście jestem zdania, że kobieta może być i piękna, i wierna. Nie widzę powodu, aby te dwie cechy miały się wykluczać z założenia.
Admete - Czw 30 Sie, 2012 22:58
A najlepiej czytac w oryginale. Na razie znam tylko fragmenty, ale w zasadzie dlaczego mam nie przeczytać całości po angielsku? Zacznę fragmentami i w końcu przeczytam całość
Deanariell - Czw 30 Sie, 2012 23:06
| Admete napisał/a: | | Wydaje mi się, że to porównanie juz było - wiersz w trzech tłumaczeniach: |
Pewnie było, ale nie zaszkodzi powtórzyć.
Łoziński beznadziejny moim zdaniem, a zwłaszcza to: "W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana" - skąd facet wziął tę moc niechcianą?! O "krzatów monarchach" łaskawie nie wspomnę... W przekładzie Skibniewskiej jedynie "krasnale" zgrzytają, ale to łatwo dałoby się poprawić w kolejnych wydaniach. Tu faktycznie najbardziej pasują "krasnoludzcy władcy" Frąców. Jeśli chodzi o rytm, melodię wiersza najbardziej zbliżoną do oryginału, to z filologicznego punktu widzenia nie mam wątpliwości, że mimo wszystko wygrywa przekład pani Skibniewskiej.
EDIT: Ej! Admete, zmieniłaś swój post i teraz moja wypowiedź nie pasuje do powyższej Twojej, ale nie poprawiam! Niedobra Ty!
Admete - Czw 30 Sie, 2012 23:18
Zawsze sama mogę poprawić twojego posta, he, he A tak na serio to niech każdy czyta przekład, który mu pasuje. Pewnie przekład Łozińskiego kupię, ale tylko wtedy, gdy będzie mniej niż teraz kosztował, bo mi szkoda pieniędzy. A najlepiej gdybym to wydanie mocno poprawione dostała za darmo Na razie wolę kupić drugie wydanie Listów Tolkiena.
Anonymous - Czw 30 Sie, 2012 23:50
Admete - ja wiem. Nie raz rozmawialysmy na ten temat. Ja mam natomiast na razie 8 znajomych, ktorych przekonalam do Tolkiena polecajac im inne tlumaczenie. Pamietaj, ze jako osoba od dawna siedzaca w Srodziemiu, spotkalas w KB osoby, ktore rowniez zachwycily sie tlumaczeniem Skibniewskiej i zachowalyu do niego sentyment traktujac kolejne jako herezje.
Nigdy nie kierowalam sie zdaniem innych, ani tym bardziej pana, ktory ceni sobie wyszukany jezyk. Oceniam ksiazki samodzielnie i pamietam swoje problemy ze Skibniewska. Pamietam problemy mojego taty i wujka, ktorzy na fantastyce i fantasy zeby potracili, czytajac namietnie niemal wszystko od swoich lat mlodosci. Jako wielcy fani fantastyki kompletnie nie mogli przebrnac przez jezykowego gniota Skibniewskiej. I pojawil sie Lozinski z tlumaczeniem nazw i imion. I sama nie wiedzialam, co gorsze. Lozinski ma piekny, jezyk. Naczytalam sie w zyciu tyle sredniowiecznych kronik, tyle pamietnikow - Lozinski rzeczywiscie oddaje ich jezyk. Tyle, ze tlumaczenie nazw wlasnych jest okropne. Najbardziej cenie tlumaczenie Fracow (swzczegolnie, ze mam pieknie wydane, z ilustracjami bodajze Alana Lee).
Niedawno (2 tyg. temu) spotkaloam kolejna osobe, ktora zniechecial sie calkowicie do Tolkiena przez tlumaczenie Skibniewskiej. Polecilam Fracow i jakies 3 dni temu okazalo sie, ze ksiazka jest pasjonujaca.
Dla mnie Skibniewska to jest jednak gniot jezykowy i nic tego nie zmieni. Juz wloskie tlumaczenie jest ladniejsze - melodyjne niczym muzyczny jezyk Tolkiena. No wlasnie. LOTRa czytalam w oryginale - bylo wyzwaniem ze wzgledu na bariere jezykowa, ale melodia jezyka, dobor slownictwa od razu kojarzy mi si sie z sredniowiecznym eposem (z ktorym zakalec Skibniewskiej nie ma absolutnie nic wspolnego. I co z tego, ze konsultowala sie z autorem, skoro jej polszczyzna daje wiecej do zyczenia niz samo tlumaczenie? ).
Nie jestem zwolenniczka Lozinskiego - absolutnie. Ale wersja po poprawkach i powrot do nietlumaczenia imion i nazw wlasnych - jest to dla mnie duzo lepszym tlumaczeniem, niz Skibniewska powodujaca zatwardzenie i gazy. Nic tylko zastanawiac sie jak glosno tym razem bedzie sie pierdziec...)
W gruncie rzeczy zadne tlumaczenie nie jest tak piekne jak oryginal, ale bardzo lubie Fracow rowniez ze wzgledu na malowniczoswc wydania
Deanariell - Pią 31 Sie, 2012 00:01
| Admete napisał/a: | | tak na serio to niech każdy czyta przekład, który mu pasuje |
Fakt. To zdrowe podejście i komfortowe, że człowiek ma w ogóle możliwość wyboru.
Mnie Łoziński zdecydowanie i kategorycznie NIE pasuje. Jeśli kiedyś sięgnę po ten przekład, to jedynie w sytuacji ostatecznej, gdy wszystkie inne perwersyjne rozrywki będą już poza moim zasięgiem - albo jak ksiądz mi da to jako pokutę. Myślę, że prędzej przeczytam przekład Frąców.
Deanariell - Pią 31 Sie, 2012 00:19
| AineNiRigani napisał/a: | | Lozinski ma piekny, jezyk. Naczytalam sie w zyciu tyle sredniowiecznych kronik, tyle pamietnikow - Lozinski rzeczywiscie oddaje ich jezyk. |
Możliwe, możliwe... Nigdy nie twierdziłam, że pan Łoziński jest ogólnie złym tłumaczem - broń Eru - jednak w przypadku WP jego przekład jest dla mnie "nieczytalny", próbowałam i nie dałam rady. Być może, gdybym od razu na niego trafiła i nie miała wtedy pojęcia o istnieniu Skibniewskiej (bo o Frącach to nawet wróble jeszcze nie ćwierkały ), to jako taką ogólnie pojętą opowieść pewnie bym przełknęła - tak myślę, ale w innych okolicznościach nerwica mnie brała już po kilku stronach...
Spotkałam raz miłośniczkę WP, która znała właśnie tylko wersję Łozińskiego, ja jedynie Skibniewską - dogadałyśmy się co do osoby autora, tematu książki, ale jak przyszło do wymiany wrażeń z lektury, to jakoś ciężko było się wzajemnie zrozumieć - coś w stylu: "Wiesz, z postaci najbardziej polubiłam Aragorna. - O? Serio? A ja przeciwnie, zupełnie straciłam głowę na punkcie Łazika..." Taaaaaaa... Itp. Itd.
Przy czym osobiście nie jestem ortodoksem i nie traktuję przekładu Skibniewskiej jako biblii objawionej, nie do ruszenia, którą powinno się czytać w nabożnym skupieniu. Jak mi się uda kiedyś wreszcie pożyczyć WP w tłumaczeniu Frąców i znaleźć czas na przeczytanie, to Ci powiem z uzasadnieniem na konkretnych cytatach, która wersja mi bardziej pasuje, a która jest językowym "gniotem". Co do Il Signore degli Anelli - znasz moje zdanie.
Anonymous - Pią 31 Sie, 2012 00:34
| Deanariell napisał/a: | | AineNiRigani napisał/a: | | Lozinski ma piekny, jezyk. Naczytalam sie w zyciu tyle sredniowiecznych kronik, tyle pamietnikow - Lozinski rzeczywiscie oddaje ich jezyk. |
Możliwe, możliwe... Nigdy nie twierdziłam, że pan Łoziński jest ogólnie złym tłumaczem - broń Eru - jednak w przypadku WP jego przekład jest dla mnie "nieczytalny", próbowałam i nie dałam rady. |
Pierwsze czytanie Lozinksiego kojarzylo mi sie z meduzami. Plyniesz sobie rozkosznie, a potem trafiasz na tlumaczenie imion i nazw i jakby zetknelo sie z meduza i jej parzydelkami. Nie doczytalam do konca - ba !! Chyba I rozdzialu nawet nie doczytalam.
Ale jezyk mnie zafascynowal na tyle, ze gdy sie dowiedzialam, ze wbrew woli tlumacza kolejne wydania pozbawione sa tego zabiegu spolszczenia imion i nazw - przeczytalam te wersje. I naprawde mi sie podobala - taka bajeczna i mitologiczna. No i piekny jezyk. Naprawde mialam wrazenie, ze czytam oryginalne zapisy sredniowiecznej kroniki
A Fracowie maja tak piekne wydanie, ze nie sposob ich nie polubic.
Deanariell - Pią 31 Sie, 2012 00:38
| AineNiRigani napisał/a: | | Fracowie maja tak piekne wydanie, ze nie sposob ich nie polubic. |
Z tym akurat nie sposób polemizować.
|
|
|