To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Elizabeth Gaskell - życie, twórczość i epoka - North and South - wspólna lektura

Admete - Pią 12 Mar, 2010 12:03

Myslałam, że te szale były mniejsze.
Ja czytam stopniowo, bo nie mam czasu. Dobrze zresztą jest komentowac kolejno. Dzis na pewno cos napiszę :)

Sofijufka - Pią 12 Mar, 2010 13:00

Admete napisał/a:
Myslałam, że te szale były mniejsze.

bo bywały i mniejsze, zreszta nawet TEN ogromnioasty złożony na pól "zmalałby"
to jeszcze inne szale dam:



Trzykrotka - Pią 12 Mar, 2010 13:08

Model numer dwa założyłabym w każdej chwili. Zresztą i tak mam niezłą kolekcję indyjskich szali. Jeden gruby, na jesień/wiosnę, nabijany maleńkimi ćwieczkami, kupiony w pakistańskim sklepie na Southall i piękne przezroczyste dupatty do letnich sukien i tunik. Za 7 zł u Żiwaniego można znaleźć cuda :wink: .
BeeMeR - Pią 12 Mar, 2010 13:24

Trzykrotka napisał/a:
Zresztą i tak mam niezłą kolekcję indyjskich szali.
ja też, ale sari ;)
Caitriona - Pią 12 Mar, 2010 13:33

Trzykrotka napisał/a:
Model numer dwa założyłabym w każdej chwili.

Ja także :D Super pomysł :)

milenaj - Pią 12 Mar, 2010 14:47

BeeMeR, skąd ten piękny avek?
BeeMeR - Pią 12 Mar, 2010 15:29

Kurbaan :mrgreen:
więcej tu:
http://forum.northandsout...2535.htm#252535
i tu:
http://forum.northandsout...3042.htm#253042

milenaj - Pią 12 Mar, 2010 15:39

Chyba się skuszę :-)
Sofijufka - Pią 12 Mar, 2010 16:50

Admete napisał/a:
Myslałam, że te szale były mniejsze.
Ja czytam stopniowo, bo nie mam czasu. Dobrze zresztą jest komentowac kolejno. Dzis na pewno cos napiszę :)

a tu cytat o Margaret w szalu
Jej ubiór był bardzo prosty: nieduży słomkowy czepek w najlepszym gatunku,
przybrany ozdobna biała wstażka; ciemna, jedwabna suknia bez żadnych ozdób i falbanek;
ogromny indyjski szal okrywał ja cieżkimi fałdami, nosiła go jak cesarzowa swoje szaty.

Trzykrotka - Pią 12 Mar, 2010 17:25

Gdyby dobierać aktorkę do opisu pani Gaskell, na pewno Margaret nie zostałaby Daniela. Jest piękna, ale inaczej :wink:
Sofijufka - Pią 12 Mar, 2010 18:09

ale chociaż dobrze, ze nie dali anorektyczki z grubo ciosanymi rysami twarzy... Daniela naprawdę wygląda jak z epoki...
BeeMeR - Pią 12 Mar, 2010 18:54

Sofijufka napisał/a:
dobrze, ze nie dali anorektyczki z grubo ciosanymi rysami twarzy... Daniela naprawdę wygląda jak z epoki...
otóż to :)
Tak w ogóle, to tak wyjechawszy w książce z Helstone, uważam, że bardzo ładnie i treściwie zostało przedstawione w filmie, spakowane w retrospekcję, zawierająca to, co istotne:
- obraz rodziców, którzy pobrali się z miłości, ale praktycznie nie rozmawiają ze sobą,
- Margaret żyjącą wcześniej w niewinnym, naiwnym błogostanie na łonie natury ;)
- Edith jako delikatny, utrzymany w dobrobycie kwiatuszek z miasta, do której potem M. pisze listy, a nawet matkę Edith, której książka poświęca nieco uwagi,
- Henry-ego Lennoxa i odrzucenie jego wspaniałomyślnej oferty małżeńskiej ;)
i co tam jeszcze.

Caroline - Pią 12 Mar, 2010 20:30

Bardzo lubię takie mini-scenki i fragmenty rozmów w tej książce, które genialnie oddają stan ducha bohaterów.
Pani Hale, która od córki właśnie dowiedziała się, że jej życie staje na głowie, zastanawia się, co zrobią z meblami. Tak jakby nie mogąc poradzić sobie ze zrozumieniem całości, czepiała się jednego namacalnego konkretu, nad którym może zapanować.

Dixon, która darzy taką niechęcią pana Hale, że nie chce, by choćby skrawek jej sukni otarł się o niego. Jakby mogła się o niego ubrudzić. :wink: To jedna z moich najulubieńszych scenek :mrgreen:

I jeszcze to "– Och. Richard, Richard, powinieneś był mi powiedzieć wcześniej!" pani Hale, które pokazuje, jak wielka zażyłość jest jeszcze między nimi, choć tak bardzo się oddalili od siebie.

Tak w ogóle ta cała wyprowadzka to musiał być ogromny stres dla nich wszystkich. Pani Hale nie wyprowadzała się nigdy w życiu. Gładko przeszła z domu rodziców do domu męża. A tu nagle ma się wynieść nie wiadomo gdzie i to niemal od zaraz! :confused3:

Admete - Pią 12 Mar, 2010 20:37

Ja bym chyba umarła na jej miejscu i wcale się nie dziwię, że wkrótce pożegnała sie ze swiatem. To musiało wpłynąć na jej zdrowie. Stan ducha zawsze odbija się na stronie fizycznej. Coraz bardziej widać, że to Margaret przejęła funkcję pani domu podczas pakowania i przeprowadzki:

"Na dole stała Margaret spokojna i skupiona, gotowa udzielać rad ludziom, którzy zostali wezwani do pomocy kucharce i Charlotte."

Sama zmaga się z cierpieniem, nie ma zamiaru pokazywać obcym ani też rodzinie swojego bólu. W gruncie rzeczy teraz przyszło mi do głowy, że niezły z niej materiał na kolejną niezłomną Panią Thornton ;)
A pan Hale mnie wkurza nadal - biedaczek nie może znieśc cierpienia innych!

Poczucie osamotnienia i opuszczenia przez wszystkich zostało w VI rozdziale świetnie oddane:

"Każdy, kogo spotykali czy to w domu czy na ulicy, wydawał się spieszyć na jakieś spotkanie, był przez kogoś oczekiwany lub kogoś oczekiwał. Oni sami wydawali się obcy, pozbawieni przyjaciół i opuszczeni."

Pierwsze zetknięcie z Milton musiało być - dla osób przyzwyczajonych do innych krajobrazów - swoistym szokiem. Nawet nie potrafię sobie teraz tego wyobrazić.

"Już z odległosci kilku mil przed Milton zobaczyli ołowianego koloru chmurę zawieszoną nad
horyzontem. Była jeszcze ciemniejsza w porównaniu z bladym, szaroniebieskim, zimowym
niebem – w Heston można było dostrzec już pierwsze oznaki mrozu. Bliżej miasta powietrze
miało mdły smak i zapach dymu, być może było raczej pozbawione woni trawy i ziół, niż miało jakiś wyrazny smak czy zapach."

Sofijufka - Pią 12 Mar, 2010 20:50

a pastor to mi przypomina taka pańcię, co to z bólem topiła szczenięta, a żeby mniej im było przykro, to robiła to w ciepłej, uperfumowanej wodzie... :evil:
Admete - Pią 12 Mar, 2010 20:53

Sofijufka napisał/a:
a pastor to mi przypomina taka pańcię, co to z bólem topiła szczenięta, a żeby mniej im było przykro, to robiła to w ciepłej, uperfumowanej wodzie... :evil:


Sofi :lol: jakie porównanie ;)

Anonymous - Pią 12 Mar, 2010 21:21

Admete napisał/a:
Sofijufka napisał/a:
a pastor to mi przypomina taka pańcię, co to z bólem topiła szczenięta, a żeby mniej im było przykro, to robiła to w ciepłej, uperfumowanej wodzie... :evil:


Sofi :lol: jakie porównanie ;)

Niech się Homer schowa :wink:

Więc tak: daleka jestem od pochwał w stronę pana Hale, ale i jego żona nie była bez winy... tyle, że wtrciło się tu jak mniemam i wychowanie tamtejszych kobiet. Ona nic nie wie o swym małżonku, córce... siedzi z Dixon jak zdetronizowana królowa i narzeka na swój los. Nosz kurczę. Gdyby mój mąż rzucił parafię to zrobiłabym wszysto, żeby sie dowiedzieć co dolega człowiekowi, którego kcoham, inna sprawa, że chyba bym wiedziała... w człowieku kryzys moralny nie rodzi się tak trzask prask zaraz. Ta kropla wątpliwości drążyła go od dłuższego czasu a on był całkowicie sam. Bo Pani Hale robiła za pierwowzór dla pani Korczyńśkiej, syn został okrzyknięty buntownikiem a córka bawiła w Londynie...
To smutne, że mimo, że pobrali się z miłości tak się oddalili, ciekawe ile nbaszych bohaterskich par, których losy wywoływały u nas takie motyli miały szanse skończyć w ten sam sposób...\



Najbardziej żal mi rzecz jasna Małgosi... biedna zagubiona dziewuszka.

Admete - Pią 12 Mar, 2010 21:43

Pani Korczyńska? A wiesz, że to ciekawe zestawienie. Podoba mi się.
BeeMeR - Pią 12 Mar, 2010 22:18

A mi się z opisu Milton podoba porównanie fabryk do kwok nad kurczętami :mrgreen:
Anonymous - Sob 13 Mar, 2010 11:38

Pisząc o pierwowzorze Pani Korczyńskiej miałam na myśli Panią Hale z czasów Helstone bo w Milton zaniemogła już konkretnie i ciutkę się zmieniła. ale w czasach całkowitej sielanki w Helstone ona nic tylko jęczała. Nic jej nie pasowało... Że nie wspomnę, że jest też podobna do Basi Niechciowej z tym narzekaniem na wszystko. A gdy wreszcie zmienia otocznie narzeka na zmianę któej wcześniej pragnęła. Pamiętacie scenę z "Nocy i dni" jak Basia z Bogumiłem przybywają do Serbinowa i ona narzeka, ze błoto, że brzydko a w Krępie było tak idealnie.... podczas gdy Bogumił zwraca jej uwagę, że jak mieszkali tam to jojczyła na wszystko. No wypisz wymaluj Pani Hale.... tylko, że jej nikt nie zwraca uwagi mąż jest pochłonięty własnymi myślami a córce chyba nie wypada.
Admete - Sob 13 Mar, 2010 11:41

Basia Niechcicowa ;) Tez ciekawe skojarzenie, z tym, ze jednak pani Hale była dośc bezczynna, a pani Niechcic dużo pracowała.
Nadszedł moment spotkania Margaret i Johna. Wcześniej mamy poszukiwanie nowego domu. Znów to córka decyduje o tym, gdzie mają zamieszkać. Pan Hale ponownie zdaje się na nią w sprawach praktycznych. Dobrze, że Margaret ma tyle zdrowego rozsądku ( ciekawe po kim swoją drogą, chyba w spadku po dalszych krewnych ;) )
Pan Thornton od razu zwraca uwagę na jej wygląd - w jego oczach jest piękna. Dostojna i nieosiągalna. Musiała faktycznie już na pierwszy rzut oka różnić się od kobiet, które znał do tej pory.

"Zamiast spokojnego duchownego w srednim wieku, pojawiła sie młoda dama pełna dostojenstwa, młoda dama tak różna od wszystkich, jakie dotąd spotykał."

Jest zaintrygowany, zdziwiony i niestety od razu stwierdza, że tak wyjątkowa istota nie może na niego zwrócić uwagi. Oj wychodzi kompleks niższości i problemy z osobowścią. Nie dziwi mnie to jakos szczególnie - w dzieciństwie John Thornton przeżył wielkie ciepienie i upokorzenie, potem stał się w przyspieszonym tempie dorosłym, odpowiedzialnym za losy innych, głową rodziny. Nie miał okazji uczyć się tyle, ile by chciał. Jego życie to nieustanna walka, nie było w nim miejsca na wzniosłe uczucia, ani na piękno. Mimo wszystko jednak pozostał bardzo wrażliwym człowiekiem i pragnienie uczuć oraz pragnienie piękna - wciąż w nim tkwiło. Czekało na właściwy moment, na osobę, która by ta ten element jego osobowości obudziła. No i stało się ;) Zdobyła przewagę, którą długo utrzyma. Niestety zaczyna sie tez nieporozumienie - to co John interpretuje jako wyniosłość jest zmęczeniem i trzymaneim fasonu wobec obcych.

Anonymous - Sob 13 Mar, 2010 11:43

Bo pani Niechcic nie miała wyoboru.... inna sytuacja życiowa... i mimo wszystko Basia miała słomiany zapał zostania najlepszą gospodynią w okolicy... No i nie miała ślepo wpatrzonej w siebie Dixon, która wyrwałaby jej z rąk najmniejszą nawet robotę...
Sofijufka - Sob 13 Mar, 2010 12:01

Admete napisał/a:
w dzieciństwie John Thornton przeżył wielkie ciepienie i upokorzenie, potem stał się w przyspieszonym tempie dorosłym, odpowiedzialnym za losy innych, głową rodziny. Nie miał okazji uczyć się tyle, ile by chciał. Jego życie to nieustanna walka, nie było w nim miejsca na wzniosłe uczucia, ani na piękno.

na rozpustę tez nie - ergo: John był dziewicem : :mrgreen:

trifle - Sob 13 Mar, 2010 12:02

Admete napisał/a:
Jest zaintrygowany, zdziwiony i niestety od razu stwierdza, że tak wyjątkowa istota nie może na niego zwrócić uwagi. Oj wychodzi kompleks niższości i problemy z osobowścią. Nie dziwi mnie to jakos szczególnie - w dzieciństwie John Thornton przeżył wielkie ciepienie i upokorzenie, potem stał się w przyspieszonym tempie dorosłym, odpowiedzialnym za losy innych, głową rodziny. Nie miał okazji uczyć się tyle, ile by chciał. Jego życie to nieustanna walka, nie było w nim miejsca na wzniosłe uczucia, ani na piękno. Mimo wszystko jednak pozostał bardzo wrażliwym człowiekiem i pragnienie uczuć oraz pragnienie piękna - wciąż w nim tkwiło. Czekało na właściwy moment, na osobę, która by ta ten element jego osobowości obudziła. No i stało się Zdobyła przewagę, którą długo utrzyma. Niestety zaczyna sie tez nieporozumienie - to co John interpretuje jako wyniosłość jest zmęczeniem i trzymaneim fasonu wobec obcych.


Idę zmusić brata do podłączenia drukarki i sobie wydrukuję chociaż część. Admete mi przypomniała, jak bardzo się zachwyciłam postacią Thorntona i jak kiedyś uznałam, że to mój absolutnie ulubiony bohater literacki ;)

Admete - Sob 13 Mar, 2010 12:04

Kasiek Masz pewnie rację...
Jeszcze jedno skojarzenie - pani Hale wyszła za mąz z miłosci, a pani Niechcic bardziej z rozsądku - obie były nieszczęśliwe głównie chyba z powodu swoich osobowości, a nie okoliczności.
Dotarłam do opisu Magaret w oczach Thorntona - pani Gaskell to zbereźna i podstępna kobieta ;) Ewidentnie wie, co to pociąg fizyczny - od samego początku John jest przyciągany do Margaret także z powodu jej fizyczności. No i dodatkowo pojawia sie element niedostępności - to musiało być dla takiego mężczyzny jak Thornton bardzo atrakcyjne ;)

Trifle - pogoń brata i czytaj :)



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group