Inne ekranizacje - Cranford film - (2007)
Admete - Śro 19 Gru, 2007 23:17
Ja dopiero jutro. Dziś juz nie zdążyłam. Cieszę się, że takie seriale powstają.
EDIT:
A jednak obejrzałam - będę jutro spać w pracy, ale co tam. Za dwa dni będę mieć wolne. Cranford to niesamowity serial. Mądry, wzruszający, zabawny. Popłakałam sobie dziś zdrowo i mam zamiar ponownie obejrzec całość.
Gosiu czytanie wiersza, rozmowa Harry'ego z lady Ludlow, Jessi i jej piosenka, miss Matty - brak mi słów... Sama wiesz.
Alison - Czw 20 Gru, 2007 07:48
| Gosia napisał/a: | W jednej ze scen swietna jest Francesca Annis jako Lady Ludlow.
|
Nie znam tego odcinka jeszcze, ale chciałam tylko powiedzieć, że Francesca jest stworzona do ról takich, wyniosłych, zbolałych arystokratek, bo bardzo podobnie zagrała w Jane Eyre i świetnie jej to wychodzi
Gosia - Czw 20 Gru, 2007 17:56
A wiesz, ze ja nawet nie wiedzialam, ze ona zagrala w "Jane Eyre".
Dla tych co chca poczuc smak tego filmu, na tej stronie mozna zobaczyc 5 minut kazdej z 5 czesci:
http://www.veoh.com/videos/v1608248sqDhbmw8
achata - Czw 20 Gru, 2007 20:29
A ile ten serial ma odcinków?
Alison - Czw 20 Gru, 2007 21:00
Pięć chiba. Ja narazie widziałam trzeci. Matko...oczy mam dziś w strasznie mokrym miejscu, bo tak tylko płacze i płaczę. Taki smutny ten odcinek. W książce też mi było żal Miss Matty i jej wdowiego czepeczka, ale jak zobaczyłam jej przesmutną buzię
Nienawidzę konwenasów!
P.S. A Lady Ludlow była w Jane Eyre mamą Blanche...
Gitka - Pią 21 Gru, 2007 16:21
The mystery of Mrs Gaskell's links to Halifax
Cranford is now a major television drama – but did its famous author have links to Calderdale?
http://www.halifaxcourier...ells.3564902.jp
i jeszcze
Missing Cranford already? There’s plenty to read by Mrs Gaskell
http://www.cranfordchronicles.com/
Caitriona - Sob 22 Gru, 2007 00:19
Obejrzałam własnie drugi odcinek i się normalnie popłakałam... Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy... Strasznie polubiłam tą bohaterkę.
I czy ktoś może mi powiedzieć co łączy lady Ludlow, miss Galindo oraz Sir Charlesa Maulvera? Jakieś związki rodzinne?
Alison - Pon 31 Gru, 2007 14:43
Musze napisać, że III odcinek jest cudowny. W książce strasznie lubiłam wątek miłosny panny Matty i pana Holbrooka, ale w filmie to taka poezja... Te drobiazgi, kiedy on oddaje jej pierwszeństwo rozpoczęcia obiadu (miny panny Pole przy jedzeniu zielonego groszku, przyprawiaja mnie o paroksyzmy śmiechu), kiedy on czyta głośno wiersze, a ona pieczołowicie nabija mu fajkę, troche tak jakby się bawili w dom, o tej całej reszcie szalu, pierwiosnkach itp. juz nie wspomnę. On z tą swoja ujmującą za serce atencją, tymi spłoszonymi spojrzeniami, tą delikatnością uczuć jest tak piękny, że w ogóle nie przeszkadza mi to, jaki jest już starutki. Boże mój, przepiękny jest ten wątek, przepiękny...
A końcówka, kiedy ona chce sobie zamówić ten wdowi kapelusz, do ktorego właściwie nie ma prawa, jest jedną z najbardziej wzruszających scen, jakie widziałam w zyciu, a przy tym tak stonowana i subtelna, ze naprawdę padam przed twórcami na twarz.
Gosia - Wto 01 Sty, 2008 14:39
Obejrzalam dzis rano. Musze powiedziec, ze bardzo sie wzruszylam .... zwlaszcza pod koniec.... Pieknie to zostalo oddane, z takim wyczuciem. I ta scena gdy miss Matty wchodzi do lezacego na lozku pana Hoolbrooka. Takie dyskretne wycofanie sie pani Pole (ktora raczej do dyskretnych osob nie nalezala) i dyskretne wycofanie się kamery. Tylko ta reka na rece....
A glos pana Hoolbroka, jakze mi sie podobalo jak czytal te wiersze. Michael Gambon jest wprost stworzony do audiobookow. Jego glos tak uspokaja i tak chwyta za serce....
Ten serial jest w rzeczywistosci dosc smutny, oczywiscie sa przeblyski humoru, sa zabawne sceny: w pierwszej czesci np. ta historia z kotem, w drugiej: historia z krowka, w trzeciej strach przed wlamaniami. Ale odcinki koncza sie smutno i pozostawiaja moze taka troche pogodzona z zyciem, ale jednak melancholie.
Nie jest to na pewno film lekki latwy i przyjemny. Ale mi sie niezmiernie podoba.
Dziekuje Alison!
Caitriona - Wto 01 Sty, 2008 17:33
Obejrzałam właśnie trzeci odcinek (dzięki Alison!) i nadal jestem zachwycona tym serialem. Ma w sobie tyle spokoju i ciepła, pomimo że w sumie wiele się w nim dzieje i nie zawsze szczęśliwie. Jest cudownie sfilmowany i ma piękną muzykę. Bardzo mi się podobała ta piosenka wykonywana przez kolegę doktora (nota bebe niegrzeczny chłopiec z tego kolegi - niby żart, a ile może spowodować łez panny Tomkinson!). I cieszę się, ze doktor Harris został w końcu tak ładnie przyjęty przez Sophy (biedak, ile on musiał zjeść tych naleśników ). I bardzo mi się podobała historia miss Matty i pana Holbrooka, szkoda ze zakończyła się w ten sposób...
A, i zauważyłyście jakie perypetie spotykają biedne zwierzaki w tym serialu?
Alison - Wto 01 Sty, 2008 17:35
| Gosia napisał/a: |
Nie jest to na pewno film lekki latwy i przyjemny. Ale mi sie niezmiernie podoba.
|
Jest taki jak życie łzy przeplatają się ze śmiechem, rozpacz ze szczęściem, ale wszystko w nim jest takie subtelne, nawet jeśli chwilami przerysowane. Jestem wielką fanką panny Pole i jej powiedzonek np. Mój ojciec był mężczyną, więc wiem wszystko o tej płci!
Gosia - Wto 01 Sty, 2008 18:21
Tak, to bylo dobre!
Ja sobie przypomnialam tez dzisiaj bieg przez Cranford z koszem, w ktorym byl kot z polknieta nieszczesna koronka i towarzyszaca biegnacym paniom lektyka z pania Jamieson
Gitka - Wto 01 Sty, 2008 18:43
Ja też obejrzałam trzeci odcinek z zachwytem!
Uśmiałam się gdy zobaczyłam te stateczne damy na przyjęciu świątecznym grające we
"flirt".
Też w taki grałam
Alison - Wto 01 Sty, 2008 19:55
A ja obejrzałam przed chwilą IV i V odcinek. Przy piątym tak się spłakałam, że po prostu idę wyżąć skarpetki, bo sobie chyba aż do kapci nakapałam.
Kocham ten film. Kocham panią Pole, i panią Forrester, i Marthę i pannę Matty i Mary. A jak zobaczyłam Petera to ómarłam na zawał. Gosiu mężczyźni w TYM wieku jednak potrafią być okropnie przystojni . I w ogóle chyba mam słabość do facetów z szalami
Chcę widzieć co będzie dalej!!!!!!!! Nie chcę, żeby ten serial się skończył!!!!!!!!
Gosia - Wto 01 Sty, 2008 20:07
Zakonczenie tego filmu jest faktycznie bardzo poruszajace
Tak zal mi bylo...
Niestety powiesc na tym sie konczy, to znaczy nie wiem jakie jest zakonczenie "Lady Ludlow", ale "Cranford" tak mniej wiecej sie konczy. Tez sie przyzwyczailam do bohaterow i szkoda, ze to juz koniec....
Alison - Nie 06 Sty, 2008 09:38
Dziewczynki, poszła IV część tłumaczenia! Ten odcinek jakby spokojniejszy, nie taki emocjonalny, choć bardzo wzruszają mnie zwierzenia panny Matty. No i nabrałam większej pewności co do przyszłości Dr Marshlanda i Mary
Muszę też przyznać, że lady Ludlow coraz bardziej jest posągowa. Franceska jest wymarzona do takich ról.
Gosia - Nie 06 Sty, 2008 09:52
Dzieki
Właśnie obejrzalam. Musze po raz kolejny powiedziec, ze bardzo lubie ten film
Jest bezpretensjonalny, uroczy. Dzisiejszy odcinek byl w sumie pogodny, poza tym, ze dr Harrisonowi zawalil sie caly świat
Ale qui pro quo bylo zabawne, zwlaszcza przypadek panny Rose
Alison - Nie 06 Sty, 2008 20:18
A mnie coraz bardziej podoba się postac dr Harrisona, tzn to jak została zagrana. Juz nie widzę Bingley'a AD2005. Właściwie nie wiem, czemu ten aktor tak głupkowato poprowadził te postać? Przecież Bingley był właśnie taki jak dr Harrison uczciwy, szczery, prostolinijny, lekko nieśmiały, ale poprzez tę otwartość szybko zyskujący sobie przyjaciół. Skąd wział się pomysł na takiego przygłupka?
Podoba mi się dr Marshland, ma takie zbójeckie ogniki w oczach no i slicznie śpiewa, choc zdanie z poprzedniego odcinka, o tym jak uwielbia nerwy i więzadła w oczach trochę mnie przeraziło, czy to nie jakis zboczeniec aby , ale tak slicznie położył dłoń na rękach Mary, mówiąc, że pomoże jej szybciej niż myśli. I jeszcze to o zwykłych oprawkach okularów, że niby pięknej lilii nie trzeba dodatkowo ozdabiać... W ostatnim odcinku wychodzą razem z plebanii i choc na końcowym obrazku stoją z dala od siebie, to ja Wam mowię, z tej mąki będzie chlebuś!
| Gosia napisał/a: | | Tak to wygladalo, ze jest szansa na to, ze beda razem, choc w powiesci nie ma mowy o tym, ze Mary bedzie kogos miala... |
To jest tak z gruntu dobra i fajna posatć, że trzeba ją za kogos wydać!
Taka sama jest panna Matty i jej nieszczęścia juz wystarczy, jak na jeden film
Gosia - Nie 06 Sty, 2008 20:32
Mary Smith to faktycznie bardzo fajna postac. w ogole lubie tam sporo osob, bo i dr Harrisona, i tego trzpiota drugiego doktorka, i panią Forrester (od kotka i krowki ) i pana Cartera, i panne Matty, i Sophy itd itd. Postacie sie latwo zapamietuje. I fajnie ze nie sa takie piekne i wymuskane, bo to gwarantuje ich charakterystycznosc. Po prostu lubie ten film, ale z pewnoscia wiem, ze ktos moze powiedziec, ze niewiele sie w nim dzieje. Mi sie jednak podoba ten klimat angielskiej prowincji.
Alison - Nie 06 Sty, 2008 20:49
| Gosia napisał/a: | | Postacie sie latwo zapamietuje. I fajnie ze nie sa takie piekne i wymuskane, bo to gwarantuje ich charakterystycznosc. |
Sophy jest śliczna. Jest tak śliczna, że aż trudno uwierzyć, że można być tak ślicznym
Masz rację każda z tych postaci jest "jakaś" i natychmiast zapada w pamięć. Nawet Martha. Panią Forrester uwielbiam, bo to taka staruszka-trzpiotka. Przepadam za tym jak ona się przy każdej okazji rozgląda za facetami, i tak się nimi wdzięcznie zachwyca, zawsze sobie myslę, że znalazła by sobie miejsce na naszym forum No i panna Pole, ta kochana hipokrytka. Każdy jej gest i ruch głową jest wypracowany i zgodny z charakterem postaci. Ja najbardziej lubię jej męki stołowe przy jedzeniu zielonego groszku albo to jak ofiarowuje profil pana Holbrooka i bez obciachu użala się nad jego ceną albo to jej hasło, pani Rose, niechże pani broni swojego narzeczonego!
Gosia - Nie 06 Sty, 2008 21:08
Ale potrafi sie zachowac, bo wtedy jednak wyszla dyskretnie z pokoju, zostawiajac ich samych, i portrecik Holbrooka ofiarowala (mimo jego ceny ) pannie Matty.
Jednak osobiscie wole pania Forrester, tez ją uwielbiam Zabawne bylo jak swatala pannia Rose
Zapomnialam o intymnej scenie rozmowy panny Matty z Mary z tego 4 odcinka - ładne to bylo i lekko wzruszajace.
Alison - Nie 06 Sty, 2008 21:47
| Gosia napisał/a: |
Zapomnialam o intymnej scenie rozmowy panny Matty z Mary z tego 4 odcinka - ładne to bylo i lekko wzruszajace. |
Masz na myśli tą rozmowę o dzieciach? Dla mnie ona była niesamowicie wzruszająca. Judy Dench jest niesamowitą aktorką! Tak ulotnymi środkami potrafi pokazać całą głębię uczuć. Czasem na zbliżeniu widać tylko drgnięcie kącika ust, spuszczenie powiek i człowiekowi serce pęka. Kiedy ją widzę taką ciepłą, zyczliwą wszystkim staruszkę, to aż nie umiem jej sobie przypomnieć jaka ona była jako władcza lady Catherine de Burgh
Admete - Nie 06 Sty, 2008 21:51
To jest naprawdę wyjatkowy serial. Jest w nim w odpowieniej ilości humor i wzruszenie. Do tego - tak jak pisałyście - wspaniałe postacie, prawdziwie ludzkie.
Gitka - Pon 07 Sty, 2008 09:35
Ileż mi wzruszeń dostarcza Cranford
Jak pięknie doktor prosił o rękę ojca Sophy, która jest rzeczywiście jak z obrazka.
A mówią, że na Wyspach nie ma pięknych kobiet, nic bardziej mylnego, tam każda z pań jest piękna!
I to zakończenie czwartego odcinka, spodziewałam się takiej komedii omyłek, a tu tragedia
Ja chcę więcej odcinków, nie tylko pięć, w ogóle nie chcę się z nimi rozstawiać.
Nie wiem jak Wy, ale ja oglądając film bawię się w swatkę...
Alison - Pon 07 Sty, 2008 09:59
| Gitka napisał/a: | Ileż mi wzruszeń dostarcza Cranford
Jak pięknie doktor prosił o rękę ojca Sophy, która jest rzeczywiście jak z obrazka.
A mówią, że na Wyspach nie ma pięknych kobiet, nic bardziej mylnego, tam każda z pań jest piękna!
I to zakończenie czwartego odcinka, spodziewałam się takiej komedii omyłek, a tu tragedia
Ja chcę więcej odcinków, nie tylko pięć, w ogóle nie chcę się z nimi rozstawiać.
Nie wiem jak Wy, ale ja oglądając film bawię się w swatkę... |
Giteczko, siostro! Mam dokładnie tak samo!!
|
|
|