To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Powieści Jane Austen - Antypatie w książkach JA

Trzykrotka - Śro 12 Lip, 2006 17:24

Dokładnie, Sophie Thompson, siostra Emmy, rewelacyjna w obu rolach austenowskich. Ma osobny wątek w Aktorach. Ja lubiłam jej pannę Bates. Eltonów nie trawię i chyba dlatego podobały mi się obie pary filmowe - w wersji z kate Beckingsale pani Elton była doskonale żmijowata.
przecinek - Sob 15 Lip, 2006 20:55

A ja nie lubię Emmy - głupiutka, zapatrzona w siebie pannica z bogatego domu, pogardzająca ludźmi niższego stanu i manipulująca wszystkimi w swoim otoczeniu. Ma takie możliwości, a tak mało robi dla siebie i dla otoczenia. Ale może spoglądam na nią z pozycji czasów, w których żyję, ale mimo wszystko jej nie lubię.
MiMi - Pon 17 Lip, 2006 20:44

A ja napiszę inaczej: nie lubię kilku postaci, ale bez nich ksiązki byłyby nieciekawe i nudne. Czarne charaktery wprowadzaja pewien nastrój bez którego trudno czytać :mrgreen:
elbereth - Czw 20 Lip, 2006 11:34

Oj, dużo tego będzie... JA słynie z genialnych portretów bohaterów negatywnych. Tyle, że często traktuje ich z taką sympatią, że... trudno ich nie lubić (np. pan Collins). Ot, paradoks... :-)

Osobiście bardzo działają mi na nerwy Lady Russell i Lucy Steele. A z kolei krzytykowane często Mariannę i Karolinę Bingley bardzo lubię. Taka ze mnie przekorna natura... :razz:

Anonymous - Czw 20 Lip, 2006 14:31

Ja jestem właśnie po przeczytaniu Emmy i szalenie mnie w niej wkurza pani Elton.
W DiU - siostry Bingley'a oczywiście, Lady Catherine też, nie mówiąc już o Collinsie ;) .
RiR - pani Ferrars oraz Fanny Dashwood.
Perswazje - szczerze mówiąc nie przypominam sobie. Choć siostra Anny była momentami irytująca.
Mansfield Park - nie doczytałam do końca, lecz już na początku dała o sobie znać ciotka Norris (o ile dobrze kojarzę postać, stara baba która wciąż dręczyła Fanny?)

Ale, jak napisała Elbereth
Cytat:
Tyle, że często traktuje ich z taką sympatią, że... trudno ich nie lubić (np. pan Collins). Ot, paradoks... :-)

Bez tych postaci to już nie byłoby to... ;)

Anonymous - Sob 29 Lip, 2006 18:44

Hmm. Nie ma chyba takich postaci, któe zdecydowanie jednoznacznie nie lubię. Dla mnie te negatywne stanowią tło obyczajowe. Bez nich książki byłyby puste.
Ogólnie rzez biorąc niesamowicie irytują mnie Marianna, Lydia i rodzeństwo Thorpe.

Maryann - Sob 29 Lip, 2006 20:21

Mnie też Marianna działa na nerwy - jest egzaltowaną egocentryczką z wyraźnymi skłonnościami do egoizmu. Mam w związku z tym nieustające wątpliwości co do małżeńskiego szczęścia pułkownika Brandona - ale to jż temat na inny wątek.
Ale mimo jej wszystkich wad chyba nie zaliczyłaby jej do austenowskich postaci negatywnych. Gdzie jej tam do takiej cioci Norris, lady Katarzyny, pani Elton, czy choćby Lucy Steele.

Anonymous - Sob 29 Lip, 2006 21:01

W zasadzie rzeczywiście Marianna nie jest postacią negatywną, ale budzacą antypatię - zdecydowanie :D
Maryann - Sob 29 Lip, 2006 21:33

elbereth napisał/a:
Oj, dużo tego będzie... JA słynie z genialnych portretów bohaterów negatywnych. Tyle, że często traktuje ich z taką sympatią, że... trudno ich nie lubić (np. pan Collins). Ot, paradoks... :-)

Ja bym powiedziała, że JA dzieli swoich negatywnych bohaterów na dwie kategorie: tych, których traktuje z lekkim przymrużeniem oka i pokazuje głównie ich śmieszność (jak pastor Collins, lady Bertram czy choćby Mary Musgrove) i tych, dla których nie ma żadnej litości i których jednoznacznie potępia (sir Walter Elliot i jego córka Elżbieta, pani Ferrars i Fanny Dashwood, ciocia Norris).

Anonymous - Sob 29 Lip, 2006 21:40

W zasadzie nawet wówczas, gdy dla nas dzisiaj jest to potepienie co najmniej dziwne (zawsze zastanawiałam się o co własciwie chodzi z panem Elliotem)
Maryann - Sob 29 Lip, 2006 21:53

AineNiRigani napisał/a:
W zasadzie nawet wówczas, gdy dla nas dzisiaj jest to potepienie co najmniej dziwne (zawsze zastanawiałam się o co własciwie chodzi z panem Elliotem)

Pan Elliot "dla rozrywki nie brał nigdy do ręki innej książki niż "Almanach baronetów"", a myślę, że Darcy był wyrazicielem poglądów JA, kiedy mówił o doskonaleniu umysłu jak najczęstszą lekturą. Był poza tym nieprzeciętnie próżny - jako mężczyzna i jako arystokrata. Jego stosunek do Anny też nie wystawia mu dobrego świadectwa.

Anonymous - Sob 29 Lip, 2006 21:53

Ogladnęłam Emmę i wkurza mnie żonka pastora on też jest denerwujący zresztą
Anonymous - Sob 29 Lip, 2006 22:06

Tylko mnie chodziło o pana eliota, nie Sir Eliota
elbereth - Nie 30 Lip, 2006 17:54

Największą wadą pana Elliota jest jego obłuda - tyle lat nie dbał o rodzinę i nagle wraca nawrócony niczym syn marnotrawny. Jego prawdziwy charakter poznajemy dzięki pani Smith (choć trudno ją nazwać osobą bezstronną, w końcu zrujnował on jej małżonka). Osobiście denerwowało mnie także to jego "nadskakiwanie" w stosunku do Anny. Na początku może i sprawiało jej to przyjemność, ale podczas przedstawienia uniemożliło rozmowę z kapitanem. Choć w efekcie to postępowanie spowodowało zazdrość Wentwortha i zmusiło go do działania... Wychodzi na to, że pan Elliot jest bohaterem negatywnym, ale takim, który przypadkiem przysłużył się dobrej sprawie :smile:
Anonymous - Nie 30 Lip, 2006 17:57

Tylko tak konkretnie - to co on zrobił takiego godnego potępienia i az tak surowej oceny?
Zdradził przyjaciela? To sie zdarza. Ale nie to nie było przyczyna takiego potępienia. I własnie to nie do konca rozumiem

Gunia - Nie 30 Lip, 2006 18:00

Wg. tego co zrozumiałam w jego zaufaniu J.A. najbardziej potępia niestałość i interesowność, którą okazał wobec Elliotów.
Maryann - Nie 30 Lip, 2006 18:21

AineNiRigani napisał/a:
Tylko mnie chodziło o pana eliota, nie Sir Eliota

Jednym słowem - przeczytałam to, co chciałam :lol:
A wracając do PANA Elliota - JA każe nam go nie lubić, bo jest interesowny i nieszczery. Anna podświadomie tę jego fałszywość wyczuwa, chociaż nie potrafi znależć żadnego uzasadnienia dla tych przeczuć.
Pan Elliot był rozsądny, dyskretny i gładki - lecz nie był szczery. Nigdy ludzkie zło czy dobro nie powodowało u niego wybuchu uczuć, żarliwego oburzenia czy zachwytu. (...) Pan Elliot był dla zbyt wielu osób miły. Choć usposobienia osób przebywających w domu jej ojca były najróżniejsze, on podobał się każdej z nich. Zbyt dobrze wszystko znosił... Zbyt dobrze był ze wszystkimi.
Jak dla mnie - ten opis pana Elliota pasowałby niemal równie dobrze do Wickhama.

Anonymous - Nie 30 Lip, 2006 18:30

Mojej mamie, gdy czytała ten opis, od razu się skojarzył z Wickhamem, mi musica automatycznie, bo czytałam "Perswazje" jako druga (a wcześniej mama czytała mi ten fragment) :) .
Maryann - Nie 30 Lip, 2006 18:37

Jeden i drugi gładki i uprzejmy, bezwzględny i interesowny. Tyle, że pan Elliot mając majątek po żonie i perspektywę odziedziczenia Kellynch Hall mógł sobie już pozwolić na luksus bycia uczciwym obywatelem i spokojnie czekać na spadek. Wickham nie miał takiej komfortowej sytuacji, a i potrzeby większe - jak to zwykle u hazardzisty. Poza tym - co znaczyłaby opinia pani Smith wobec świadectwa Darcy'ego (gdyby zdecydował się ujawnić przeszłość Wickhama) ?
elbereth - Pon 31 Lip, 2006 10:34

JA w ogóle dość często wprowadza taką postać do swoich utworów. Pana Elliota czy Wickhama możemy przecież spokojnie porównać np. z Wiloughbym - wszyscy są nim oczarowani, a prawdę o jego przeszłości poznajemy z ust pułkownika Brandona. Wygląda na to, że panna Austen uważała takich "dandysów" za najgorszy i zarazem dość powszechny typ facetów :twisted:
Anonymous - Pon 31 Lip, 2006 17:27

No i tutaj mamy przestrogę coby uważać i nie dać się zwieść I wrażeniu.
DFenerwuje mnie też Frank z emmy niby wszystko się kończy dobrze ale nie podobaja mi się tacy mężczyźni

Maryann - Pią 04 Sie, 2006 20:49

lady_kasiek napisał/a:
No i tutaj mamy przestrogę coby uważać i nie dać się zwieść I wrażeniu.
DFenerwuje mnie też Frank z emmy niby wszystko się kończy dobrze ale nie podobaja mi się tacy mężczyźni

Pan Knightley powiedział, że Frank nie zasłużył na miłość takiej kobiety, jak Jane Fairfax - i chyba miał rację, choć ja powiedziałabym raczej, że to Jane nie zasłużyła, by jej uczucia ciągle wystawiał na próbę ktoś tak lekkomyślny i nieodpowiedzialny. Choć może to było tylko przedstawienie mające na celu ukrycie prawdy i po ślubie Frank się zmienił ? Chociaż jakoś trudno mi w to uwierzyć...

Anonymous - Pią 04 Sie, 2006 21:17

Nie zachował się ładnie. Lekkoduch i co tu duzo mówić intrygant
Maryann - Pią 04 Sie, 2006 21:26

Nieładnie i nieodpowiedzialnie. Co by się stało, gdyby Emma naprawdę uwierzyła, że ma wobec niej "poważne zamiary" ?
Frank na pewno nie jest zły - możnaby powiedzieć, że miał dobre chęci, bo chciał ukryć swoje zaręczyny z Jane. Ale brak złych intencji nie zwalnia z myślenia, a on wykazał się kompletną bezmyślnością i brakiem odpowiedzialności. Nie tyle go nie lubię, co działa mi na nerwy. Jak Marianna Dashwood.

Anonymous - Sob 05 Sie, 2006 11:31

Kingltey go slusznie ocenił. Jakby Frankowi na czymś zalezało to by to umiał przeprowadzić. Powinien walczyć. Mam go chwalić za to że czekal z ogloszeniemzaręczyn do smierci ciotki. Albo ze ztchórzył przed powiedzeniem Emmie prawdy?


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group