To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Rozważna i romantyczna `95 vs `08

Tamara - Pią 18 Sie, 2023 11:14

RaczejRozwazna napisał/a:
Miała w sobie sporo - dla mnie ciut za sporo - złośliwej ironii. Powiedziałabym - takiej stereotypowo staropanieńskiej.

Z tym się absolutnie nie zgodzę. Ironia staropanieńska uderza przede wszystkim w kobiety, jako konkurentki , które osiągnęły lepszy status, natomiast JA jedzie równo po wszystkich, jeżeli mają skazy charakteru, niezależnie od płci.


Natomiast jednak czepnę się trochę Brandona '08 - jest trochę zbyt wesolutki jak na człowieka dotkniętego tragedią uczuciową, która odbiła się na całym jego życiu. Nie ma w nim tego wewnętrznego smutku, który doskonale wygrał Alan.

RaczejRozwazna - Pią 18 Sie, 2023 11:22

Mnie staropanieńska, inteligentna ironia kojarzy się przede wszystkim ze zdystansowanymi - jakby z lekkim kpiącym uśmiechem - podejściem do relacji, romansów, i całej tej romantycznej otoczki.
Tamara - Pią 18 Sie, 2023 12:57

Nie zgodzę się - jeżeli się jest starą panną z przymusu nie kpi sie z niezrealizowanego marzenia , jeżeli z wyboru - nie ma powodu do kpin, bo wie się , że są związki udane i nieudane, a czyjeś życie nie jest powodem do kpin. Zresztą nie zauważyłam kpiącego podejścia ani do związków, ani do romansów, bo nawet w Opactwie rozwijające się uczucie Katarzyny i Henry'ego jest przedstawione na poważnie. Zaś kpiny z państwa Eltonów dotyczą ich charakterów, nie małżeństwa.
RaczejRozwazna - Pią 18 Sie, 2023 13:43

Kpiną i ironią czasem się maskuje własne niezrealizowane pragnienia.

Ja tę lekką ironię wyczuwałam i w zakończeniu Dumy i w Emmie, to przede wszystkim.

Tamara - Pią 18 Sie, 2023 13:52

W wypadku JA chyba nie ma niezrealizowanych pragnień, bo mogła wyjść za mąż, ale nie chciała.
A w czym tę ironię widzisz? Jak ona się wyraża?

RaczejRozwazna - Pią 18 Sie, 2023 14:52

Może nie spotkała swojego Darcy'ego :wink: Daleka jestem od przekładania jedne do jeden doświadczenia życiowego autora na jego styl. Niemniej tego o czym piszę nie ma np. u Gaskell.
Nie mam na podoredziu książki, żeby wskazać dokładnie te fragmenty czy zdania, które odczytuję jako ironiczne, ale zasadniczo chodzi o dystans autora i tekstu (to jest nawet chyba definicja ironii romantycznej), jego wyczuwalną obecność, niejako puszczającego oko do czytających.Czasami tę ironię zwiastuje pozorny banał - na końcu Dumy jest bodaj takie zdanie: wszyscy wiedzą, że zgodny dobór charakterów jest rękojmią szczęścia - jakoś tak. Musiałabym mieć tekst przed oczyma.

annmichelle - Pią 18 Sie, 2023 16:23

Tamara napisał/a:
W wypadku JA chyba nie ma niezrealizowanych pragnień, bo mogła wyjść za mąż, ale nie chciała.

Nie wiemy, jakie miała pragnienia i marzenia.
To, że odrzuciła jednego czy drugiego mężczyznę nie oznacza przecież, że nie chciała wyjść za mąż. Po prostu nie chciała wyjść za TYCH konkretnych mężczyzn.
W sumie o życiu JA wiemy tak mało, a większość opiera się na domysłach, spekulacjach i właśnie interpretacji jej życia przez pryzmat książek, które pisała.
Na przykład Przedpełska-Trzeciakowska w biografii JA właśnie sporo spekulowała, czego osobiście nie lubię, bo nie jest to fakt tylko przypuszczenia, domysły, często naciągane nadinterpretacje.
A tu każdy może mieć swoje. :wink:

A interpretowanie charakteru autora i domniemanie na temat jego życia (przy braku faktów i dowodów) na podstawie powieści może ponieść na manowce. Biedni twórcy horrorów, kryminałów, fantastyki, thrillerów - gdyby ich charaktery interpretować na podstawie książek, które napisali... :-P

Tamara - Nie 20 Sie, 2023 21:07

RaczejRozwazna napisał/a:
wszyscy wiedzą, że zgodny dobór charakterów jest rękojmią szczęścia - jakoś tak.

Ale to jest proste stwiedzenie faktu, nie ma tu żadnej ironii.

RaczejRozwazna - Nie 20 Sie, 2023 21:36

W moim odczuciu nie jest. Podobnie jak zdanie otwierające całość, ono jest z tej samej kategorii :)
Tamara - Pon 21 Sie, 2023 21:11

Czy w Anglii brzoskwinie i truskawki owocują jednocześnie, w porze kwitnienia kasztanów ? Bo tak wygląda piknik w Delaford - Eleonora mówi Małgorzacie o truskawkach i brzoskwiniach, a w Delaford kwitną kasztany. I te rozpuszczone włosy Marianny :zalamka:
I całkowity brak służby w takiej rezydencji jak Allenham :confused3: nawet jeżeli jaśnie pani ciotka wyjechała z wizytą, służba powinna była być i pilnować chałupy.

Tamara - Pon 21 Sie, 2023 22:41

Nie wiem czy to już pisałam, ale serialowa Eleonora kupje ryby na molo w Lyme, w miejscu sławetnego skoku Luizy Musgrove :lol:
annmichelle - Wto 22 Sie, 2023 07:21

Tak, kiedyś już wspominałaś. :wink:

Zaglądam w ten temat, bo myślałam, że porśwnujecie obie ekranizacje, a tu takie OT. :lol:

Tamara - Wto 22 Sie, 2023 12:18

Przyjrzałam się uważnie relacji Brandon-Marianna w serialu i w dalszym ciągu wolę wersję filmową . Rickman jest doskonałym wcieleniem Brandona powieściowego, który od momentu pojawienia się Willoughby'ego nawet nie liczy, że Marianna na niego zwróci jakąkolwiek uwagę, natomiast jest zawsze w pobliżu jako wierny i oddany przyjaciel - nie mówię wielbiciel , bo swoje uczucie głęboko ukrywa, ale stale jest niedaleko , by służyć wsparciem i pomocą, niczego dla siebie nie żądając. I daleko bardziej mnie przekonuje filmowa wersja, w której towarzyszy Mariannie podczas rekonwalescencji, i dopiero wtedy ona, wracając do sił, kiedy już dostatecznie ogarnia i rozumie , co narobiła, i zaczyna prawidłowo oceniać, kto jest ile wart, przezywa moment olśnienia, że najwartościowszym mężczyzną w jej otoczeniu i najbardziej, najszczerzej oddanym jest Brandon. Widać nagła zmianę w jej spojrzeniu, wyrazie twarzy, zachowaniu, i tutaj ślub jest logicznym ukoronowaniem wątku. W serialu Brandon traktuje Mariannę trochę jak swoją własność - ta scena po przyniesieniu jej z parku, kiedy mówi, że trzeba ją rozebrać i ogrzać i sam się do rozbierania zabiera, jakby już była jego, reflektuje się ostatniej chwili. I wszystko, co dzieje się potem jest takim oswajaniem zwierzyny, po Mariannie widać, że ona się temu poddaje, ale na mnie nie robi wrażenia przekonanej , raczej ustępuje bo tak trzeba. Nie widzę z jej strony żadnych przesłanek wskazujących na uczucie; kiedy mówi Eleonorze, ze powiedziała Brandonowi, że go kocha, odnoszę wrażenie że zrobiła to , bo tak wypadało i tak było trzeba. Nie wiem, czy to wina niewydolności aktorskiej w tym wypadku, czy taki był zamysł reżysera, ale tutaj widzę stopniowe oswajanie ptaszyny, żeby sama weszła do złotej klatki , w przeciwieństwie do filmu, gdzie zmiana uczuć Marianny jest wyraźnie widoczna i jej radość i uśmiech w dniu ślubu szczere.

No i chociaż obie wersje pani Dashwood są urzekające, to chyba jednak wolę bardziej egzaltowaną Gemmę Jones, jako bliższą oryginałowi powieściowemu.

annmichelle - Wto 22 Sie, 2023 12:55

Tamara, myślę, że jesteś tak zakochana :wink: w parze Winslet-Rickman, że jakiekolwiek wyciąganie argumentów przeciw nie ma sensu. :-)
Maglowałyśmy już ten temat na forum tyle razy, też w porównaniach, że powtarzanie tego wszystkiego mija się z celem. :wink:
Dobrze, że każdy widz znajdzie w tych dwóch ekranizacjach coś dla siebie, na co innego zwraca uwagę, co innego do niego przemawia i go porusza.
Różnią się, ale nie są "profanacją" książki, nie są wbrew duchowi epoki, nie zmieniają drastycznie fabuły Austen.
Tak jak już pisałam - "RiR" ma szczęście do ekranizacji i super. :-)

Tamara - Wto 22 Sie, 2023 13:56

Po prostu mówię, co widzę . Nie jestem zakochana w żadnej parze, porównuję zachowania bohaterów. Każdy może odbierać wszystko inaczej, nie pisałam nigdzie o profanacji, tylko o wnioskach jakie mi się nasuwają podczas obserwacji obu par, ale ok.
Loana - Śro 23 Sie, 2023 15:20

annmichelle napisał/a:
Tak jak już pisałam - "RiR" ma szczęście do ekranizacji i super. :-)

Muszę to przyznać, że ma szczęście, bo obydwie ekranizacje są zrobione tak, że mało kto ich nie lubi w ogóle, co najwyżej woli jedną z nich w jakimś aspekcie.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group