Powieści Jane Austen - Perswazje
Alison - Śro 31 Maj, 2006 17:16
| Trzykrotka napisał/a: | | I ta, w której wsadza ją prawie przemocą do powozu szwagrostwa, bo - nie patrząc - widzi, że jest bardzo zmęczona po spacerze. I słucha z natężeniem opowieści Luizy o Annie i Karolu... |
Oj tak, tak. Ja jednak jestem wielką fanką "Perswazyj"
Gosia - Śro 31 Maj, 2006 18:37
Tej sceny z dzieckiem niestety brakuje w ekranizacji, a czekalam na nia ogladajac film
Maryann - Śro 31 Maj, 2006 18:48
| basiek napisał/a: | | Trzykrotka napisał/a: | | na razie oni spotykają się znów po 8 i pół roku i on mówi o niej okrutnie: "zmieniona nie do poznania" |
Może chciał sam siebie przekonać , że już mu na niej niezależy. |
Jakoś mu to "samoprzekonywanie" słabo wychodziło.
| Alison napisał/a: | Sorki, jeśli będzie nie po kolei, ale muszę w tem miejscu się przyznać, że jakieś ogromne na mnie wrażenie robiła również scena, jak on jej tego siostrzeńca bachorowatego z "plec ściąga". Wielkieś mi uczyniła pustki... po prostu
Bez żadnych podtekstów, tak mi się jakoś powiedziało |
| Trzytkrotka napisał/a: | | I ta, w której wsadza ją prawie przemocą do powozu szwagrostwa, bo - nie patrząc - widzi, że jest bardzo zmęczona po spacerze. I słucha z natężeniem opowieści Luizy o Annie i Karolu... |
Zawsze w tych scenach mam wrażenie, że on ma pretensje do samego siebie, że los Anny jednak go obchodzi. Nie umie się powstrzymać, żeby jej nie pomóc, a ponieważ robi to jakoś tak wbrew sobie, to jest przy tym bardziej chłodny i oficjalny, niż każdy naprawdę obojętny znajomy.
przecinek - Śro 31 Maj, 2006 21:53
Za każdym razem gdy czytam obie te sceny - tą z dzieckiem i powozem, a także rozmowę Luizy z Kapitanem, którą słyszy Anna, żałuję, że autorka bardziej nie opisała okresu pierwszych zaręczyn Annay i kapitana. Jakie tak musiały być uczucia, piękne rozmowy i chyba też spotkania w tajemnicy. A przy okazji - zazdroszczę im tych powozów - wchodzenie i wychodzenie z samochodu nie jest tak powabne.
przecinek - Śro 31 Maj, 2006 21:59
Mój ulubiony cytat z rozdziału X "... poprzez rozległe, ogrodzone połacie ziemi, gdzie ryjące pola pługi i świeżo wydeptane ścieżki świadczyły o tym, że rolnik, wbrew słodyczy poetyckiego opisu, miał zamiar sprowadzić z powrotem wiosnę...". Zawszę się przy tym śmieję, widzę Annę podziwiającą widoki, marzącą, cytującą w pamięci poezję i wpadającą po kolana w błoto.
Gosia - Śro 31 Maj, 2006 23:08
| przecinek napisał/a: | | A przy okazji - zazdroszczę im tych powozów - wchodzenie i wychodzenie z samochodu nie jest tak powabne. |
To zalezy do jakiego i kto jest kierowca
Jeannette - Czw 01 Cze, 2006 16:28
| przecinek napisał/a: | | Mój ulubiony cytat z rozdziału X "... poprzez rozległe, ogrodzone połacie ziemi, gdzie ryjące pola pługi i świeżo wydeptane ścieżki świadczyły o tym, że rolnik, wbrew słodyczy poetyckiego opisu, miał zamiar sprowadzić z powrotem wiosnę...". Zawszę się przy tym śmieję, widzę Annę podziwiającą widoki, marzącą, cytującą w pamięci poezję i wpadającą po kolana w błoto. |
Może miała grube buciki?
Anonymous - Czw 01 Cze, 2006 19:17
| Gosia napisał/a: | | przecinek napisał/a: | | A przy okazji - zazdroszczę im tych powozów - wchodzenie i wychodzenie z samochodu nie jest tak powabne. |
To zalezy do jakiego i kto jest kierowca |
I czy otwiera drzwi, czy siedzie jak książe (ew. sięga przez Twoje siedzenie i Otwiera )
Anonymous - Czw 01 Cze, 2006 19:22
| Trzykrotka napisał/a: | | Swoją drogą - kapelusz kapitana Wenwortha wyglądał nie najgorzej własnie na nim - nie dość, że Ciaran Hinds jest bardzo wysoki, to jeszcze dodawał mu wzrostu - nie można było przejść obok niego obojętnie. |
On jest nie tyle wysoki (Chociaz to tez), co ma pociąłą twarz. Ten kapelusz mu ją jeszze wydłuża i robi się taka końska gęba.
Alison - Czw 01 Cze, 2006 19:49
| AineNiRigani napisał/a: | | Trzykrotka napisał/a: | | Swoją drogą - kapelusz kapitana Wenwortha wyglądał nie najgorzej własnie na nim - nie dość, że Ciaran Hinds jest bardzo wysoki, to jeszcze dodawał mu wzrostu - nie można było przejść obok niego obojętnie. |
On jest nie tyle wysoki (Chociaz to tez), co ma pociąłą twarz. Ten kapelusz mu ją jeszze wydłuża i robi się taka końska gęba. |
Gęba jak gęba, ale jakąś taką wadę wymowy ma czy coś, mówi tak jakoś... zębiska jakieś takie ma czy cóś w tem rodzaju, że jakby człowieka pocałował to chyba by mu plomby z jedynek powygryzał... ??:
Ja tam bym się bał z nim całować
Anonymous - Czw 01 Cze, 2006 20:01
i strasznie pluje...
przecinek - Czw 01 Cze, 2006 20:39
| Cytat: | | i strasznie pluje... |
Na szczęście nie w książce. A Hinds z wiekiem się wyrobił - w serialu "Rzym" z zeszłego roku grał Juliusza Cezara i był może nie tyle co piękny ale bardzo, bardzo pociągający.
Anonymous - Czw 01 Cze, 2006 20:45
Dla mnie już jako Rochester był pociągający. Taki bardzo gwałtowny, chociaż nie podobało mi się, że on tak ciągle krzyczał na tę biedną Jane. Ale jak najbardziej przekonujący
przecinek - Czw 01 Cze, 2006 21:00
A widziałaś "Sumę wszystkich strachów", chyba taki tytuł ma ten filmik, z Benem Aflekiem. Hinds gra tam rosyjskiego prezydenta. Jeden aktor, a jaki uniwersalny - grał juz Anglika, Rosjanina i Rzymianina
Gosia - Czw 01 Cze, 2006 21:01
Z ta szczeka to faktycznie jakis problem ma
izek - Czw 01 Cze, 2006 22:22
oj uwzięłyście się na niego dziouszki po prostu Irlandczyk z krwi i kości
a czy mi się wydawało czy w filmie Anna utyka? W książce tego nie znalazłam...
przecinek - Pon 05 Cze, 2006 19:10
Rozdział X - mamy kolejne zaręczyny, prawie, między Henriettą a a Karolem Hayterem, coś czego bardzo nie lubę w książkach z tej epoki - małżeństwa między krewnymi. Czy wtedy nie widzieli innych możliwości?
Jeannette - Pon 05 Cze, 2006 19:14
Takie małżeństwa miały korzyści: związek w swojej klasie, majątek zostawał w rodzinie. Poza tym jeśli się dobrze znali to mieli szansę stworzyć udaną rodzinę.
przecinek - Wto 06 Cze, 2006 20:04
Majątek, szczęśliwa rodzina a co z potomstwem? Wiem, że patrzę na to z perspektywy dzisiejszej nauki i obyczajów, ale wciąż mnie to razi.
Jeannette - Wto 06 Cze, 2006 20:16
Mimo wszystko małżeństwa zawierane były chyba z rozsądkiem, między dalszymi kuzynami.
Anonymous - Wto 06 Cze, 2006 21:17
Weźmy pod uwagę fakt, że jeszcze kilkaset lat wcześniej małżenstwa pomiędzy powinowatymi były kaziroctwem (np. dzieci małżonków z pierwszych małżeństw, albo związek macochy (ojczyma) z pasierbem (pasierbicą)) i jako takie bardzo surowo karane (w niektórych przypadkach ze śmiercią włącznie).
izek - Wto 06 Cze, 2006 21:23
| Jeannette napisał/a: | | Mimo wszystko małżeństwa zawierane były chyba z rozsądkiem, między dalszymi kuzynami. |
no tu akurat to było kuzynostwo 1-go stopnia, bo matka Henrietty była siostrą ojca Karola, jeśli dobrze to zrozumiałam...
mi się to też dziwne wydaje, choć nie wiem czy dobrze kojarzę, że i dziś można za specjalnym pozwoleniem poślubić kogoś tak blisko spokrewnionego. Hmm, ale o co chodzi z tymi pozwoleniami i od kogo są, tego nie wiem.
Anonymous - Wto 06 Cze, 2006 21:41
W XVI w. Henryk VIII musiał prosić o specjalną dyspensę aby poślubić Katarzynę Aragońską. Z czasami Jane dzieliło go zaledwie ok. 250-300 lat.
Weźmy jeszcze pod uwagę to, że to był kościół anglikański. Może tam jednak inne zasady panowały. Ja z całą ufnością wierzę Jane. Ona idealizowała uczucia, ale nie obyczaje i świat ją otaczający.
Z tego co wiem, dzisiaj kuzynostwo w I pokoleniu nie potrzebuje już dyspensy. Ale moge się mylić.
Maryann - Nie 11 Cze, 2006 19:23
| Alison napisał/a: | | "Perswazje" są super dla takich jak my, nie przymierzając, kobiałek pełnych dojrzałych malin, co to już nie mają złudzeń i taka dojrzała miłóść, co przetrwała wiele prób i najtrudniejszą próbę czasu, jest jednak najpiękniejsza. |
Spotkałam się kiedyś z opinią, że "Perswazje" to najbardziej gorzka książka JA. I przyznam się, że trochę tej opnii nie rozumiem. Bo gdzie tu mówić o goryczy, jeśli po wielu latach dwoje ludzi potrafi wybaczyć sobie i odnaleźć to, co kiedyś ich łączyło ?
Zgadzam się, książka ma trochę melancholijny ton, ale między melancholią a rozgoryczeniem jest chyba drobna róznica...
Trzykrotka - Pon 12 Cze, 2006 12:16
Myślę, że ta opinia wiąże się z faktem, że tak naprawdę tylko dzięki miłosierdziu autorki ta opowieść dobrze się kończy. Gdzieś podskórnie - ja przynajmniej - czuję, że w prawdziwym życiu Fryderyk ożeniłby sie z młodszą, świeższą, bardziej bezproblemową Luizą, a Anna pozostałaby sama, ze swoim wypielęgnowanym umysłem w charakterze pociechy na długie życie.
Ona jest jak piękna bajka - ta historia odnowionej miłości.
Może to tylko moje wrażemie - ale zawsze tak uważałam...
|
|
|