To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - odsłona III

MiMi - Pon 12 Mar, 2007 21:17

miriampojda@wp.pl
Gosia - Pon 12 Mar, 2007 21:21

Takie sprawy to prosze na PW, bo bede miala duzo do wycinania ;)
Cala prawie poprzednia strona pojdzie pod nozyczki :lol:

Maryann - Wto 13 Mar, 2007 06:41

Rozdział VI część 7

- Panna Elizabeth Bennet jest… – Darcy zmarszczył brwi w zamyśleniu. Nigdy nie próbował jej określić. Nie należała do żadnej grupy znajomych mu kobiet. Była… Elizabeth ! – Panna Elizabeth Bennet jest osobą, która opiera się zwykłym kategoriom towarzyskim – spojrzał w przestrzeń ze zmarszczonymi brwiami – To znaczy, jest niezwykła. Ale – pośpieszył z uzupełnieniem – nie możesz myśleć, że jest przeciwieństwem lub jedną z tych okropnych Niekonwencjonalnych Kobiet – uśmiechnął się do siebie – Jeden z jej sąsiadów, sędzia, powiedział o niej jako o kobiecie o „niepospolitym rozsądku ukrytym w tak zgrabnym, małym opakowaniu, jak tylko można zapragnąć”. Ten opis nie oddaje jej sprawiedliwości, ale nie jest daleki od prawdy.
- Czy więc jest ładna ? Piękna ? – nalegała Georgiana.
„Ona pięknością ? Równie dobrze można by jej matkę nazwać mędrcem !” Wzdrygnął się na wspomnienie swoich nierozsądnych słów i zastanawiał się, jak w ogóle mógł tak pomyśleć.
- Nie myślałem tak z początku, ale to dlatego, że nie jest klasyczną pięknością, a ja nie miałem na tyle rozumu, aby ją docenić – Darcy poczuł, że staje się bardziej wylewny, gdy skupił się na szczerych odpowiedziach na pytania siostry – Jednak, gdy zacząłem ją poznawać, uznałem, że jest bardzo ujmująca. Bardzo ujmująca, doprawdy ! Myślę, że to jej oczy najpierw zwróciły moją uwagę. Są wyjątkowo ekspresyjne, a kiedy unosi brew, wiele mówią do tego, kto umie…
Chichot przerwał jego monolog.
- Wybacz mi, braciszku – przeprosiła go szczerze Georgiana – Mów dalej.
- Jest piękna, tak. W każdym razie tak myślę – dokończył niezręcznie – Co jeszcze chciałabyś wiedzieć ?
- Czy jest tak samo dobra, jak piękna ? – głos Georgiany drżał odrobinę.
Zdając sobie sprawę z jej obaw Darcy był rad ze swojej odpowiedzi.
- Panna Elizabeth Bennet jest stanowczą młodą damą – przyznał – Ale również najbardziej życzliwą. Opiekowała się siostrą, która zachorowała w Netherfield z niesłabnącą troską. Wszystko, co zrobiono dla panny Bennet, panna Elizabeth robiła sama – przypominając sobie inne sceny mówił dalej – Widziałem ją uspokajającą starych, zrzędliwych majorów oraz dodającą otuchy nieśmiałym panienkom i wiejskim młodzianom niemal za jednym zamachem – zaśmiał się na wspomnienie tamtego wieczoru, po czym natychmiast spoważniał – Ale muszę powiedzieć, że nie znosi głupców, ani podlizywania się tym, którzy mają lub nie wyższą od niej pozycję. Jest uprzejma, oczywiście, ale nie poddaje się. Co do tego, moje własne doświadczenie może zaświadczyć !
- Tak – niecierpliwie odparła Georgiana – A czy udało ci się odzyskać jej przychylność ?
Darcy powtórnie zmarszczył brwi i zacisnął wargi zastanawiając się nad jej pytaniem. Co powinien powiedzieć ? Jaka była prawda ?
- Naprawdę nie wiem, kochanie – wyznał – Zgodziła się ze mną zatańczyć na balu, czy raczej uległa przez grzeczność. I wydawało się, że jesteśmy w dobrych stosunkach. Ale potem, z różnych powodów, porozumienie, które osiągnęliśmy, zaczęło się chwiać. Później wypadki tak się potoczyły, że w żadnym wypadku nie powitałaby mnie serdecznie.
Gdy jego opowieść dotarła do obecnego stanu rzeczy między nim a Elizabeth, przyjemne uczucia, które w jego piersi wywołały pytania Georgiany, zbladły. Ich miejsce pozostało puste, a on został tylko ze swoim obowiązkiem i bólem niezaspokojonego pragnienia. Nie powinien oddawać się tym wspomnieniom, upomniał się surowo. Czyż nie był, on sam, zabójcą wszelkich skłonności w tym kierunku ? To nie miało sensu, było wbrew rozsądkowi, żeby w taki sposób samego siebie dręczyć.
- Nie widziałem jej, ani z nią nie rozmawiałem od tamtej nocy – ciągnął szorstko – A skoro Bingley otrząsnął się z zauroczenia jej siostrą, nie wydaje się rozsądnym oczekiwać, że ona kiedykolwiek jeszcze stanie na mojej drodze. I to, siostrzyczko, jest wszystko !
- Nie będziesz więc jej szukał ? – Georgiana spojrzała na niego z mieszaniną zaskoczenia i żalu – Nie będziesz utrzymywał tej znajomości ?
- Nie – odparł, wybierając prostą, nie upiększoną prawdę zamiast łagodniejszej odpowiedzi.
- Więc nigdy jej nie poznam ? – zapytała ze smutkiem.
Opuszczenie ramion na jego odpowiedź skłoniło Darcy’ego do zastanowienia.
- Nie powiedziałbym „nigdy”, kochanie – wycofał się – Ale to nie jest prawdopodobne. Jej majątek jest niewielki. Nie porusza się w tych samych kręgach towarzyskich, co my.
- Mimo to chciałabym ją poznać, bracie – wyszeptała.
- Myślę, że ja bym też tego chciał, Georgiano – odpowiedział – Chociaż nie wiem, jak i z jakiego powodu, oprócz tego, że wierzę, że nie mogłabyś znaleźć szczerszej przyjaciółki – ten pomysł zaskoczył go podnoszącą na duchu nadzieją – Może to wystarczy – pochylił się i pocałował ją w czoło – Teraz, jeśli mi wybaczysz, pójdę spać. Sherill niemal mnie zamordował tym łażeniem po workach z ziarnem i w górę i w dół po drabinie na strych. A nie chciałbym znowu zasnąć publicznie !
Zostawił ją patrzącą za nim z zadumanym wyrazem twarzy. Kiedy doszedł do drzwi odwrócił się i rzucił jej ostatni, pokrzepiający uśmiech, ale ona go nie widziała. Jej smukła, królewska sylwetka była pochylona w kontemplacji dłoni na jej kolanach w taki sposób, że na ten widok Darcy’ego przeszedł dreszcz niepokoju. Jaki był efekt jego słów ? Czy nadmiernie ją obciążył, czy zawiódł w jakiś sposób ? Być może była po prostu zmęczona. Po prawdzie, był tak zajęty sprawami majątku, że nie zajął się jej wygodą, czy rozrywką. To raczej ona starała się go zabawić ! Dotarł do swoich apartamentów i pociągnął za dzwonek, przepełniony poczuciem winy. Jutro będzie na rozkazy Georgiany, przysiągł czekając na Fletchera. Sprawy Pemberley mogą równie dobrze poczekać !

QaHa - Wto 13 Mar, 2007 07:50

Maryann napisał/a:
Chichot przerwał jego monolog.
- Wybacz mi, braciszku – przeprosiła go szczerze Georgiana – Mów dalej.

:shock: jestem zszokowana, ale luzra z tej Georgiany :shock: oj Pamelka przegieła

Maryann wielgachne dzięki :kwiatek: może i Pamelontko za bardzo zamerykanizowało nam Darcy'ego i spółkę ale i tak lubię czytać :-) jestem pełna uznania, tłumaczenie jest świetne :przytul:

Maryann - Wto 13 Mar, 2007 09:08

No właśnie... Kiedy to Georgiana odważyłaby się tak śmiać ?
Ale wyobrażasz sobie, jaka to była pyszna scena, gdyby znalazła się w serialu ? :grin: Już widzę Colina z tym popłochem w oczach, próbującego za wszelką cenę zachować powagę i Georgianę świdrującą go oczkami... :mrgreen:

Dione - Wto 13 Mar, 2007 09:23

Maryann, to ja też poproszę... dione0@op.pl
Dziękuję :kwiatek:

Mag - Wto 13 Mar, 2007 09:47

Dzięki Maryannku za ciacho- ranny ptaszek z Ciebie. Ja też nie śpie o tej porze, ale wszystkie siły skupiam na dotarciu do źródła kawy z zamkniętymi oczami :grin:
QaHa - Wto 13 Mar, 2007 10:00

Cytat:
No właśnie... Kiedy to Georgiana odważyłaby się tak śmiać ?
Ale wyobrażasz sobie, jaka to była pyszna scena, gdyby znalazła się w serialu ? Już widzę Colina z tym popłochem w oczach, próbującego za wszelką cenę zachować powagę i Georgianę świdrującą go oczkami...
_________________

hihi panika byłaby jak się patrzy, zaniepokojone spojrzenia, skrzywienie ust ehhhh, wydaję mi się iż byłby zahowaniem siostry zgorszony i lekko podirytowany, raczej by go jej chichotliwa reakcja nie rozbawiłą bo za bardzo odsłania jego śłabość;
(już wiem co bedę robic wieczorem ... o kurcze raczej w nocy toż ja dizś do dom o 23 zawitam dopiero)

Anonymous - Wto 13 Mar, 2007 11:13

Cóz... Lady P przegina w tej spowiedzi. Ale niech przegina. niech sie chłopak spowiada i płoszy :D
asiek - Wto 13 Mar, 2007 11:18

Jaka piękna scena. :serce: Co prawda Georgiana zbyt śmiała i dojrzała, a Darcy aż nadto wylewny, ale jedno jest pewne - podobna rozmowa musiała się odbyć. Jak wszystkie wiemy, w D&U Darcy wspomina Elizabeth, że siostra pragnie ją poznać, a i sama Georgiana nieco poźniej w rozmowie z Lizzy przyznaje, że wiele o niej słyszała od brata. Zatem Darcy musiał napomknąć Georgianie o Lizzy i to w samych pozytywach. Ciekawa jestem jakby taką scenę opisała sama JA.

Maryannku, dzięki :kwiatek:

Maryann napisał/a:
Ale – pośpieszył z uzupełnieniem – nie możesz myśleć, że jest [...] jedną z tych okropnych Niekonwencjonalnych Kobiet –

:shock: A kogoż to Darcy miał na myśli ? Chyba nie chodziło mu o kobiety wykształcone, samodzielne i pracujące zawodowo :mrgreen:

Maryann - Wto 13 Mar, 2007 11:46

asiek napisał/a:
maryann napisał/a:
Ale – pośpieszył z uzupełnieniem – nie możesz myśleć, że jest [...] jedną z tych okropnych Niekonwencjonalnych Kobiet –

:shock: A kogoż to Darcy miał na myśli ? Chyba nie chodziło mu o kobiety wykształcone, samodzielne i pracujące zawodowo :mrgreen:

Nazwa jest pisana dużymi literami, więc ani chybi chodzi o jakieś stowarzyszenie, czy organizację, ewentualnie klub dyskusyjny... Nie znalazłam nigdzie wyjaśnienia tego terminu, ale z kontekstu można się domyślać, że Darcy ma na myśli jakiś ruch feministyczny czy coś w tym rodzaju. I że oczywiście nie darzy tych dam sympatią. :mrgreen:

Alison - Wto 13 Mar, 2007 13:08

To to już jest koniec tego, co Ty masz Maryannku? To jutro ja?
To ja w ogóle nie rozumiem, co to sie porobiło w tych moich kawałkach, chyba muszę dokonać jakiegoś przeglądu spraw. :sad:

Maryann - Wto 13 Mar, 2007 13:19

Alison napisał/a:
To to już jest koniec tego, co Ty masz Maryannku? To jutro ja?

Uhmmm... :wink:

Alison - Śro 14 Mar, 2007 07:51

Rozdz. VII, cz. 1 "Cecha litości" :? ??:

Żarliwie chcąc wprowadzić w życie postanowienie o byciu na usługi swojej siostry, Darcy obudził się tego ranka wcześniej, niż to miał w zwyczaju. Leżąc pośród wszystkich porozrzucanych w nocy poduszek i kołder, dziwił się, że ogóle zasnął. W półśnie przeżył ponownie muzykę w wykonaniu Georgiany i co gorsza, objawił ten zakamarek swojego serca, który myślał, że z powodzeniem został ukryty. Po prawdzie, to pogodził się z faktem swojego uwielbienia dla Elizabeth Bennet. Jedwabna pamiątka pozostająca między stronami jego książki była świadkiem prawdziwości tego faktu. Ale "znak" jej obecności w domu, w jego domu i ten stopień nieoczekiwanego zadowolenia, jaki napomknienie o niej, w nim wywoływało był zatrważająco niebezpieczny dla jego przyszłego spokoju.
- Bardzo niebezpieczny - powiedział głośno, karcąc się za tą zbłąkaną fanaberię, która dla Georgiany bardziej właściwa niż sobie to uświadamiał. Źródłem tego jego, co najmniej roztargnienia, było fantazjowanie o Elizabeth, kiedy zaczął na wszystko, co było mu znajome, wszystko co wiązało się z Pemberley patrzeć jej, jak uważał, krytycznym wzrokiem. Powtórzył sobie oświadczenie z poprzedniego wieczora: "O nie sir, to tak nie będzie!"
Dźwięki otwieranych i zamykanych szyflad, dobiegające zza drzwi jego garderoby, przywróciły mu przytomność. "O co chodzi? Czemu Fletcher jest tak wcześnie?" W ten sposób pytanie zadecydowało za niego, Darcy odrzucił kołdrę, po czym podniósł się miękko z łóżka i spokojnie przeszedł przez pokój. Otwierając drzwi do garderoby, zobaczył swojego lokaja już przygotowującego dla niego ubrania, nawet dzbanek parującej wody, pachnącej drzewem sandałowym, stał już gotowy.
Fletcher! - powiedział z wymówką, ściągając nocną koszulę - Jesteś diabelnie wcześnie, dziś rano! - przerwał, tłumiąc ziewanie - Zawsze pamiętałeś o swoich obowiązakach, ale to już więcej niż sumienność!
- Eh-hem - chrząknął Fletcher i strasznie się zaczerwienił - Tak, sir. Cała przyjemność, eee, po mojej stronie, panie Darcy.
- Przyjemność?! Czy ty jesteś chory, człowieku? Powiedz mi o tym natychmiast! Nie musisz mi usługiwać, jeśli powinieneś być w łóżku. Ktoś inny może mi asystować.
Tak nagle jak twarz Fletcher'a się zaczerwieniała, teraz z kolei zbladła - Och nie, sir! Mam się całkiem dobrze!
Darcy przyjrzał mu się sceptycznie - Nie wygląda na to. Dalej, chłopie, zaaplikuj sobie jakieś leki i dojdź do siebie.
O ile to możliwe, rada Darcy'ego spowodowała, że bladość Fletcher'a tylko się pogłębiła - Upewniam pana, sir, że nie jestem chory, a Molly jest ostatnią kobietą, którą chciałbym spotkać.
Ta informacja spowodowała, że oczy Darcy'ego wznosły się ku niebu - Myślałem, że ty i ta zielarka już się porozumieliście, Fletcher.
Fletcher pociągnął nosem - Molly też tak uważa, sir, ale ja jej nigdy, niczego nie obiecywałem. - odwrócił się do swoich przyrządów do golenia, zanurzając je w gorącej, pachnącej wodzie - Ani też nigdy nie skrzywdziłem - dodał z naciskiem - My nigdy nie byliśmy sami, sir!
- Ale sprawy przybrały inny obrót, prawda? - Darcy skrzyżował namiona na piersi, przerażony, że taki rodzaj antypatii pojawił się wśród jego służby. Kłótnie kochanków pomiędzy służącymi zawsze odbijały się niekorzystnie na prowadzeniu domu.
- Owszem, sir.
- A ta nadgorliwość w pełnieniu obowiązków?
- To zielonooki potwór, sir - westchnął Fletcher - Gdziekolwiek się ruszę, Molly albo jej przyjaciele dają mi odczuć jej gniew, albo jakaś inna kobieta sugeruje, że jesteśmy razem, a ja przecież jestem wolny. Pan nie ma pojęcia jak to jest, panie Darcy!
- Wydaje mi się, że potrafię sobie wyobrazić - prychnął Darcy, siadając na fotelu do golenia - Więc co zamierzasz zrobić?
- Gdybym mógł, panie Darcy, chciałbym wcześniej w tym roku wyjechać na urlop. Chciałbym trochę popodróżować, zanim spotkam się z rodzicami - Fletcher przyjrzał mu się bacznie, kiedy otaczał mu szyję ciepłym ręcznikiem - Mógłbym tu wrócić podczas uroczystości, jakie planuje panna Darcy.
- Hojność lorda Dyfed'a wypaliła ci dziurę w kieszeni, Fletcher?
Fletcher znowu się zaczerwienił - Ależ nie, sir, wcale - Złapał pędzel do golenia i żwywiołowo zanurzył go w miseczce z mydlinami. - Raczej, chciałbym je jakoś zainwestować, sir.
Darcy ściągnął usta, ale i tak nie mógł dalej pytać, gdyż pędzel obficie pokrył mu twarz pianą. Kiedy Fletcher ostrzył na pasku brzytwę, Darcy rozważał czy powinien dalej sondować dziwne rozterki tego człowieka i jego tajemniczą odpowiedź.
- Gdyby pan mógł podnieść podbródek, sir - Fletcher odwrócił się do niego, brzytwa błyszczała stanowczo, gotowa by zacząć. Darcy usadowił się głębiej w fotelu, podniósł brodę i zdecydował, pod wpływem okoliczności, żeby pozostawić sprawy samym sobie.

Balbina - Śro 14 Mar, 2007 08:20

Dzięki Ci Mateczko kochana za ciasteczko, ale rzuć jakowymś tytułem rozdziała.
QaHa - Śro 14 Mar, 2007 08:23

... nie mogę sobie wyobrazic by Fletcher wywnętrzał się przed Darcym, w łepetynie mi się nie mieści (moim skromnym zdaniem lady Pamela swego czasu naczytała się za wiele harlequinów).
W tej wzajemnej relacji Fletcher-Darcy człowiek się gubi kto rzeczywiście rządzi i jest górą

Alison - Śro 14 Mar, 2007 08:27

Balbina napisał/a:
Dzięki Ci Mateczko kochana za ciasteczko, ale rzuć jakowymś tytułem rozdziała.


Narazie tytułem nie mogę rzucić, bo nie wiem jak go przetłumaczyć :razz:
Tzn. pani Pamela często się Szekspirem podpiera, i ten rozdział też ma tytuł ukradziony z Kupca weneckiego, jednak nie mogę dotrzeć do polskiego tłumaczenia i nie wiem jak oficjalnie przetłumaczono The quality of mercy. Mozna to przetłumaczyć na różne sposoby - Rodzaj łaski, Jakość litości...ale wszystko głupio brzmi, nic zgrabnego mi do glowy nie przychodzi. Może "zbytek łaski", ale to nie byłoby zbyt dokładne tłumaczenie. Może Wy mi kochane pomożecie, może któraś ma Kupca Weneckiego i mi podpowie? :kwiatek:

Marija - Śro 14 Mar, 2007 08:47

"Litości dla Fletchera"?
Maryann - Śro 14 Mar, 2007 08:54

Alison napisał/a:
Może Wy mi kochane pomożecie, może któraś ma Kupca Weneckiego i mi podpowie? :kwiatek:

Ma, znajdzie i podpowie. :grin: Już raz szukała i znalazła, ale zapomniała... Skleroza jakaś, czy co... :rumieniec:

Alison - Śro 14 Mar, 2007 09:28

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
Może Wy mi kochane pomożecie, może któraś ma Kupca Weneckiego i mi podpowie? :kwiatek:

Ma, znajdzie i podpowie. :grin: Już raz szukała i znalazła, ale zapomniała... Skleroza jakaś, czy co... :rumieniec:


Że też ja zapomniałam od razu zapytać to źródło mądrości wszelkiej :mrgreen:
To wszystko przez tą "Trędzię" co mi rozum przyćmiewa :lol:

Maryann - Śro 14 Mar, 2007 09:36

Alison napisał/a:
Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
Może Wy mi kochane pomożecie, może któraś ma Kupca Weneckiego i mi podpowie? :kwiatek:

Ma, znajdzie i podpowie. :grin: Już raz szukała i znalazła, ale zapomniała... Skleroza jakaś, czy co... :rumieniec:


Że też ja zapomniałam od razu zapytać to źródło mądrości wszelkiej :mrgreen:
To wszystko przez tą "Trędzię" co mi rozum przyćmiewa :lol:

Jak się będzie Macierz nabijać, to się rozmyślę ! :wink: :mrgreen:

Maryann - Śro 14 Mar, 2007 09:49

QaHa napisał/a:
... nie mogę sobie wyobrazic by Fletcher wywnętrzał się przed Darcym, w łepetynie mi się nie mieści (moim skromnym zdaniem lady Pamela swego czasu naczytała się za wiele harlequinów).
W tej wzajemnej relacji Fletcher-Darcy człowiek się gubi kto rzeczywiście rządzi i jest górą

Musi lady Pamela wnikliwie studiowała N&S i relacje Dixon z Margaret... :mrgreen:

QaHa - Śro 14 Mar, 2007 09:57

Maryann napisał/a:
Musi lady Pamela wnikliwie studiowała N&S i relacje Dixon z Margaret...

:rotfl: świetna uwaga !!!!

Alison - Śro 14 Mar, 2007 10:30

Maryann napisał/a:
Jak się będzie Macierz nabijać, to się rozmyślę ! :wink: :mrgreen:


Się nie nabijam, słowo harcerza. Trwam w nieustającym podziwie :thud:

Anonymous - Śro 14 Mar, 2007 12:48

Alison napisał/a:
i zdecydował, pod wpływem okoliczności, żeby pozostawić sprawy samym sobie.


Nie wierze !!! To brew jego, że się nie wyrażę, naturze... !



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group