Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - tom II
Alison - Wto 30 Sty, 2007 14:59
| Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Mary, tylko nie mów mi co będzie dalej!!!! :o |
Ani mi się nie śniło. |
Noo, bo ciekawa jestem jak się rozwiną pewne wąteczki, a twardy jestem i nie zaglądam co będzie dalej w czerwonych i niebieskich kawałkach
Maryann - Wto 30 Sty, 2007 15:14
Ale pierwsze podrygi lorda Dyfeda masz we własnym zielonym kawałku...
Alison - Wto 30 Sty, 2007 15:25
| Maryann napisał/a: | Ale pierwsze podrygi lorda Dyfeda masz we własnym zielonym kawałku... |
No i wlaśnie w tych pierwszych mi się spodobał, lubię takie "krwiste" postaci
Maryann - Wto 30 Sty, 2007 15:31
"Krwisty" lord Brougham...
A tak przy okazji - jeśli prawdą jest stwierdzenie, że o wartości człowieka świadczą ludzie, z którymi się przyjaźni, to chyba należałoby anulować Darcy'emu tę czerwoną kartkę. Choćby za Bingleya i pułkownika Fitzwilliama.
Alison - Wto 30 Sty, 2007 15:55
| Maryann napisał/a: | "Krwisty" lord Brougham...
|
Ty coś wiesz... ale nie mów, ja mam jakieś takie mięszane uczucia i jakieś podskórne podejrzenia, ale narazie pozostańmy przy skołonności do krwistych befsztyków :razz:
Maryann - Wto 30 Sty, 2007 15:58
Nie cierpię krwistych befsztyków. A czy lord Brougham jest "krwisty" ? Cóż, ja bym go określiła trochę inaczej.
Mag - Wto 30 Sty, 2007 16:00
Dzięki Matulku
Co do befsztyków- tylko wysmażone- wszelkie tatary i inne krwiste wynalazki
Maryann - Wto 30 Sty, 2007 16:04
Pamiętam w "Buddenbrookach" takie określenie, że mąż jadał angielskie śniadania (tj. właśnie krwiste befsztyki), co jego żona uważała za bardzo wytworne i wysoce obrzydliwe. :grin:
Co do wytworności to - , pod obrzydliwością podpisuję się obiema ręcami.
Alison - Wto 30 Sty, 2007 16:27
Co do wytworności to raczej patrzę na to JAK ktoś je niż CO. Po drugie ja w ogóle staram się nie jadać ssaków, więc odpadają befsztyki i wysmażone, i krwiste , po trzecie "użyłam" wyrażenia "krwisty" w odniesieniu do lorda, bo w tym kawałku, w którym go poznałam, a Wy poznacie jutro, jest "konkretniak", "nieobcyndalak", "prostozmościak" - ja takich lubię, bo widzę, że to ludź z krwi i kości, a nie jakaś mimoza, jak nie przymierzając, w porywach, pan Darcy, któremu się wiecznie słabo robi, jak kobitka do niego konkretniej zagada :razz:
Maryann - Wto 30 Sty, 2007 16:36
| Alison napisał/a: | | Co do wytworności to raczej patrzę na to JAK ktoś je niż CO. |
Ja też. To Tonia Buddenbrook miała kręćka na punkcie wytworności w znaczeniu CO.
| Alison napisał/a: | | po trzecie "użyłam" wyrażenia "krwisty" w odniesieniu do lorda, bo w tym kawałku, w którym go poznałam, a Wy poznacie jutro, jest "konkretniak", "nieobcyndalak", "prostozmościak" - ja takich lubię, bo widzę, że to ludź z krwi i kości, a nie jakaś mimoza, jak nie przymierzając, w porywach, pan Darcy, któremu się wiecznie słabo robi, jak kobitka do niego konkretniej zagada :razz: |
Darcy - mimoza
Czy mogę powiedzieć, że lubię lorda Broughama ?
Alison - Wto 30 Sty, 2007 16:57
| Maryann napisał/a: | Czy mogę powiedzieć, że lubię lorda Broughama ? |
Możesz. I narazie jest nas dwie
Ulka - Śro 31 Sty, 2007 00:22
no no no, jak możecie tak podpuszczać nas, bidulki które lorda jeszcze nie znamy!
asiek - Śro 31 Sty, 2007 00:25
Uffff...Po trzydniowych bojach z kompkiem w końcu duało mi się Was odwiedzić
No to ruszam i nadrabiam zaległości.
India - Śro 31 Sty, 2007 01:37
Dziewczyny, jestescie WSPANIALE...
Zaczelam czytac wczoraj, skonczylam przed chwilka...
Przepiekna opowiesc, ktora mozemy poznac dzieki Wam...
Kolejny raz ciesze sie ze trafilam tutaj......... I chociaz wielbie Mateuszka to czytajace te powiesc widze tylko Colinka...
Czekam Dziekuje za to co moglam poznac dzieki Wam
Alison - Śro 31 Sty, 2007 09:09
Moje Panie, niech mi będzie wolno przedstawic - Lord Dy, we własnej osobie...
Rozdz. II, cz. 2
- Tak, tak, to ja chcę się z tobą spotkać, Fitz , wiem, że jesteś w domu, więc nie próbuj mnie odsyłać jakimś opowiastkami z Banbury, bo się nie dam!
Elegancka ale imponująca sylwetka Lorda Brougham’a wypełniła przestrzeń drzwi i minęła kamerdynera – Świetny pokaz, Witcher, ale Fitz się ze mną zobaczy, prawda stary? – zwrócił się do Darcy’ego z pewną siebie miną.
- Dy, nie masz nic lepszego do roboty jak przerażać moich służących? – Darcy pokiwał głową na swojego starego przyjaciela, jeszcze z czasów studiów na uniwersytecie.
- Nic, ponad to właśnie! Oprócz, może jeszcze, trapienia ciebie! – Lord Brougham wyciągnął rękę i potrząsnął dłonią Darcy’ego w serdecznym uścisku – Gdzieś ty był przez ostatni miesiąc? Przyjechałem do miasta po to, żeby pocałować u ciebie klamkę, dowiedzieć się od Witcher’a wyłącznie tego, że „Pan Darcy bawi na wsi”. Oferowałem mu konika jeśli powie gdzie, ale ten tu oto pan Witcher – Lord Brougham wysunął brodę w kierunku kamerdynera - nie puścił pary z gęby.
- Naucz się nigdy nie próbować przekupić lojalnych rodzinie służących - Darcy odciął się ze śmiechem.
- No dobrze, przez te wszystkie lata na uniwersytecie nie nauczyłeś mnie niczego, więc wątpię, że teraz coś z tego będzie. Beznadziejny Przypadek, nie wiedziałeś?! - Brougham niedbale zwalił się na krzesło stojące po jego lewej stronie i rozejrzał się wokół - Złapałem cię przy księgach, nieprawdaż Fitz?
- Nie, właściwie to już skończyliśmy i czekaliśmy na herbatę...
- Herbatę! To jest pomysł! - wyprostował się gwałtownie - Chodź, przejedźmy się do Klubu. Śmiem twierdzić, że nie zajrzałeś jeszcze do Boodle'a odkąd wróciłeś z...no właśnie, gdzie ty byłeś?
- W Hertfordshire.
- Boże, nie mów! Hertfordshire! - Brougham zdziwił się okropnie - Ale po co, Fitz?
- Powiem ci kiedy się wybierzemy do Klubu.
Darcy odwrócił się do kamerdynera, który dobrze znając świetny humor Lorda Brougham'a, dyskretnie uśmiechał się, osłaniając się dłonią - Moje rzeczy, Witcher, bądź łaskaw. Okazuje się, że herbatę wypiję u Boodle'a.
Dwaj mężczyźni zastukali butami na frontowych stopniach Erewile House i stopniach powozu Lorda Brougham'a, który jako ekspert używający bata, w kilka minut zawiózł ich, aż do świątyni spokoju Boodle'a. Władczy oddźwierny u Boodle'a wprowadził ich do środka, gdzie różni lokaje pośpieszyli uwolnić ich od wspaniałych płaszczy, kapeluszy i rękawiczek. Odwracając się do przyjaciela w drodze przez czarno-białą mozaikę podłogi zrobionej z włoskiego marmuru, Darcy podniósł brew.
- Gdzie, Dy?
- Gdzieś, gdzie możemy pogadać prywatnie i nie gorszyć starszych członków Klubu. Myślę, że w rogu jadalni - Brougham mrugnął w odpowiedzi na woal rezerwy, w który Darcy nagle oblekł twarz - Och, nic z tych rzeczy, Fitz! Chyba, że traciłeś czas w - gdzie to było? Herefordshire?
- Hertfordshire, jak wiesz doskonale - odpowiedział przygnębiony Darcy.
- Oho! Widzę, że znajdzie się trochę miejsca do zajęcia - Brougham ruszył w stronę jednego z błyszczących drewnianych korytarzy, których kręte schody prowadziły z holu na piętro w Klubie.
"To chyba nie było mądre" - pomyślał Darcy idąc za nim do jadalni. Wiedział bardzo dobrze, że za dyletancką fasadą Dy'a kryje się bystry umysł, który mimo jego zapewnień, był doskonale zdolny tak do zaprojektowania mostu, jak do ułożenia sonetu. Ramię w ramię żywiołowo współzawodniczyli ze sobą na uniwersytecie, a Darcy pamiętał, nawet jeśli jego przyjaciel nie przypominał ich sobie, mnóstwo nagród jakie Dy wygrał na Cambridge. "Cały czas - przypomniał sobie niespokojnie - obrażał naszych nauczycieli".
Podczas tamtych siedmiu lat, Dy posługiwał się wystudiowaną elegancją i frywolnymi manierami, w taki sposób, że towarzystwo zapominało o nich, uznając go za nikogo innego jak za uroczego czarusia. Darcy często dziwił się tej szaradzie, ale Dy delikatnie uchylał się od wszystkich prób zaspokojenia jego ciekawości. Jak i dlaczego jego przyjaciel postanowił wieść życie w takim stylu pozostało między nimi nietykalnym przedmiotem rozmowy, ale nie psuło trwałości ich długiej przyjaźni, a Darcy wcześnie postanowił pozostawić owe pytania bez odpowiedzi. Ale powstrzymywanie się przed naciskaniem Dy'a w sprawie jego próżniaczej egzystencji było, jak się wkrótce dowiedział, nie zawsze odwzajemniane. "Jeśli nie będziesz maksymalnie ostrożny - upominał sam siebie - wyciągnie z twoich własnych ust, to co najbardziej pragniesz ukryć".
cdn
Mag - Śro 31 Sty, 2007 10:42
hmmm ten lord DY to napewno jkiś szpieg w służbie Jej Królewskiej Mości...
Taki mądry , przebiegły i zorientowany
Dzięki Matulku za tą krwistą postać-
(zrozumialam, że chodzi o plastyczność opisu ) ale wyraz "krwisty" budzi mój odruchowy sprzeciw
Gunia - Śro 31 Sty, 2007 13:32
| Cytat: | hmmm ten lord DY to napewno jkiś szpieg w służbie Jej Królewskiej Mości...
Taki mądry , przebiegły i zorientowany |
No... Niech tylko Miłosz to usłyszy.
Caitriona - Śro 31 Sty, 2007 14:07
Szanowne Damy,
zwracam się do Was wszystkich z prośbą o nie zamieszczanie postów, w których podana jest tylko kolejność w której przeczytałyście nowy odcinek.
Caitri
Alison - Śro 31 Sty, 2007 14:10
| Caitriona napisał/a: | Szanowne Damy,
zwracam się do Was wszystkich z prośbą o nie zamieszczanie postów, w których podana jest tylko kolejność w której przeczytałyście nowy odcinek.
Caitri |
Właśnie mi to z ust wyjęłaś, ale nie śmiałam im psuć zabawy, jednak z asertywnością to u mnie ciągle do... :oops:
Ania1956 - Śro 31 Sty, 2007 14:29
| Caitriona napisał/a: | Szanowne Damy,
zwracam się do Was wszystkich z prośbą o nie zamieszczanie postów, w których podana jest tylko kolejność w której przeczytałyście nowy odcinek.
Caitri |
ok dostosuję się, chociaż to była frajda czytać "dziewiczy tekst" jako jedna z pierwszych.
Alison - Śro 31 Sty, 2007 14:39
| Ania1956 napisał/a: | | Caitriona napisał/a: | Szanowne Damy,
zwracam się do Was wszystkich z prośbą o nie zamieszczanie postów, w których podana jest tylko kolejność w której przeczytałyście nowy odcinek.
Caitri |
ok dostosuję się, chociaż to była frajda czytać "dziewiczy tekst" jako jedna z pierwszych. |
To nie o to chodzi dziewczyny, żebyście sobie psuły zabawę, ale zamieszczanie takich tylko bananów bez żadnego komentarza, strasznie rozbudowuje wątek, który i tak wiemy, że będzie długi, więc, jak ktoś nie ma nic oprócz zgłoszenia kolejności do skomentowania, to prosimy ładnie, żeby dzielił się swoim szczęściem z rodziną lub koleżanką z sąsiedniego biurka no chyba, że nałożymy obowiązek napisania komentarza obok banana i by było miło jakby był na temat danego kawałka
asiek - Śro 31 Sty, 2007 20:13
| Alison napisał/a: | | ...Dy delikatnie uchylał się od wszystkich prób zaspokojenia jego ciekawości. Jak i dlaczego jego przyjaciel postanowił wieść życie w takim stylu pozostało między nimi nietykalnym przedmiotem rozmowy, ale nie psuło trwałości ich długiej przyjaźni, a Darcy wcześnie postanowił pozostawić owe pytania bez odpowiedzi. |
Taaa...przyjaźń w iście angielskim stylu. Poprawna i dobrze ułożona
No cóż..."Nietykalne przedmioty rozmowy" z reguły wróżą długą, trwałą przyjaźń
Ach ten nasz Fitz /? ...chyba wolę Darsik/, czy on nigdy nie odpuści ? Mam nadzieję, że lord Dy trochę rozrusza naszego bohatera :grin:
Alison
Maryann - Śro 31 Sty, 2007 20:18
Miał na to siedem lat - skoro przez ten czas mu się nie udało, to chyba przegrana sprawa...
Ale kto inny go z powodzeniem zastąpi.
Alison - Śro 31 Sty, 2007 21:07
| Maryann napisał/a: | Miał na to siedem lat - skoro przez ten czas mu się nie udało, to chyba przegrana sprawa...
Ale kto inny go z powodzeniem zastąpi. |
Ja to nie wierzę, żeby nawet Lizzy go rozruszała, sztywniak zawsze zostanie sztywniakiem, no może przy bliskich trochę luźniejszym, ale kija w kręgosłupie w szatni nie zostawisz ??: No wszystko pięknie, ładnie, też się kocham w panu Darcym (już sama teraz nie wiem dlaczego ), ale on jednak jest sztywniak i sorry serenada... jak wszyscy z tym sztywniactwem skończy w parku sztywnych :neutral:
Alison - Śro 31 Sty, 2007 21:10
Takie głupoty wygłosiłam, albo dlatego, że to byl post nr 2222, albo dlatego, ze mnie sakremencko głowa boli, więc proszę mi odebrać głos, bo jeszcze powiem coś, czego nie da się odwołać
|
|
|