To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Hornblower

Anonymous - Pią 31 Sie, 2007 23:56

bańka !!
Caitriona - Nie 02 Wrz, 2007 13:46

Narya napisał/a:
Dokładnie Caitri, w pełni się z Tobą zgadzam :thud: Właśnie tą fotkę miałam na myśli pisząc "Szczególnie podoba mi się pierwsze po lewej w ostatnim rzędzie ". Niesamowite jest - te kolory i te ocyska i wogóle... :thud: :thud:


Świetne zdjecie! I po prostu nie mogłam sie oprzeć mozliwosci wyszczególnienia go... ja je widzę to normalnie :thud: :serduszkate: :serduszkate:

Narya - Nie 02 Wrz, 2007 13:49

Nie dziwię Ci się. Ja mam tak samo :serduszkate:
Caitriona - Nie 02 Wrz, 2007 13:56

Normalnie zrobię sobie jakąś tapetę z tym zdjęciem - starszecznie mi się podoba; i kolorystyka i ujęcie i Ioan :serce2:
Narya - Nie 02 Wrz, 2007 14:33

Caitri jak zrobisz, to podziel się proszę :mrgreen: Oczyma wyobraźni widzę dużego Ioana patrzącyego na mnie z monitora :paddotylu: Komputera przez cały dzień nie wyłączę :wink:

A tymczasem znalazłam dwie tapetki - 1 i 2
I jeszcze TAKĄ

Aragonte - Nie 02 Wrz, 2007 17:35

Gosia napisał/a:
Jego malzenstwo to totalna pomylka! Ten czlowiek sie do tego nie nadaje! :roll:
Z drugiej strony, gdybym za żonę miala Kitty z DiU 1995 (i to pare lat pozniej), to tez bym uciekala na morze i nie tesknila do powrotu ;) Ale po co on w ogole sie oswiadczyl i sie ozenil, pozostaje dla mnie zagadką...

Eee, z litości? :roll: I żeby odpłacić Marii za pomoc, której mu wcześniej udzieliła?
Tak czy siak to małżeństwo to porażka - a piszę to przed obejrzeniem ostatniego odcinka, dopiero po nieudolnych oświadczynach, po których Horatio z przerażeniem wygląda znad ramienia wybranki, uświadamiając sobie, co nieszczęsny uczynił :roll:
Hmm, chyba też bym na jego miejscu nawiała na morze :wink:
Może gdyby na miejscu Marii znajdowała się Anna z Perswazji, to miałoby to jakiś sens... A może macie jakieś inne typy? :mrgreen:

Ale bardzo mi się podobał dialog Horatia z kapitanem (teraz już admirałem) Pellew, podczas którego Horatio tłumaczy się, że chce się spotkać z "przyjacielem".

- Z przyjacielem? A może z przyjaciółką? Wie pan, Hornblower, że podczas wojny kapitan nie może spać poza okrętem bez pozwolenia admirała?
- Nie zamierzałem spać.
I tutaj następuje bosska, niby zaskoczona, a jednak pełna aprobaty mina admirała :wink:
- No, no, Hornblower...
- Nie miałem na myśli...
- Udzielam pozwolenia.


Uwielbiam Pellewa, Horatio ma w nim tatusia i nawet o tym nie wie :mrgreen:

Caitriona - Nie 02 Wrz, 2007 18:19

Narya, oczywiscie jak tylko zrobię to się podzielę ;)
Aragonte - Nie 02 Wrz, 2007 19:33

Hmm, realizm w Hornblowerze jest zasadniczo zachowany, ale coś mi się rzuciło w oczy w tym siódmy odcinku... Skoro więźniowie uciekli z więzienia przez - pardon - kibelek, to trochę za czysto wyglądali potem, nawet nogawek spodni sobie nie pobrudzili :wink:
Anonymous - Nie 02 Wrz, 2007 19:51

Mnie sie zawsze Horatio podobał z tą Francuzeczką - jeju jak tam iskrzyło. Maria przy nim to takie ciepłe kluchy. Małżeństwo z rozsądku - bo czas się żenić. Żadnego uczucia (przynajmniej z jego strony) nie widzę.
Aragonte - Nie 02 Wrz, 2007 19:57

No, już bardziej iskrzyło w relacji pomiędzy nim a rzekomą księżną :roll:
Narya - Nie 02 Wrz, 2007 20:25

Ja myślę, że Aragonte ma rację, co do przyczyn tego ślubu. Jemu po prostu było żal Marii, która tak bardzo go kochała. Za dobre miał serducho, żeby po całej okazywanej mu trosce i przywiązaniu po prostu rzucić jej w twarz, że jej nie kocha, zostawia ją i nie wróci do niej. Ale faktycznie kobieta mu się wybitnie nie udała :-|
Za to Francuzka, to co innego. Ich wzajemne oczarowanie było takie słodkie i niewinne.

Aragonte - Nie 02 Wrz, 2007 20:35

Uch, w ostatnim odcinku trochę zaczynam podzielać irytację Gosi, która narzekała na Horatia... Nic, tylko trąbi o obowiązku :roll: Moja teoria jest taka, że czuje się rozczarowany swoim "życiem uczuciowym" w małżeństwie i szuka spełnienia tam, gdzie przywykł je znajdować, czyli na służbie, ale kobieta bardziej interesująca ściągałaby go skuteczniej na ląd. No, ale może wtedy by tego stopnia admirała nie wysłużył?
Chyba sobie pomyślę nad jakąś kobietą odpowiednią dla niego :mrgreen: (skoro więcej odcinków nie ma, to wyobraźnia może sobie poszaleć :wink: ) No i sprawdzę, co w tej kwestii miał do powiedzenia pan Forester :wink: Na razie poza Anną z Perswazji nie mam więcej typów :mysle:

Admete - Nie 02 Wrz, 2007 20:42

W powieściach dostała mu się fikcyjna siostra jakiejś postaci historycznej ;-) Lady ;-)
Aragonte - Nie 02 Wrz, 2007 20:53

Pytanie, czy nie iskrzyło między nim a tą Lady w takim samym stopniu jak w związku z Marią :wink:

Edit: obejrzane wszystko i mam do powiedzenia chwilowo tylko jedno...


JA CHCĘ WIĘCEJ!!!

Narya - Nie 02 Wrz, 2007 21:29

Oj iskrzyło i to bardzo. Do pierwsego pocałunku doszło, jak jeszcze był mężem Marii. Ale się opamiętał i do niczego więcej nie doszło, pomimo subtelnych :wink: zachęt ze strony Lady Barbary. Dowód:

Fragment książki CS Forester "Szczęśliwy powrót", rozdz.XXIII
"To był czysty przypadek, że Hornblower wszedł do głównej części kabiny w momencie, gdy sądził, że Lady Barbara jest na pokładzie, i tylko przypadkowo jego dłoń otarła się o jej obnażone ramię, gdy znaleźli się oboje w ciasnej przestrzeni między stołem i skrzynią i gdy Hornblower wypowiadał słowa przeprosin za swoje najście. A potem ona znalazła się w jego ramionach i zaczęli się całować. Położyła mu dłoń na plecach i doknęła nią jego szyi. Fala namiętności przyprawiła oboje o zawrót głowy. Gdy okręt zakołysał się mocniej, Hornblower wypuścił ją z ramion, a ona upadła na skrzynię i siedząc uśmiechała się do niego; podsunął się ku niej na klęczkach i oparł głowę o jej piersi, a ona gładziła jego kędzierzawe włosy i znów się całowali, jakby nigdy nie mieli skończyć. Przemawiała do niego czułymi słówkami, które słyszała od niani — ona sama nie nauczyła się jeszcze używać pieszczotliwych wyrazów.
— Kochany — szeptała. — Mój słodki, moja kruszyno.
Trudno jej było znaleźć słowa na wyrażenie miłości, jaką czuła do niego.
— Twoje dłonie są piękne — powiedziała, kładąc jedną z nich na swojej i bawiąc się długimi, szczupłymi palcami. — Kocham je od czasu, kiedy spotkaliśmy się w Panamie.
Hornblower zawsze myślał, że ma ręce kościste i brzydkie. W lewej dłoni tkwiły ziarenka prochu, pamiątka z abordażu „Castilli”. Spojrzał na Lady Barbarę, aby się przekonać, czy nie kpi z niego, a gdy ujrzał, że nie, zaczął ją znów całować — jej wargi tak pragnęły jego pocałunków. To było zupełnie cudowne, że chciała być całowana. Jeszcze raz dali się ponieść namiętności.
Na widok wchodzącej Hebe odsunęli się od siebie — a raczej to Hornblower porwał się i usiadł prosto, z wyrazem zakłopotania na twarzy. Hebe spojrzała na nich z szelmowskim uśmiechem. W przekonaniu Hornblowera było rzeczą straszną dla kapitana być przychwyconym na igraszkach z kobietą na okręcie, będącym faktycznie w stanie gotowości bojowej. Było to wbrew przepisom — gorzej, było poniżające i sprzeczne z wymogami dyscypliny, a przy tym niebezpieczne. Lady Barbara zachowała niezmącony spokój.
— Odejdź, Hebe — rzekła łagodnie. — Nie potrzebuję ciebie na razie.
Odwróciła się do Hornblowera, lecz czar prysnął. On zobaczył siebie w innym świetle, zabawiającego się ukradkiem na posłaniu z pasażerką okrętu. Twarz oblał mu gorący rumieniec. Był wściekły na siebie. Zaczął się już zastanawiać, ile z tego, co szeptali oboje, mogło dobiec przez otwarty świetlik do uszu oficera wachtowego i marynarza przy sterze.
— Co mamy zrobić? — zapytał słabym głosem.
— Zrobić? — powtórzyła zdziwiona. — Jesteśmy parą kochanków i świat należy do nas. Zrobimy to, co zechcemy.
— Ale… — wyjąkał. — Ale…
Pragnął wyjaśnić jej w kilku słowach, jakie komplikacje podsuwała mu wyobraźnia. Poczuł, że robi mu się zimno; chciał jej powiedzieć, jak wstrętne mu było źle maskowane rozbawienie Gerarda, czy wielce nietaktowne wysiłki Busha, aby być taktownym. I jeszcze to, że kapitan okrętu nie jest wcale tak bardzo panem samego siebie, jak mogło się jej wydawać. Ale to było beznadziejne. Z odwróconą twarzą jąkał jakieś słowa, gestykulując nieporadnie rękami. Pogrążony dotychczas w owych szalonych marzeniach zapomniał o tych wszystkich realnych szczegółach. Lady Barbara ujęła w dłonie jego twarz i zwróciła ją ku sobie.
— Drogi mój, co cię trapi? — spytała. — Powiedz mi, kochany.
— Jestem żonaty — odrzekł, chwytając się tego tchórzliwego wybiegu.
— Wiem. Czy masz zamiar pozwolić, aby to się stało dla nas przeszkodą?
— Poza tym … — ciągnął, a jego ręce zatrzepotały znów w owym beznadziejnym wysiłku wyrażenia wszystkich wątpliwości, jakie go trawiły.
Lady Barbara, idąc jeszcze dalej w rezygnacji ze swej dumy, rzekła:
— O Hebe możesz być spokojny. Ona mnie uwielbia. I nie odważy się na niedyskrecję.
Zobaczyła wyraz jego twarzy i podniosła się gwałtownie. To co w niej ujrzała, było zniewagą dla kobiety z jej klasy. Jej ofiara została odrzucona, odrzucona! Opanowała ją zimna wściekłość.
— Kapitanie, zechce pan łaskawie otworzyć mi drzwi — powiedziała."
:mrgreen:

Aragonte - Nie 02 Wrz, 2007 22:30

Ha! Jednak nie tylko obowiązek! :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: Jakoweś inne instynkta się w nim rozbudzają, kiedy trzeba :-P

To mogę spokojnie dalej czytać, na razie i tak wypożyczyłam trzy pierwsze tomy :wink:

Dzięki, Naryo :kwiatek:

Aragonte - Nie 02 Wrz, 2007 22:35

Narya napisał/a:
A tymczasem znalazłam dwie tapetki - 1 i 2
I jeszcze TAKĄ

Śliczne tapetki, zakotwiczyłam jedną na swoim monitorze :wink:

Anonymous - Nie 02 Wrz, 2007 23:27

sorki, ale lady Barbara nie była postacią fikcyjną, została żoną Horatio i w niemałym stopniu przyczyniła się do jego awansu społecznego (siostra Wellingtona, wdowa po kontradmirale Leightonie) i zgodnie z biografią, było to niezwykle udane i szczęśliwe małżeństwo (mimo kilku burz). To ona zaopiekowała się malutkim Ryszardem, synem Horatio i Marii (która zmarła przy porodzie).
Co do Marii, dała mu wiele - poza nieodwzajemnioną miłością, wspierała go wówczas gdy wszyscy mieli go gdzieś, dawała poczucie, że jest dla kogoś ważny. Wreszcie miał do kogo pisać listy wiedzac, że ich treść bedzie ważna i bliska. Ale z jego strony miłości w tym małżeństwie nie było. A i z czasem stała się kulą u nogi. W miarę upływu czasu i awansu, jasne się stało, że Maria kompletnie nie pasuje do towarzystwa, w którym Hornblower zaczął się obracać. Mógł już zrealizować swoje marzenie - kupno majątku ziemskiego, ale maria w roli gospodyni całkowicie by się nie sprawdziła, stąd i zwlekał.
Miłość do Barbary rozpoczęła się od antyromansu - Horatio uważał ją za rozpieszczoną damulkę, która przez całe życie miała podawane wszystko an tacy. Dopiero gdy w warunkach wojennych przejeła dowodzenie szpitalem okrętowym - zobaczył w niej wartościowego człowieka (bo atrakcyjną kobietę zauważył wcześniej :D ). No i wzięło chłopaka. Ale nie mógł sobie pozwolić na żaden romans. Nasz Horatio zawsze myślał o konsekwencjach swoich czynów. A tutaj mógłby sobie przechlapać na całej linii. To i Barbara się obraziła, wzięła i wyszła za mąz za Leightona (bezpośredniego szefa Hornblowera). Potem owdowiała i w momencie gdy Maria zmarła przy porodzie i wszyscy myśleli, że Horatio zginął w walce, zaopiekowała się ich nowonarodzonym synkiem. Z tego co pamietam ich wspólne małżeństwo pozostało bezdzietne, ale z wielkim oddaniem, starannością i miłością wychowywała małego Rycha.

Narya - Pon 03 Wrz, 2007 00:08

Aine dzięki za to wyjaśnienie - ale jeszcze przede mną. Powieść zapowiada się coraz ciekawiej :-D
Aragonte - Pon 03 Wrz, 2007 07:28

Lady Barbara może i była postacią histryczną, ale Horatio przecież jest tylko postacią literacką, czyż nie tak? Bo już zaczynam się gubić :wink:
Alison - Pon 03 Wrz, 2007 09:12

Och Aine, jak fajnie opowiadasz, dawaj jeszcze coś o tej historii, bo ja filmu nie widziałam, więc wszystko mnie ciekawi. Boże, jak się Gosia dowie, że jeszcze nie widziałam Paula w tym filmie :zalamka:
Caitriona - Pon 03 Wrz, 2007 11:58

Alison napisał/a:
Boże, jak się Gosia dowie, że jeszcze nie widziałam Paula w tym filmie :zalamka:

Uuu, to będzie :nudelkula1_zolta: :mrgreen:

Horatio Hornblower jest postacią fikcyjną, wymyśląną przez Forestera; o ile się nie mylę autor tworząc Hornblowera opierał się na postaciach historycznych np. na Nelsonie.

Narya - Pon 03 Wrz, 2007 14:15

Nie wiem, czy już było, ale jeśli nawet, to warto jeszcze raz zobaczyć :mrgreen: Video In the navy
Admete - Pon 03 Wrz, 2007 14:30

Aine ja się wszędzie spotkałam z wyjaśnieniem, że lady Barbara jest jednak fikcyjna - nie było takiej siostry Wellesley'a. Nie wiem jednak na 100%. Tu ciekawostka - film o Horblowerze z 1951 roku - Gregory Peck jako Horatio :-)

http://en.wikipedia.org/w...atio_Hornblower

Tu jest strona o Wellesley'u - miał dwóch braci, o siostrze nie wspomniano.

http://en.wikipedia.org/w...e_of_Wellington

Anonymous - Pon 03 Wrz, 2007 17:48

Aragonte napisał/a:
Lady Barbara może i była postacią histryczną, ale Horatio przecież jest tylko postacią literacką, czyż nie tak? Bo już zaczynam się gubić :wink:


Aragonte, ja już sama nie wiem. Wg wikipedii Hotario nie był postacią historyczną, ale mam przed nosem jego biografie gdzie jest opisany niemal dzien po dniu stopnie jego awansu, jest jego portret, fragmenty listów, podpis.
I zgodnie z biografią Hornblowera, lady B była jak najbardziej prawdziwa. Jest jej portret autorstwaThomasa Wrigta oraz Sir Tomasa Lawerence'a z 1810 r.



godnie z tym zrodlem informacji Artur Wellesley, książę Wellington miał 8 rodzeństwa:
Ryszarda Wellesleya drugiego hrabiego Morington, Artura (pierwszy syn o tym imieniu zmarł), Williama Francisa (również zmarł), Annę, Geralda, Henrego - pierwszego barona Cowley (słynny dyplomata angielski), Mary Elisabeth i najmłodszą siostrę - Barbarę, urodzoną 1781 r.
Barbara była najmłodszym, póxnym dzieckiem, wychowywanym bez ojca (który zmarł w tym samym roku, w którym się urodziła). bardzo wcześnie musiała się nauczyc zaradności, bo wychowywała się raczej w skromnych warunkach (rodzina dość mocno podupadła, dopiero bracia przywrocili jej dawną chwałę). Niczego nie odziedziczyła, zdana więc była na łaske braci. Do 1897 r. wycjowywała się w Knightzbridge w Irlandii, a potem wyjechała z bratem do Indii (Ryszard został generalnym gubernatorem), gdzie przebywała do 1799 r. Potem towarzyszyła Henremu i dopiero wówczas odziedziczyła niewielki zadłużony mająteczek w Irlandii, potem plantacje na Jamajce. To właśnie wówczas poznała Hornblowera, którego poprosiła o umożliwienie powrotu do domu

Jesli biografia Hornblowera jest mistyfikacja, jest to genialna mystyfikacja. Sa tutaj cytaty z korespondencji, opis Barbary zrobiony m.in. przez Lorda Granville, listy Horatio i Barbary, wycinki z prasy, niemal dokładny życiorys Barbary obojga, rok po roku niemal. jest dokładny opis walk, polityczne, historyczne i społeczne tło. Jak prawdziwa biografia...

I zgupłam i sama nie wiem co o tym wszystkim mysleć...



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group