Twórczość - C. Bronte - Villette - wspólne czytanie
Alison - Wto 26 Gru, 2006 23:30
| Gosia napisał/a: | Ali, a mnie ten rozdzial o spadającej szkatułce bardzo sie podobal.
W ogole odnoszę wrazenie, ze ta ksiazka to jakis zbior opowiadan, bo są to jakby oddzielne obrazki Takim oddzielnym opowiadankiem jest np. opowiesc o malej Paulince i Grahamie. |
Eeeh to widzę, że jesteś juz pod wizycie doktora w loży
Gosia - Wto 26 Gru, 2006 23:32
A jestem, dzis wlasnie czytalam ten o szkatułce
Alison - Wto 26 Gru, 2006 23:41
| Gosia napisał/a: | A jestem, dzis wlasnie czytalam ten o szkatułce |
Kurcze a ja w połowie musiałam przerwać, bo sie zajęłam czym innym. Ale zaraz sobie do podusi doczytam. I co tam na tej karteczce pisało?
Gosia - Wto 26 Gru, 2006 23:46
Doczytaj, doczytaj. To w ogole naprawde jakos calosc ładny rozdzial.
A na kartusi nie bylo niestety nic milego dla naszej bohaterki...
Alison - Czw 28 Gru, 2006 00:09
Dzisiaj zrobiłam sobie Dzień Lenia i cały dzień przeleżałam z książką. Skończyłam pierwszy tom i kawałek II, w końcu zaczęło się coś dziać, choć dygresje i przedłużające się opisy w trakcie jakiejś toczącej się akcji są denerwujące w tej książce, nastapił dla mnie dość zaskakujący zwrot w akcji, co wydało mi się mało prawdopodobne, zważając, że książka pisana jest punktu widzenia Lucy. (musi byc tak enigmatycznie bo obiecałam nie spoilerować ??: )
Pokochałam miłością pierwszą wyrażenie "nie była jednak typem ujemnym" - i ostrzegam, że będę go namiętnie uzywać.
Poza tym donoszę iż nastapił przełom w systematyce kręgowców, bo węże moje panie w Villette, nie należą już do gadów, jeno do płazów. Musze tylko sprawdzić czy to Charlotta B. dokonała tej rewolucji, czy się pani Róży przytrafiło. Pani Róża to w ogóle ostra jest zawodniczka
Alison - Pią 29 Gru, 2006 12:15
Heej!! Czyta ktos jeszcze tę książkę?! Mógłby mnie ktos pocieszyć, że w drugim tomie się poprawi, bo narazie w pierwszych rozdziałach taki szczebiot przesłodki, że jak od zupy nic robi mi się niedobrze :sad:
Gosia - Pią 29 Gru, 2006 12:55
Moze pania Różę wąż ukąsił
Ja czytam, siedze obecnie w nastepnym rozdziale za szkatułką.
Gitka - Pią 29 Gru, 2006 15:39
Ja czytam teraz razem z Wami i kiedyś dawno temu przeczytałam całość.
W drugim tomie tak bliżej końca będą motylki...
A może nie będą, człowiek się zmienia, dojrzewa i nie wszystko już jest takie samo ??:
Caitriona - Pią 29 Gru, 2006 17:14
Przeszłam już szkatułkę i kichnięcie wreszcie coś się dziej
Alison - Pią 29 Gru, 2006 17:43
Zabrzmiało jakbyś przeszła wietrzna ospę
To wszystko nic, w drugim tomie kochane, jak się pojawia pewna zwiewna istotka, to już można na czarna ospę zapaść
Alison - Wto 02 Sty, 2007 13:47
Ja Charlotty nie poznaję!!! Ta jej egzaltacja jest STRASZNA!!! Ja sama jestem egzaltowana i zazwyczaj nie razi mnie aż tak bardzo, ale tu to jest jakiś koszmar. Tłumaczenie jest max do bani, kompletnie współczesne słowa w jednym zdaniu plączą się z archaicznymi np. wyskok (w sensie wybryk)+rychło to tak na przykład...
Poza tym powtarzanie w nieskończonośc opisów gładkości, łagodności i nieskazitelności rysów popartych wewnętrzną delikatnością, stanowczością, zadumą, głębokim życiem wewnętrznym i różnymi innymi bzdetami w odniesieniu ciągle do tych samych postaci, no ja już tracę cierpliwość
Harry_the_Cat - Wto 02 Sty, 2007 17:24
Eee....
No właśnie. Bo teraz teoretycznie rozdziały:
Rozdział 11 „Loża odźwiernej”
Rozdział 12 „Szkatułka”
Ech, te święta....
Gosia - Wto 02 Sty, 2007 17:40
To są dwa bardzo ładne i bardzo ciekawe rozdzialy. Fajnie napisane i z pomyslem.
No i nieco intrygujące
Caitriona - Wto 02 Sty, 2007 17:45
A, tak; ten ze szkatułką był nieźle nawet napisany. Przede wszystkim miały tam fajny ogród, taki nieco tajemniczy.
A biedaczce Lucy sie oberwało 'smokiem' - chyba niezupełnie zasłużenie... I jak się doktorek oburzył na to określenie
Gosia - Wto 02 Sty, 2007 17:47
To fakt, jakies uczucie sie z niego wydobylo
Caitriona - Wto 02 Sty, 2007 17:49
I to całkiem silne, nawet spłonął gorącym rumieńcem.
Lubię chłopaka, choć zaślepiony
Alison - Wto 02 Sty, 2007 18:03
Ee tam, ciapuła taki, choć nie mam do niego pretensji, że się w Lucy nie zakochuje, bo to jakaś taka dziamdzia lamdzia. Chyba tylko profesorka lubię, bo to jakaś krwista choć antypatyczna z pozoru postać, coś go sporo jest ostatnio, mam pewne podejrzenia co do niego
Gitka - Wto 02 Sty, 2007 18:15
No tak Dr John nie poznał się na Lucy
Ale skąd naraz wzieła się ta jego miłość Rozyna?
Mowa była o kokietce Ginevrze co to się w niej Izydor zakochał, a potem zmiana tematu i mamy tajemniczą Rozynę.
Alison - Wto 02 Sty, 2007 18:17
Rozyna tylko drzwi otwiera Giteczko. Ginevra dalej aktualna!
A przecież Ty to już czytałaś...
Caitriona - Wto 02 Sty, 2007 18:30
Czy ja wiem czy ciapuła? Facet jak facet, zobaczył ładne to go oślepiło A prof Paul faktycznie taki z charakterkiem człowieczek
Gitka - Wto 02 Sty, 2007 18:38
No to ja to tak czytam :oops: Oglądam telewizję, czytam i jeszcze wszyscy w domu coś ode mnie chcą...
To znaczy, że Doktorek się w tej Ginevrze kocha?
O ludzie
Gosia - Wto 02 Sty, 2007 19:04
Jaki dr Paul? Gdzie Wy go macie???
Czy cos pominelam?
Caitriona - Wto 02 Sty, 2007 19:05
Nie dr tylko profesor Paul - w szkole uczy literatury
Gosia - Wto 02 Sty, 2007 19:08
Czyzbym przegapila te postac?
Moja czujnosc zostala widac uspiona
Caitriona - Wto 02 Sty, 2007 19:15
Nie tyle uśpiona, tyleże więcej go będzie później
|
|
|