To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Powieści Jane Austen - Happy end

Admete - Nie 30 Wrz, 2007 14:00
Temat postu: Happy end
Nie powiem lubię szczęśliwe zakończenia, przynajmniej takie częściowo szczęśliwe ;-) Przyznam się jednak, że czasami pewne opowieści są lepsze wtedy, gdy kończą się nieszczęśliwie...Z filmów do głowy od razu przychodzi mi Siedem w reż. Finchera. Tam "złe" zakończenie było konieczne.

W poprzedniej ankiecie był błąd. Teraz proszę wszystkich o zagłosowanie w nowej, gdzie już tylko jedna odpowiedź jest dozwolona!
Gunia


Gunia ale mi się na zielono wcięłaś w posta :rotfl:

A co? Wolałabyś w innym kolorze, Admete? :rotfl:

Harry_the_Cat - Nie 30 Wrz, 2007 14:07

Zgadzam się z Admete - szczególnie jesli chodzi o Siedem...
No i jeszcze jak się porówna Dom nad jeziorem i Il Mare, to też widać, że happy end za wszelką cenę to nie jest najlepszy pomysł...

trifle - Nie 30 Wrz, 2007 14:24

I ja się zgadzam z Admete i Harry. Np film "Dear Frankie" nie podobałby mi się tak, gdyby się skończył tak jednoznacznie jak w bajce "było źle, ale teraz jest i będzie cudownie". Nie wyobrażam sobie też choćby "Godzin" zakończonych szczęśliwie. W ogóle wydaje mi się, że happy end sprawia, że dana historia staje się jedną z wielu bajek, nie staje się ciekawsza. Co nie zmienia faktu, że lubię dobre zakończenia ;)
MiMi - Nie 30 Wrz, 2007 14:29

Ja uważam, że nie zawsze musi być happy end. Niektóre książki, czy filmy nie powinny mieć szczęśliwego zakończenia, a znowu niektóre muszą mieć. Jakoś nie wyobrażam sobie DiU bez szczęśliwego zakończenia, bo gdyby tak było, to już nie byłaby ta DiU, ale byłaby to też książka i też mogłaby być ciekawe. Pewnie wiele osób zastanawia się, co by było, gdyby Lizzy pojechała nad jeziora, a nie do Pemberley, czy wtedy spotkałaby jeszcze kiedyś Darcy'ego? Jeżeli tak, to czy on nie byłby już wtedy zaręczony? A co by się stało z Bingley'em i Jane? Tak książka wcale nie musiała się zakończyć Happy endem. Więc to wszystko zależy od historii...
Anonymous - Nie 30 Wrz, 2007 15:29

Tak naprawdę uwielbiam niedopowiedzenia. Zakończenie, które pozostawi dowolność interpretacyjną a jednocześnie zmusi aby je sobie samemu dopowiedzieć. Dla mnie zakończenie Frankiego było własnie takim. I chyba własnie dlatego lubie Ostatniego Mohikanina czy Vinciego, że chociaz watki zostały rozwiązane, relacje między bohaterami nie.
Jak dla mnie zarówno happy jak unhappy endy bywają czasem tandetne. Czasem na siłe pcha sie bohaterów do siebie, wiadomo jak sie wszystko skończy, a ich droga do szczęścia jest tak głupia jak w telenowelach. Podobnie bywa ze złymi zakonczeniami. Wymielone dramaty mają wycisnąć łzy, wzbudzić żal. Za wszelką cenę. Oczywiscie najczęściej - po trupach.
Z dwojga złego wolę komedie romantyczne. Można się przynajmniej uśmiechnąć. a ja lubię się śmiac.

Gunia - Nie 30 Wrz, 2007 15:37

Ja zdecydowanie wolę happy endy. Choćby miały być kiczowate, to miło sobie pomyśleć, że istnieje na tym świecie prawdziwe szczęście. No ale oczywiście nie za wszelką cenę, są historie, do których szczęśliwe zakończenie nie pasuje i o wiele piękniejsze i przejmujące są ze smutnym końcem. Ogólnie rzecz biorąc, to jestem w stanie polubić każde zakończenie, jeśli tylko jest dobre i dopasowane do filmu.
Dyskusyjna pozostaje również sama definicja happy endu, bo to już zależy od odbioru filmu czy książki przez konkretną osobę i jest to często niejednoznaczne.

Harry_the_Cat - Nie 30 Wrz, 2007 16:14

A i tak na marginesie, to je nie widze wyniku ankiety....
praedzio - Nie 30 Wrz, 2007 16:18

Wynik będzie pokazany po zakończeniu trwania ankiety.
Harry_the_Cat - Nie 30 Wrz, 2007 16:28

praedzio napisał/a:
Wynik będzie pokazany po zakończeniu trwania ankiety.


najwyrazniej ... :zalamka:

:rotfl: :rotfl: :rotfl: :rotfl:

nicol81 - Nie 30 Wrz, 2007 18:37

Zaznaczyłam, że to zależy od historii. Gdyby każda kończyła się happy endem, było nudno. Natomiast wiele osób moim zdaniem niesłusznie z góry zakłada niższość i kiczowatość happy endu. Niekiedy właśnie tragiczny koniec jest mniej ciekawy. Istnieją również zakończenia pośrednie, na przykład zły został pokonany, lecz za cenę śmierci głównego bohatera, które starają się utrzymać równowagę między optymizmem a dramatyzmem. Moim zdaniem, nie jest tak, że któryś rodzaj zakończenia jest bardziej realistyczny, oba grają na emocjach widzów/ czytelników.
Natomiast zakończenie szczęśliwe wydaje mi się bardziej definitywne, bardziej sycące. Nieszczęśliwe najczęściej pozostawia jakieś pytania, np. gdy Rett opuszcza Scarlett- co ona zrobi?, gdy Stefcia umiera- czy Waldi się z tym pogodzi? W książkach Austen nie ma takich pytań, chyba, że o pobocznych bohaterów.

bezpaznokcianka - Nie 30 Wrz, 2007 20:09

ja sobie nie wyobrażam za to Przeminęło z wiatrem z typowym happy endem. Chociaż zawsze mam nadzieję, że on jednak zostanie... ale on szczerze mówiąc ma to gdzieś. A happy end jest w domyśle. Wiemy, że Scarlet się nie podda i go w końcu odzyska. Ale to jest niedopowiedziane (i niech takie zostanie a na kontynuację pod tytułem "Scarlet" spuśćmy zasłonę milczenia). Ale ogólnie lubię jak film się dobrze kończy i para jest razem, bo przynajmniej mam poczucie, że chociaż oni są szczęśliwi.
Anonymous - Nie 30 Wrz, 2007 20:19

dokładnie zależy od historii, niektóre gdyby miały happy end byłyby kiczem i niczym więcej
Alison - Nie 30 Wrz, 2007 20:34

Zgadzam się z Nicol. Zakończenie musi być dopasowane do historii. Czasem happy end (których jestem chorobliwą wielbicielką :wink: ) jest jedynym mozliwym zakończeniem, a niechby i wiało kiczem. Innym razem twórcy idiotycznie kończą całą historię, tak jakby bali sie że jak zakończą dobrze to będzie kiczowato, a jak źle, to będzie bardziej artystycznie, a wychodzi idiotycznie i bez sensu.
Co do nieszczęśliwych zakończeń, kiedy para jednak nie kończyła na ślubnym kobiercu, to mój Tata standardowo kończył oglądanie filmu wygłoszeniem takiego oto zdania: No, i dzięki temu żyli długo i szczęśliwie... :wink:
Ale jak mam głosować, to jestem za happy endem, bo o to żeby w życiu nie było happy endów dba samo życie, więc w kinie odczuwam ich wielki niedostatek :wink:

Ulka - Nie 30 Wrz, 2007 20:43

Ja zasadniczo lubię tzw szczęśliwe zakończenia, ale to nie jest zawsze zakończenie na jedno kopyto. Raczej chyba zakończenie, które zostawia nadzieję. Nie wierzę w zakończenia "żyli długo i szczęśliwie"-to są zakończenia bajek i tam niech pozostaną. W książkach Austen jest ten "typowy" happy end, ale dla mnie jest to po prostu zakończenie pewnego etapu. Nikt nie gwarantuje, że w dalszym życiu wszystko było cacy, tak jak zresztą dotąd nie było. Jest za to nadzieja, że ogólnie rzecz biorąc życie tych ludzi było szczęśliwe, zwyczajne, normalne. Nie lubię natomiast historii , w których zakończeniu tej nadziei brak - kiedy jest rozpacz, jakiś koniec, który nie pozostawia żadnych złudzeń że życie może dalej trwać. Natomiast czy to jest zakończenie "szczęśliwe" czy też nie to już nie jest kwestia podstawowa. Zależy jaka jest to historia, styl etc Choć rzecz jasna przyjemniej czytać te optymistyczne :mrgreen:
Anonymous - Nie 30 Wrz, 2007 20:49

I czy jest się czemu dziwić? Taka już nasza natura kobieca, nie?
Dla mnie film z niedopowiedzeniem ma klase (ale jak powiedzieli przedmowcy - zalezy od historii). Szczęśliwe lub nieszczęśliwe zakończenia bywają tandetne, ale czyż sama przyroda i natura nie jest tandetna? Te zachody słońca, krople rosy o świcie, podmuch majowego wiatru - kicz straszliwy. I jakżesz piękny ten kicz, że az serce w pierwsi zamiera na ten widok.
Tak wiec sobie wydumałam, skoro naturze kicz nie jest obcy, widocznie jest zakorzeniony w naszych komóreczkach. Jakiś tajny składnik w DNA (zadanie dla Gumisia :D ) Czyli jest z nami od zarania dziejów i jak widać - nieodzowny i bliski naszej pierwotnej naturze... :D
Hmm, troche pokretnie to wyjasniłam, ale troche mnie dzisiaj pokręciło, to i słowa pokrętnie skręcam ...

Ulka - Nie 30 Wrz, 2007 21:10

AineNiRigani napisał/a:
Te zachody słońca, krople rosy o świcie, podmuch majowego wiatru - kicz straszliwy. I jakżesz piękny ten kicz, że az serce w pierwsi zamiera na ten widok.

Oj tam kicz od razu :mrgreen: To ludzie uczynili z tego kicz, tzn nazwali kiczem i uznali, że coś brzydkiego, np stare skarpetki z papierem toaletowym w ramach to jest COŚ - DZIEŁO :-P A zachód słońca to kicz... :? :mrgreen: moja prywatna teoria sztuki ;P

Anonymous - Nie 30 Wrz, 2007 21:31

Ulenko, obecnie sztuka jest demonstracyjne obieranie ziemniaków.
Przyznaje - takiego rodzaju sztuki nie rozumiem. Tkwie głęboko w epoce Empire z jej pejzażami, portretami, martwymi naturami...

Ulka - Nie 30 Wrz, 2007 21:36

o, to jednak się zgadzamy? :)
AineNiRigani napisał/a:
Ulenko, obecnie sztuka jest demonstracyjne obieranie ziemniaków.

Czyżbym nie nadążała? ;)

Happy end może być więc swoistym "dziełem sztuki" ale może być i kiczem.. Zależy od stylu wykonania.

snowdrop - Nie 30 Wrz, 2007 21:38

A ja jestem za happy endem. W środku może być smutek, złość itp, ale na końcu happiness.
Życie jest czasami takie smutne że po co jeszcze je sobie dodatkowo poszarzać.
A zmyslny autor, pisarz nawet happy end napisze wspaniały. Co widać np. w przypadku N&S. Kiczowate zakończenia są tylko w kiczowatych książkach.
Zawsze należy zostawiać chociaż promyk nadziei.

Tam gdzie zamykają się drzwi otwiera się okno.

Anonymous - Nie 30 Wrz, 2007 21:41

Macie święta prawdę jesli chodzi o ten "Kicz" juz sie bałam, że ja jestem jakoś na bakier ze sztuką
Anonymous - Nie 30 Wrz, 2007 23:41

Ulka napisał/a:
o, to jednak się zgadzamy? :)


A juści !!! Zawsze uważałam, że jelenie na rykowisku są fajne :D
O tym kiczu przyrodniczym pisałam z zachwytem, bo nic tak na mnie nie działa jak to kiczowate piękno.
P.S. Wbrew pozorom podejrzewam, że dużo częsciej możemy się zgodzić, niż mieć rózne opinie :D

Ulka - Pon 01 Paź, 2007 15:28

AineNiRigani napisał/a:
Wbrew pozorom podejrzewam, że dużo częsciej możemy się zgodzić, niż mieć rózne opinie :D

mmm, intrygujesz mię, jakie przesłanki ku temu przemawiają? ;)
AineNiRigani napisał/a:
O tym kiczu przyrodniczym pisałam z zachwytem,

to nie nazywaj tego kiczem....plizzz :rumieniec:

Anonymous - Pon 01 Paź, 2007 17:28

Ot przeczucie :D
Ulenko, lubie nazywać sprawę po imieniu. Szczególnie, że jest ciut prowokująca, nie?

Anetam - Pon 01 Paź, 2007 17:56

Gunia napisał/a:
Ja zdecydowanie wolę happy endy. Choćby miały być kiczowate, to miło sobie pomyśleć, że istnieje na tym świecie prawdziwe szczęście.


Całkowicie zgadzam się z Gunią.Ja też muszę mieć Happy End w filmie,bo jak skończy się źle to potem muszę sobie sama je wymyślać i mam fatalny humor przez resztę dnia :(

Gunia - Wto 02 Paź, 2007 07:17

Anetam napisał/a:
bo jak skończy się źle to potem muszę sobie sama je wymyślać

O! To jest godna uwagi praktyka. Stosuję ją bardzo często, jak mi się jakieś zakończenie nie podoba. A zwykle mi się nie podoba przez sam fakt, że jest zakończeniem, ale to już insza inszość. ;)



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group